Thursday, August 06, 2020

Rocznica, ktorej nie mozna zapomnieć.


 Był poniedziałek 6 sierpnia 1945 roku . Wojna w tym rejonie świata jeszcze trwała. Dzień zapowiadał się pogodnie. Niebo nad  Hiroszimą było nieskalanie czyste. Dobry cel dla samolotów. Raz zawyły syreny; wypatrzono jakiś samolot. Ale to był tylko samolot  sprawdzający widoczność tzw.“pogodowy”, nie zaatakował. Zycie mieszkańców wróciło do normy. Zapewne mieszkańcy Hiroszimy jak  i jeńcy wojenni z Chin i Korei nie wiedzieli, że dla blisko stu tysięcy będa to ostatnie chwile życia. Tego rana o godzinie 8:15 z samolotu amerykańskiego B-29  zrzucono bombę atomową  o wadze około pięciu ton, nazwaną pieszczotliwie “Little boy”. Bomba wybuchła 43 sekundy po zrzuceniu jej w odległości  508 metrów od dziedzińca szpitala Shima i 170 metrów od mostu Aioi. Nad centrum miasta uniósł się ogromny słup dymu w kształcie grzyba.

Pilot, pułkownik Paul Tibbets  i  bombardier  Thomas Ferebee  wykonali precyzyjnie  bojowe zadanie. Towarzyszył im inny samolot; byli w nim naukowcy, inżynierowie. Mieli za zadanie ocenić siłe wybuchu i efekty pierwszej atomowej bomby. Nie wiedziali jeszcze ,  że jedna trzecia mieszkańców Hiroszimy została unicestwiona.  Jedni zginęli na miejscu, inni umierali nieco później z poparzeń czy napromieniowania. Miasto zostało zamienione w popiół. Zachowało się jedynie około 10% budynków.

Hiroszima  przeszła do  historii wojen, jako pierwsze na świecie miasto zmiecione z  powierzchni ziemi  bombą atomową. Harry Truman, prezydent Stanów Zjednoczonych, wydał rozkaz użycia tej broni, choć  skutków być może nie przewidział . Uznał, że jego obowiązkiem jest zakończyć wojnę z Japonią  jak najszybciej, co zaoszczędzi krwi po obu stronach. Cesarz, podporządkowany władzy wojskowych , nie godził się na bezwarunkowa kapitulację, której żądano już w lipcu 1945 na konferencji  w Poczdamie. Ale nawet bezmiar ofiar  w Hiroszimie nie skłonił  soldateski japońskiej do natychmiastowej kapitulacji. Trzy dni później kolejna bomba  atomowa spadła na Nagasaki.  I dopiero wtedy Japonia podpisała akt kapitulacji.

***

W  Hiroszimie wybudowanej na nowo, w samym jej centrum nad rozwidleniem rzeki Ota   stoją ruiny niegdyś imponującej budowli. Jest to Genbaku Dome mae. Był dumą miasta, miejscem wystaw  przemysłowych.

Po wojnie   zamierzano  usunąć  to co pozostało  z niego ale  1966 roku zdecydowano , że  te ruiny będą świadczyły o tym co się wydarzyło.  Bomba wybuchła nad budynkiem i nie uszkodziła go w takim stopniu jak resztę domów.  Dziś ruiny stanowią   część parku poświęconego ofiarom wojny. W 1996 r. tzw. A-bomb Dome  czy tez Genbaku został zarejestrowany przez UNESCO  jako  zabytek  klasy światowej (World Heritage List) . Stało się tak mimo to, iż zarówno Chiny jak i Stany Zjednoczone  sprzeciwiały się uznając, iż w ten sposób zatrze się  rolę Japonii jako agresora.

 

***

W Parku Pokoju, na miejscu niegdyś napromieniowanym, skażonym, założono trawniki, posadzono drzewa i wiecznie zielone krzewy. Tam też postawiono  70 pomników. M.innymi jest tam Pomnik Przyjaźni, Fontanna Modłów, pawilon, w którym umieszczono dziesiątki tysięcy żurawi-origami, zrobionych przez dzieci z całego  świata. W Parku płonie  wieczny ogień przyniesiony ze świętego dla Japończyków ognia ze swiątyni na  wyspie Miyajima. Ogień zapalono w miejscu, gdzie  pochowano prochy siedemdziesięciu tysięcy ofiar .

Jeżeli  jest się  w Hiroszimie, nie można pominąć tego miejsca. W ogromnym budynku muzeum są zdjęcia ofiar, opisy wydarzeń. Jedna z sal poświęcona jest  Sadaki , dziewczynce, która jak tysiące innych zmarła na skutek choroby popromiennej. Przeszła do historii, bo  wierząc, że papierowe żurawie mają siłe uzdrowicielską ostatnie miesiące swego życia poświęciła na ich tworzenie.

Sale muzeum zapełniają liczne eksponaty odnalezione po wybuchu.  Zbyt drastyczne, zbyt przerażające by to opisywać. Wspomnę tylko o zegarku, którego wskazówki zatrzymały się na godzinie 8:15  kiedy zrzucono bombę. Pod nim umieszczono czyjś wiersz:

Ważka przeleciała tuż przede mną

usiadła na płocie,

wstałem wziąwszy czapkę w rękę

już miałem ją schwytać

I wtedy …

Wiersz nie ma dalszego ciągu…tak jak życie tysięcy …jak życie tego chłopca, który chciał schwytać ważkę.Tuż przy wejściu, w wielkim przeszklonym holu muzeum stoją  dwa ogromne  bloki marmuru z wyrytymi (po angielsku i japońsku) słowami , będącymi przesłaniem dla współczesnych i  potomnych. 

Wojna jest dziełem człowieka, wojna prowadzi do zniszczenia ludzkiego życia. Wojna to śmierć. Pamiętanie o   przeszłości   oznacza zobowiązanie wobec przyszłości. Pamiętanie o Hiroszimie oznacza  niedopuszczenie do wojny nuklearnej.”

Te  słowa wypowiedział Jan Paweł II 25 lutego 1981 roku podczas swej pielgrzymki do Hiroszimy.  Jan Paweł II powiedział je w Hiroszimie, ale mówił do całego świata. Ale czy Swiat Go usłyszał, czy zrozumiał?  Czy rocznicowe modły za ofiary i oficjalne wystąpienia na wielkim placu w Hiroszimie przed wiecznie płonącym zniczem zapobiegną zbrojeniom i wojnom?

 

Hiroszimę odwiedziłam w maju 2010 kilka miesięcy przed 65 rocznicą wybuchu bomby. To miasto jest piękne, nowoczesne, tętniące życiem. Miasto, powstałe jak Feniks z popiołów, ożyło na nowo.  Usunięto gruzy. Zbudowano nowe domy. Lśnią w słońcu szklane ściany drapaczy chmur. Ludzie na nowo je zaludnili. Hiroszima  liczy dziś ponad milion  mieszkańców.

 W tym roku mija 75 lat od czasu nuklearnego ataku. Ale mimo upływu czasu nic nie może ,i nie powinno, zatrzeć  pamięci  o tamtych tragicznych wydarzeniach .

 


 

 

 

 

 

Saturday, August 01, 2020

Wspomnienia z wizyty w Muzeum Powstania Warszawskiego.




W dniu rocznicy Powstania Warszawskiego  wracam  do wspomnień jednej z naszych podróży  do Warszawy. Byl rok  2008 .
***
Warszawa  powitała nas chłodno i deszczowo. Potem, w ciągu blisko miesięcznego pobytu „pogoda była zmienna” jak głosiły komunikaty. Doświadczałam tego „biegając” po stolicy; raz  pod chmurnym niebem, kiedy indziej pod palącym słońcem.
Ranek  w dniu, w którym wybrałam się do Muzeum Powstania Warszawskiego
byl szczególnie zimny i wietrzny. Dotarłam  na ulicę Grzybowską   i wysiadając z tramwaju już z daleka dostrzegłam wysoka wieże z ogromnych znakiem Polski Walczącej. 


Przeszlam wzdłuż wysokiego muru z czerwonej cegły. Znalazlam się na dziedzińcu. Oprócz mnie byla tam jeszcze grupa uczniów .
Tak więc  Ci, którym cudem udało się przeżyć piekło powstania, i przeżyć po nim dalsze trudne  lata doczekali się symbolicznej nagrody  Muzeum- Pomnika Pamięci.
 Muzeum , które dokumentuje jedno z najtragiczniejszych  wydarzeń w historii polskiej stolicy zostało otwarte  w przeddzień 67 rocznicy wybuchu powstania.
Jak donosiła prasa warszawska, od kwietnia do lipca 2004  prace budowlane prowadzone były  na trzy zmiany. Pracowano dwadzieścia cztery godziny na dobę . To było niewątpliwie  spektakularne działanie.
Muzeum powstało i daje świadectwo tamtym zdarzeniom. Przynajmniej w jakimś niewielkim zakresie.
* * *
Wchodzę do Muzeum. Jest ciemnawo. „Jak w piwnicy albo w schronie” mówi półgłosem ktoś ze zwiedzających.
Na parterze tuż przy wejściu po lewej stronie zawieszono  monitor.
Widzę , znajomą mi twarz Jana Nowaka Jeziorańskiego. Po długiej emigracji w Stanach Zjednoczonych wrócił do Polski. Już nie żyje, ale ciągle spełnia swą misję ; opowiada zwiedzajacym o powstaniu. Przejmująca jest ta opowieść Kuriera. Raz jeszcze powtarza, że Powstanie musiało wybuchnąć, gdyż ludność Warszawy tego chciała. I choć wiedział i ostrzegał Bora Komorowskiego iż nie mozna liczyć na pomoc  Zachodu, podobno nie było już odwrotu.
Przechodzę dalej. Po prawej stronie sali zdjęcia starej Warszawy. Zdjęcie w kolorze sepii. Ulica, samochody, sklep. I tylko gruz przed witryną ze zdjęciem mówi o tym, że  na Warszawę spadają bomby.  Pierwszego dnia powstania spadły między innymi na trzy  kościoły . Przypuszcza się, że pod ich gruzami zginęlo 2 tysiące osób.
Przede mną  wieża. Wznosi sie przez wszystkie trzy kondygnacje muzeum. Kiedy zbliżam się do wieży słyszę  jakby uderzenia serca. To tak bije serce powstańczej Warszawy.
W następnym pomieszczeniu „Poczta Powstańcza”. Listy powstańcow do rodzin. Nazwiska listonoszy- harcerzy. Nazwiska tych, ktorzy padli na polu bitwy roznosząc listy. I stemple na listach „Ocenzurowane”.
Jak się później dowiedziałam  listy, kolekcję kopert i znaczków powstańczych  Muzeum Powstania Warszawskiego odkupiło 9 lutego 2008 roku na aukcji domu Ulrich Felzmann Briefmarken  w Duesseldorfie.
Idę dalej. Zaglądam do małego pokoju, w którym ustawiono  maszynę drukarską. Na niej drukowane były odezwy, biuletyny powstańcze, a także tomiki poezji. Poezja, jakby wbrew logice i rzeczywistości kwitła podczas okupacji. Krahelska, Baczyński, Stroiński, Gajcy, Trzebiński, Miłosz, Borowski, to zaledwie kilka nazwisk Poetów z  czasu zagłady. Wojnę przeżyło tylko dwu z wymienionych przeze mnie.
Dalej, w innym pomieszczeniu jest nadajnik radiowy. Pokój robi takie wrażenie jakby ktoś zaledwie przed chwilą go opuścił.
Tak, to muzeum „żyje” tamtymi dniami. I oto staję nad wejściem do kanału. Kobieta, łaczniczka , ktora przechodziła kanałami opowiada o tym czego doświadczyła. W muzeum nie spotkałam wzmianki o innym powstańcu o pseudonimie „Zych” a ciekawe są jego losy.
Andrzej  Borowiec (rocznik 1928)  był łącznikiem kanałowym ze Sródmieścia na Starówkę. Opisał koszmar przedostawania się przez kanały. Na Mokotowie został ranny, wzięty do niewoli niemieckiej a potem już po wyjściu z obozu służył w II Korpusie generała Andersa. Jak się wydaje los mu sprzyjał. Przeżył a potem już w Anglii zdał maturę, studiował na Uniwerytecie Columbia w Nowym Jorku. Pracował jako dziennikarz dla Associated Press, Washington Star, Chicago Sun Times, Washington Star.
 Napisał o Powstaniu Warszawskim . “Destroy Warsaw! Hitler’s Punishment, Stalin’s Revenge”. Książkę wydano w 2001 roku.
Widziałam jeden  włazów do kanału . . Znajduje się na na placu Krasińskich. Być może właz do kanału był tym, który znał też , cudem ocałały szesnatoletni wówczas, powstaniec Andrzej.
Tędy weszło pięć tysięcy trzystu powstańców  ze Starego Miasta i ewakuowało się do Sródmieścia
Byli wśród nich także cywile. Lącznie kanałami Warszawy przemieszczało się ponad jedenaście tysięcy ludzi. Laczniczka, która mówi do mnie z ekranu monitora, szczęsliwie przeżyła , ale blisko 200 tysięcy ludzi zginęło w powstaniu . Umierali pod bombami, z chorób, ran, niedożywienia, masowo rozstrzeliwani w egzekucjach ulicznych. Na ulicach Warszawy są te miejsca oznaczone tablicami. Jest ich wiele. Ale dziś już nieliczni tylko składaja tam kwiaty i zapalają znicze. Każdego roku jest ich coraz mniej.
Oto jest chwila bez imienia
Wypalona w czasie jak w hymnie.
Nitką krwi jak struną - za wozem
Wypisuję na bruku swe imię.(K.K. Baczyński)
  * * *
W jednej z sal muzealnych zawieszono ogromne zdjecie Wielkiej Trójki. Uśmiechięci, zadowoleni, przyjaźni, doskonale się rozumiejący.
F.D. Roosevelt, Winston Churchill, Józef Stalin. Jest to zdjęcie ze spotkania w Jałcie, podczas którego przesądzono o losach Polski.
Za granicą Powstanie Warszawskie coraz częściej nazywa się II powstaniem warszawskim i nie często się o nim mówi. Nazwano je „drugim”, bo pierwsze to było powstanie w getcie warszawskim. Wybuchło 19 kwietnia 1943 roku. Powstańcy geta warszawskiego zostali uhonorowani w PRL pomnikiem już w 1949 roku.
O Powstaniu Warszawskim  mówiono wtedy tylko w domach wśród przyjaciół i rodziny. Władze komunistyczne, zwłaszcza w okresie stalinowskim, powstanie potępiły a żołnierze Armii Krajowej poddawani byli represjom.  Wielu Akowców „ karlow imperializmu” jak ich zwała propaganda, zostało więzionych, zsyłanych w głąb Zwiazku Sowieckiego, zamordowanych. Potępiono  dowództwo powstania  a bohaterstwo mieszkańców Warszawy przemilczano.
Pewnie dlatego też pomnik „Małego Powstańca” zaprojektowany już w 1946 roku przez Jerzego Jarmuszkiecza , odsłonięty został dopiero bo blisko czterdziestu latach. To jeden z najbardziej wzruszających pomików Warszawy. Mali powstańcy  ginęli masowo przenosząc meldunki, przesyłajac pocztę. Oblicza się, iż dwunasto i piętnastoletni listonosze Powstańczej Poczty Polowej , głownie harcerze „Zawiszy”, dostarczyli podczas powstania blisko 150 tysięcy listów. Czyli około 3700 listów dziennie . Robili to przemykając pod nieustannym ostrzałem i nalotami.
Teraz po 64 latach pracownicy Muzeum rozpoczęli akcję poszukiwania nadawców i adresatów listów.
* * *
Po kilku godzinach zwiedzania wychodzę na ulicę. Jestem ciagle pod wrażeniem tego co widziałam .
Ale udaje mi się wrócić do równowagi. Mijam następną wycieczkę szkolną. Nadjeżdża tramwaj. Wsiadam . Jakiś chłopak wstaje by zrobić mi miejsce. Ma może 18-20 lat." Ma szczęście", myślę, "że urodził się u schyłku wieku XX-go w Europie. W Warszawie".
Nagle przypominam sobie fragmenty  pieśni „Warszawskie dzieci”.
See the source image

„Nie złamie wolnych żadna klęska,
 nie strwoży śmiałych żaden trud...

Warszawskie dzieci , pójdziemy w bój,
 za każdy kamień twój stolico damy krew...

 Powiśle , Wola, Mokotów,
 ulica każda, każdy dom,
 gdy padnie pierwszy strzał
 bądź gotów
 jak w ręku Boga złoty grom...

Poległym chwała, wolność żywym,
wierzymy, że nam Sprawiedliwy
 odpłaci za przelana krew”. (słowa Stanisław Ryszard Dobrowolski "Goliard" muz. Andrzej Panufnik)

* * *
Wysiadam z tramwaju na placu ONZ. Zaświeciło słońce, szklane wieżowce połyskują  odbijając błekitne już niebo. Pędem mijają mnie  luksusowe samochody, reklamy zachęcaja do kupna eleganckiej garderoby , kosiarek do trawy, proszkow do prania, agencje mieszkaniowe i „deweloperzy” ( a jakże!) namawiają na kupno luksusowego mieszkania z windą do garażu , salon piękności oferuje tanio „tipsy”, jakiś butik reklamuje  „topy” za jedyne 40 zł.
Afisze teatralne zapowiadają interesujące przedstawienia. W Teatrze Narodowym wystawiają „Carmen” . Teatr „Syrena” poświęca  spektakl  Jerzemu Jurandotowi. Na scenie występuje niezastąpiona, niepowtarzalna, niezmordowana Warszawianka, żołnierz Armii Krajowej , uczestniczka Powstania Warszawskiego-Irena Kwiatkowska.
Majowa Warszawa 2008 roku jest barwna, kolorowa, żywa. I wszędzie kwitną kasztany.


.

Sunday, July 19, 2020

Mama odeszla...

Lipiec byl piekny tamtego roku.Cieply i sloneczny.
Moja Mama umarla w czwartek, 19 lipca 1962. Miala  52 lata. 


W ow czwartek, w poludnie prosila jeszcze o truskawki. Przynioslam je. Skosztowala. Powiedziala ze dobre. Usmiechnela sie.
Rozmawialam z lekarka. "To Jej ostatnie chwile" i jakby na pocieche dodala "Przestanie sie meczyc" . "Moja Matka jest tez ciezko chora, stan jest beznadziejny. Jestem lekarzem i nie potrafie Jej uratowac. Czy Pani rozumie moj dramat?"
Zblizala sie polnoc, kiedy Mama odeszla . Bylismy przy Niej oboje. I to, ze bylismy z Nia do konca zawsze bylo i pozostaje dla mnie jakas pociecha.
Byla dla mnie nie tylko Matka.Byla moja najlepsza przyjaciolka.

Friday, June 12, 2020

31 rocznica stłumienia protestu ...


