czwartek, listopada 24, 2016

Thanksgiving 2016

Swiateczny poranek rozpoczelismy ( zgodnie z tradycja) od ogladania nowojorskiej parady Macy's.

 Po raz 90 ty Nowy York byl swiadkiem tego zdarzenia .
Wystapil tez 90-letni, popularny piosenkarz Toni Bennet w towarzystwie  jeszcze bardziej znanej w swiecie  niz on, Mrs Piggy.




 
Nie moglo zabraknac "chlopca" McDonalda!

Orkiestry szkolne z wielu Stanow, jak zawsze godnie reprzentowaly swoj region.
 

Santa przybyl ze swoja zona. Zbyt wczesnie? Moze tak, ale tradycja nakazuje by przypomniec o tym , ze czas pomyslec o prezentach ...

Ktory to juz raz obchodzimy Thanksgiving? Po raz pierwszy celebrowalismy  to amerykanskie swieto w 1985 roku. Bylo to w Columbus, Ohio...o ile dobrze pamietam. Zaprosil nas kolega Karola.
Od tamtego czasu minelo 30 swiat Thanksgiving ...ha, czas pedzi.
Od wielu lat spedzamy Thanksgiving w naszym poludniowym domu; sceneria wiec inna, ale nieodmiennie towarzysza mi podobne mysli i refleksje. Moi znajomi amerykanscy powtarzaja sobie "count your blessings".  Licz dobra, blogoslawienstwa,ktore na Ciebie splynely.
Tak, zapomnij tego dnia o problemach , o troskach, zmartwieniach. To bardzo dobra i praktyczna rada...sluzy poprawie nastroju...Moze taki dzien, w ktorym dziekujemy a nie o cos prosimy, powinien byc czesciej?
Czyz to, ze mozemy cieszyc sie krajobrazem florydzkim nie jest jednym z tych darow, za ktore dziekowac nalezy?






piątek, listopada 18, 2016

Do celu juz blisko...

 Wieczorem 12-go dotarlismy do Valdosty w Georgii. Jestesmy blisko granicy z Floryda.To juz prawie jak " domu". Zaledwie odleglosc mniej wiecej  jak np. z Zakopanego do Szczecina. Zatrzymujemy sie w tym samym hotelu od wielu lat. Tu spedzamy ostatnia noc "podrozna".
 Pierwsze palmy, malowniczy zachod slonca...
Jestesmy na Florydzie. Jeszcze tylko  kilka godzin jazdy i bedziemy na Marco.


 N niebie pojawil sie ksiezyc. