Thursday, July 30, 2009

Urodziny Karola


Urodziny swietowalismy skromnie, kameralnie . Po obiedzie wnioslam torcik (mala improwizacja)ze swieczkami.
Karol wyrazil zyczenie "oby za rok bylo tak samo", wypil kawke z nowej "urodzinowej" filizanki (calej zlotej)




Celebrowalismy na ladzie i wodzie.


Pojechalismy do portu, gdzie czekal na nas stateczek "Keweenaw Star".




Pogoda dopisala, na ogromnym jak morze Superior nieco kolysalo. Akurat tyle ile trzeba by poczuc smak "morskiej" przygody.Udana wyprawa dwugodzinna dala okazje do zawarcia nowych towarzyskich kontaktow. "Poderwalam" malego Billa.

<
Jak sie okazalo, urodzil sie w Mongolii, a od dziesieciu miesiecy jest tu z rodzicami ;tata Gan'em i mama Tuya. Tata jest stypendysta Fulbrighta.
Moj Boze, jak swiat sie zmniejszyl.

Saturday, July 25, 2009

Na "farmie"


To jest jeden z kilku "naszych" ogrodowych chomikow.Angielska nazwa tego stworzonka to "chipmonk". Sympatyczny bardzo i latwo sie uczy. Wystarczy otworzyc drzwi domu a juz przybiega i pedzi na drzewo, na ktorym zawiesilismy karmik. Wie, ze dostanie jakies jedzenie. Ziaren nie zjada od razu."Chomikuje!" Napycha do pyszczka i kiedy brak juz miejsca zbiega z drzewa i niemal "leci" do norki. Ale rzadko biegnie wprost. Dla zmylenia "przeciwnika" podaza...w przeciwnym kierunku, by za chwile wrocic juz na wlasciwa droge. Czesto do ogrodu przychodzi tez dziki krolik. Kolacje jada okolo szostej.Jego sie nie karmi. Znaajduje wszystko co mu trzeba bez mojego udzialu. Kiedys dal sie zaprosic na lisc salaty.Kiedys pojawil sie "mormot" krewny naszego swistaka. Od czasu do czasu przybiegaja sarny.

Wednesday, July 22, 2009

Swieto Kwiatow, ktorego juz nie ma


Kwiaty, ktore znalazly sie w moim blogu sa egzotyczne i rozwijaly sie w cieplym rejonie Ameryki Polnocnej. Florydzkie kwiaty przypomnialy mi ze kiedys, przed laty w moim (bylym) miescie urzadzano wystawy kwiatowe.Moze nie byly "egzotyczne" ale byly rownie piekne.

Wroclawski niezyjacy juz od wielu lat Redaktor S. pozostal w mojej pamieci jako pomyslodawca konkursu na tresc neonu, ktory mial rozjasniec droge przybylym do Wroclawia podroznym. Ktos wymyslil, ze Polakom niezbedny jest usmiech. Tak wiec wybrano haslo "Usmiech za usmiech". Niestety zostalo tylko haslo. Polak rzadko usmiecha sie do obcych. Ale ten neon wita ludzi przyjezdzajacych do Wroclawia . Wyjechalam z miasta a napis pozostal. Kiedy wracam na krotko do Wroclawia patrze na wielki neon i przez moment wspominam Redaktora. Drugim jego pomyslem bylo swieto kwiatow.
Redaktor zyl w epoce kiedy 22 Lipca bylo swietem narodowym. I ta piekna kwietna wystawa ubarwiac miala to swieto.
Kazdego roku (przez ile lat?) 22 Lipca Wroclaw pieknial. Bukiety w Klubie Dziennikarza, w Klubie Muzyki i Literatury, w EMPIKu czyli w klubie Miedzynarodowej Prasy i Ksiazki , w galeriach cieszyly oko i dusze. Dzisiaj staralam sie znalezc wzmianke w prasie na ten temat. Nie znalazlam niczego poza reklamami kwiaciarni. Swieta Kwiatow juz nie ma? Zniknely razem z zazanaczana na czerwono data 22 Lipca? Czy ta kartka zostala z kalendarza wydarta? I tak razem z "wymazywaniem" bialych plam z naszej historii powstaja inne biale plamy a przy okazji wymazuje sie wystawy kwiatowe. "Dziwny jest ten swiat", coz mozna wiecej napisac. Na pamiatke tamtych wystaw ulozylam bukiety stworzone przez nature.

Tuesday, July 21, 2009

Zacmienie



Oczywiscie nie bedzie mowy o zacmieniu umyslowym. Na ten temat kazdy z nas moglabym napisac tomy.

Chce odnotowac natomiast ciekawe zjawisko astronomiczne. W srode nad czescia Indii , Chin ( zamieszczone zdjecia z Guilin), Bangladeszem i innymi krajami azjatyckimi zapanuja ciemnosci. Ksiezyc zasloni slonce. Pelne zacmienie bedzie trwalo szesc minut. Jedna z najdluzszych zacmien slonca od czasow, kiedy odnotowuje sie takie dane. Astrolodzy indyjscy zapowiedzieli, ze jutro moga zdazyc sie rzeczy straszne. Na calym globie ziemskim moze dojsc do tragedii. Ale mam nadzieje , ze astreolodzyastrolodzy sie myla. Dlaczego? Bo jak mozna zyc wierzac w takie straszne przepowiednie?
Czy ktos pamieta powiesc "Faraon" Boleslawa Prusa ( w metryce:Aleksander Glowacki)? Jak nie, to zachecam do lektury. Ten znakomity autor opisal zacmienie slonca w kraju Faraonow i pokazal jakie byly jego skutki.

Spacerkiem po Hancock


Trzeba kosic. Nasz laka przekwita, wiec trzeba wrocic do tradycyjnego trawnika.

Po zajeciach rekreacyjnych (scinanie trawy) zalecany spacerek w kierunku jeziora Portage.

Synagoga rzadko dzis uczeszczana .Populacja wyznawcow sie zmniejszyla.

Widok zawsze kojacy.

Bialy motylek sycacy sie nektarem kwietnym spacerowal ze mna czas jakis, zanim odlecial.

Sprzed kosciola zniknal napis "For sale". Widocznie znalazl sie nabywca.

Kiedy wracam znad jeziora mija domy sasiadow. Zastanawiam sie jak 'oni to robia". Maja piekne trawniki i kwiaty, a nigdy nie widze nikogo kto by przy tym pracowal. "Magic" czy co?

Malwy tu rosna tak samo jak w Polsce. Malwy mialy swoje miejsce w polskiej literaturze. Wiec i tu powinny sie znalezc. Czyz nie?

Sunday, July 19, 2009

47 lat minelo...




Moja Mama umarla w czwartek, 19 lipca 1962. Miala wtedy 52 lata. Lipiec byl piekny tamtego roku. Cieply i sloneczny.


W ow czwartek, w poludnie prosila jeszcze o truskawki. Przynioslam je. Skosztowala. Powiedziala ze dobre. Usmiechnela sie.
Rozmawialam z lekarka. "To Jej ostatnie chwile" i jakby na pocieche dodala "Przestanie sie meczyc" . "Moja Matka jest tez ciezko chora, stan jest beznadziejny. Jestem lekarzem i nie potrafie Jej uratowac. Czy Pani rozumie moj dramat?"
Zblizala sie polnoc, kiedy Mama odeszla . Bylismy przy Niej oboje. I to, ze bylismy z Nia do konca zawsze bylo i pozostaje dla mnie jakas pociecha.
Byla dla mnie nie tylko Matka.Byla moja najlepsza przyjaciolka.

Friday, July 17, 2009

40 lat minelo...


20 lipca 2009 roku minie czterdziesci lat od momentu kiedy czlowiek stanal na ksiezycu. Mysmy wtedy rozbili namiot na puszcie wegierskiej. Prawie cala noc sluchalismy radia BBC . Bylismy w drodze do Rumunii, do Constancy. Patrzylismy w niebo. Tej noc ksiezyc byl chyba w pelni. Wtedy nikomu z nas nie przyszlo do glowy, ze za czternascie lat nasz maly Darek bedzie studiowal romanistyke i zamieszka we Francji, a za szesnascie lat my wyladujemy na amerykanskiej ziemi. Wtedy taka mysl bylaby rownie nierealna jak podroz na ksiezyc.



Kilka lat potem odwiedzilismy Centrum Lotow Kosmicznych na Cape Carnaval. Widzielismy rakiete gotowa do stratu. Widzielismy lecaca, odpalona rakiete nastepnego dnia tuz po wschodzie slonca . Stalismy na plazy w Cacoa Beach na Florydzie.


A jak potoczyly sie losy astronautow "ksiezycowych"?Po ksiezycu chodzilo do tej pory 12 astronautow. Inni czekali na nich krazac wokol orbity. Tych ktorzy odbyli podroz az do orbity ksiazycowej lacznie bylo dwudziestu czterech.Zaden z nich nie otrzymal z tego tytulu jakichs wielkich apanazy a ich zycie toczylo sie bardzo roznie. Pierwszy , ktory wyladowal na ksiezycu, Armstrong zostal np. sprzedawca samochodow. "Bez wiekszych sukcesow finansowych" jak sam stwierdzil, jeden zostal senatorem, inny (Collins)pracowal w Smithsonian Institut... niektorzy cierpiali na depresje. Jeden popadl w alkoholizm, jeden zrobil majatek ( ale bez zwiazku z lotem).


Zycie bywa pelne zdumiewajacych zdarzen. W tej chwili rownie nieprawdopodobny wydaje sie fakt iz astronauta, jeden z trzech, ktory dolecial wtedy 20 lipca1969 roku do ksiezyca, zimy spedza na Marco, florydzkiej wyspie, na ktorej i my od lat mamy swoje miejsce. Nie wykluczam,ze moglam spotkac go w sklepie, na drodze, na plazy. I minelam nie rozpoznawszy. Byc moze kiedys poznam osobiscie Michaela Collinsa. 40 lat temu on krazyl wokol ksiezyca, my czuwalismy pod namiotem na stepie wegierskim.Teraz odleglosc jest znacznie mniejsza. Wyspa Marco jest przeciez niewielka wyspa w Zatoce Meksykanskiej.

Thursday, July 16, 2009

Listopadowo


Pogoda sie zepsula. Niebo zakryly szare chmury. Wialo, po drugiej zaczal padac deszcz.Bylam na zakupach . Trwalo to blisko trzy godziny. Nabylam torebke. Karol natomiast po zajeciach odebral z biblioteki zamowiona dla mnie ksiazke Ganny Walskiej.

O Walskiej dowiedzialam sie dwa lata temu od Louise G., Kanadyjki zamieszkalej na stale na Marco, na Florydzie. Siedzialysmy przy kawie a ona snula wspomnienia. Ganna Walska, byla spiewaczke operowa , ktora poznala w Californii. Louise byla projektantka ogrodow a Walska szukala pracownika. Niezmiernie zamozna szesciokrotnie zamezna miala juz wtedy swoj ogrod Lotusland. Ach, dluga historia...na osobny duzy artykul.
Pobiezna lektura ksiazki nie pozwolila mi na to bym mogla sie dowiedziec czegos wiecej o jej pochodzeniu. Jest Polka i tyle tylko. W jaki sposob chocby znalazla sie na dworze carskim czy tez np. w Jalcie, gdzie rezydowal car podczas letniego wypoczynku? Ale jest to niewatpliwie frapujaca postac a uwazna lektura pomoze poznac jej historie.
Po powrocie ( obiad w Chinczyka) wsadzilam nos w ekran komputera. Sprowokowala mnie
notatka w PdP. Otoz we Wloszech wyszla ksiazka o Irenie Sendler, kobiecie, ktora uratowala 2500 dzieci z getta warszawskiego. Okazuje sie ponownie, ze nawet bohaterstwo i poswiecenie Polki moze byc pretekstem do atakow na Polske. Ale wydaje sie, ze sami Rodacy w Kraju ( i na emigracji!!) nie przejmuja sie tym zbytnio. Znalazlam przy okazji ciekawe informacje o Irenie Sendlerowej a raczej o tym co o Niej pisza i mowia. W 2008 byla kandydatka do pokojowej nagrody Nobla. Al Gore wygral. Nakrecono o Niej film, pokazany w TV 19 kwietnia tzn. w roczniece powstania w gettcie warszawskim. Poczytalam o sztuce napisanej przez Normana Conrada albo przez jego uczennice(?) Jak zwykle w takich przypadkach mamy kilka wersji.We Wloszech wyszla ksiazka o Irenie a przedmowe napisal bulgarski Zyd, oskarzajacy Polakow o antysemityzm. Dowodem na to jest przyklad Sendlerowej, o ktorej swiat nie wiedzial...bo oczywiscie polski rzad byl antysem.

Saturday, July 11, 2009

Smakowity Festiwal


Przyjechalismy nieco spoznieni wiec nie bylo juz gdzie parkowac.Wysiadlam a Karol pojechal szukac parkingu gdzie indziej.

A parada juz sie zaczela. Nie zobaczylam tegorocznej Miss Festiwalu ale pieknie prezentowaly sie przyszle Krolowe Truskawkowe.


Na paradzie byl nawet los. Nie calkiem prawdziwy ale byl...


Miasteczko liczy zaledwie 1800 mieszkancow, ale Festiwal mial rozmach. Ogladalismy wiec i jezdzcow na koniach i rowerzystow- ekwilibrystow, politykow .






Ciasto z truskawkami mialo szalone powodzenie. Sprzedano ponad szesc tysiecy porcji, jak podala nastepnego dnia prasa lokalna. A kolejki byly dluuuuugie.

Podobnie jak w latach ubieglych byla loteria. Ten samochod bedzie nasz...o ile nasz los okaze sie szczesliwy.Jezeli nie wygramy to owe $3 pojda na dobre cele. Wespra charytatywna organizacje zajmujaca sie pomoca starszym .


Szescdziesiaty pierwszy raz male miasteczko na polnocy Stanow Zjednoczonych w Gornym Michigan swietuje z okazji zbioru truskawek.Zimy tu srogie i dlugie ale truskawek, kiedy przychodzi na nie pora, mamy pod dostatkiem.

Wednesday, July 08, 2009