Noc na placu Niebiańskiego Spokoju

Nadzieja.

Napięcie.Ale ani strach ani terror nie malują ich twarzy.
Nie wiedzą jeszcze co się zdarzyć może,
Nie znają jeszcze swego przeznaczenia.

My telewidzowie ,rozparci w fotelach ,
bezpieczni w domach,
nie wiemy również, tylko przeczuwamy…

Oczekiwanie .

Na co tam czekają?
Na wolność ? Na uznanie praw czlowieka?
Na gest zrozumienia ze strony czerwonych Matuzalemów?

Na cóż mają nadzieję?
Na gest litosny współczesnego Heroda,
 który nie używa miecza,
tylko gazów łzawiacych, karabinów i czołgów?

Mają nadzieję, że świat zakrzyknie przeciwko zbrodni?
Może  wierzą,
że we współczesnym świecie masowy mord nie jest możliwy?

Studenci, robotnicy , chłopi z przepaskami
przeciwko armii chronionej  hełmami ze stali.
Ręce z transparentami “ZADAMY WOLNOSCI”
Przeciwko zbrojnym w karabiny rękom.
Kruche barykady, jak z chłopięcych zabaw,
Przeciwko czołgom.



Swiat i my patrzymy na plac pekiński wstrzymując oddechy.
Niemy świat i my oniemiali ze zgrozy  czekamy.

Akcja.

Atak .

Huk wybuchów,  łoskot karabinów, łomot ciężkich czołgów.

Krew. Ogień.

Krew, cierpienie,śmierć. Mord. Zbrodnia.

Krew na placu Tienanmen .

Tragedia Niobe na nowo ożyła.
Tej nocy Niobe ma twarz chińskiej matki.
Statua Wolności w Paryżu i jej siostra w Stanach
stoją
nieporuszone ,obojętne, kamiennie spokojne.
Statua na placu w Pekinie
Ma twarz chińskiej dziewczyny.
Zawiązane oczy.

Skazana na śmierc
Będzie zamordowana tej nocy.
Na placu Tienanmen
Na placu Niebiańskiego Spokoju .
4 czerwca 1989 roku.



Ten wiersz napisałam pierwotnie po angielsku na konkurs poetycki ogłoszony przez uniwersytet w Camberze (Australia) dla upamiętnienia pierwszej rocznicy masakry. Potem przetłumaczyłam. Był opublikowany między innymi 
w "Przekroju" w “Okienku z wierszem”.


Monday, June 08, 2020

Hemingway'owie na florydzkiej wyspie Sanibel.

Ilekroć  jadę na Florydę   znajomi pytają co zamierzam tam robić. 
            “Właściwie nic” odpowiadam. Bo przecież nie mogę odpowiedziec, że będę się zajmowac glownie obserwacją lotu pelikanów czy intensywnym  wypatrywaniem  delfinów, oglądaniem  zachodów słońca. 
Nawet  słychanie szumu fal i trzasku muszli pod stopami na rozleglej   plaży, nie jest przecież “robotą”.
          “A może  będziesz pisać “? Z pewnością  będę.
Będę też sporo czytać. Biblioteka na wyspie jest  doskonale zaopatrzona i dobrych ksiażek jest znacznie wiecej niż mozna przeczytać w ciągu wielu  lat, a nie tylko podczas paru tygodni pobytu.
        Podczas ostatniej swej wizyty w tutejszej bibliotece , dowiedziałam się iż Hilary Hemingway, bratanica Ernesta , spotka się z czytelnikami swych książek “Polowanie z Hemingway`em” i “Hemingway na Kubie”. Hilary jest też autorką filmu “Hemingway na Kubie”. “Powinnam pójść na to spotkanie”pomyślałam.

* * *

Pisarzem mojej młodości był Ernest Hemingway. Z nim szłam “ Za rzeke w cień drzew”,  przyglądałam się dramatycznym zmaganiom Starego Człowieka, towarzyszyłam bohaterom hiszpańskiej okrutnej wojny domowej , nie pytając “Komu bije dzwon”.Hemigway  był dla mego pokolenia pisarzem, ktory “otwierał okna na swiat” zachodniej, amerykańskiej literatury.

Był postacią osnutą legendą, a jego śmierć, najpewniej samobόjcza, tę legendę wzmocnila.
Wtedy nie  myślałam , iż kiedyś uda mi się  wejść na  drogi ,ktόrymi chadzał  Ernest Hemingway.

                *      *      *

    Przed kilkunastu laty  w drodze z południa  Florydy  do swego domu  na       Pόłnocy nad jeziorem Superior   odwiedziłam dom należący do rodziny Hemingway`όw.
W Dolnym Michigan, w pięknych, gęsto zalesionych okolicach , nad jeziorem Walloon państwo Hemingway`owie mieli swą letnią rezydencję. Tam   mały Ernest wraz z rodzicami i rodzeństwem   spędzal  letnie wakacje. Swą malowniczość ta okolica swą zawdzięcza pięknym mieszanym lasom i rzece o nazwie Two Hearts River , rozsławionej potem przez pisarza ( "Rzeka Dwu Serc").

                *      *      *

    To w Michigan  Ernest doznawał przeżyć, którymi potem opisał w swych opowiadaniach. Stały się one doświadczeniami  bohatera  opowiadań Nicka Adamsa . Tam po raz pierwszy  Ernest uczył się tego, co zostało jego pasją do końca życia; wędkarstwa i myśliwstwa.


W  malownicze okolice miasta Petoski nigdy nie wrόcilam, ale w kilka lat potem,  wizytę złożyłam w dawnym domu Ernesta i jego zony Pauliny na Key West na Florydzie.

Jest to jedno z najbardziej popularnych  i znanych miejsc, w ktόrych pisarz lubił przebywać . Na Key West  każdego roku hucznie obchodzi do dziś urodziny "Papy" Hemingwaya. Wyspiarskie miasteczko ma szczegόlne powody do celebracji, bowiem najlepsze swe dzieła Hemingway  napisal na Key West .

Ale Key West nie jest  jedynym miejscem na Florydzie, które związane jest z pisarzem.

O  Hemingway’u  pamiętają też na  innych wyspach także nad Zatoką Meksykańska.                               
                         *   *  *
        Malownicza wyspa Sanibel ,  położona niedaleko Fort Myers , w południowo- zachodniej części  Florydy , byla i w latach dwudziestych  wymarzonym miejscem dla wypoczynku.
Ojciec  Hemingwaya zainwestowal spore pieniadze  na Florydzie, która stawała się modna w latach 20tych XX.
Na uroczą, tropikalna wyspę Sanibel przyjechala na wakacje zona doktora Hemingway`a  Grace  z dziećmi.

O tym, że Hemingway'owie byli na wyspie nikt nie wątpi. Najlepszym , niezaprzeczalnym dowodem na to, jest zdjęcie Grace Hemingway z małą Carol i wlascicielką pensjonatu.

By upamiętnić związki  Hemingwayów z  Sanibel, Towarzystwo Historyczne i potomkowie Grace i  Clarence'a (Eda) Hemingway'ów organizują   miedzynarodowe sympozja poświęcone Hemingwayowi. 
W jednym z nich miałam przyjemnośc uczestniczyć.
 Program byl różnorodny i bogaty. Na wystawach w muzeum historycznym prezentowano pamiatki rodzinne, fotografie, kopie rękopisów Hemingwaya.  Byla ekspozycja  prac fotograficznych  i plastycznych , będących wynikiem ogloszonego wczesniej  konkursu. 
        W  miejskim  Ośrodku ( Comunity Center)   odbyła się dwudniowa konferencja literacka. 
Na aukcji, na której można bylo kupić kopie listów i dokumentów z kolekcji Hemingwaya a także  powieść Hemingway'a "True at First Light"panowało spore ożywienie. Książka  o elementach biograficznych   zostala opracowana edytorsko przez syna Hemingway'a, Patricka .

        Program hemingwayowskiego festiwalu byl bogaty . Największą zaletą tych spotkan było to iż mialy one kameralny charakter. Nieczęsto się zdarza by można bylo rozmawiać z czlonkami najbliższej rodziny czlowieka, który już za życia stał się legendą.

Na tej egzotycznej tropikalnej wyspie miałam zaszczyt i przyjemność poznania osobiscie najbliższych czlonków rodziny wielkiego pisarza.

Ich choć każdy z nich ma własne osiagnięcia, to niewątpliwie blask sławy Hemingway’a i ich w jakiś sposόb opromienia.

                        *      *      *

        Z dalekiej Montany przylecial Patrick Hemingway z żoną Carol.

Bratanica Ernesta , Hilary Hemingway i  jej mąż Jeffry P. Lindsay ,  Anne Hemingway Feuer, córka najmlodszego brata Ernesta, Leicestera byli “sprawcami” tego wydarzenia .

Przyjechał  też  drugi syn pisarza, Jake Hemingway i jego syn Hugh. 19-letnia  Sara Feuer, corka Anny Hemingway , uzdolniona malarka namalowała wspaniały portret dziadka Ernesta.

Moja “hemingway`owska przygoda” na wyspie Sanibel była fascynująca.

Zostały mi w pamięci historie opowiadane przez Johna E. Stanforda, siostrzeńca Hemingway'a o inwestycjach dziadka, dr Clarence Hemingway'a w Saint Petersburgu  na Florydzie. Ogólnoświatowy krach gospodarczy , który nastąpił doprowadził rodzinę do ruiny. Clarence popełnił zaś samobójstwo. Opowiesci o listach  Ernesta do najstarszej siostry Marceliny, i o tym jak konflikt pomiędzy kochającym się kiedyś rodzeństwem zakończyło się  dwudziestopiecioletnią  seperacją i całkowitym milczeniem ze strony Ernesta. Zachowałam  w pamięci zabawne anegdoty  autora książki  "Hemingway in  Love and War" Jamesa Nagel’a . Jego książka była sfilmowana ale musiał staczać walkę ze scenarzystami  z Hollywood , którzy próbowali "ulepszyć" historię mlodego Hemingway'a . Gdyby temu nie przeszkodzil, “Hemingway  okazalby się jeszcze większym bohaterem niz James Bond” .

Ze wzruszeniem wspominam  wnuczkę Ernesta, młodą sympatyczną kobietę   Minę Hemingway. 
Wychowana w Tanzanii , gdzie pracowal jej ojciec Patrick , po studiach w Texasie,  mieszka z rodziną na Sanibel. 
Jej ojciec Patryk drugi syn Ernesta okazał się urzekająco  bezpośredni w kontaktach i rozmowach.  Patryk, syn Pauliny ( druga żona) i Hemingwaya ,  kocha Afrykę. Odbywał tam liczne podrόże w towarzystwie Ojca. Chwycił “bakcyla fascynacji Afryką”  i przez wiele lat był przewodnikiem wycieczek na  safari.   

*      *      *

           Od wielu lat  szukam ścieżek, ktorymi chadzał Ernest Hemingway. Stąpałam też po jego śladach . Oglądałam korridę, która go tak bardzo fascynowała.
Wiem jednak, iż jest znacznie więcej miejsc nieznanych, które czekają na “moje odkrycia”. Do wielu z nich nigdy nie dotrę . Pozostaną dla mnie niedostępne.

Ale  w Paryzu, Pamplonie, Madrycie na poludniu Stanów, na Florydzie   i na pόłnocy w Michigan ,  miejsca związane z Hemingway`em już “należą “ i do mnie.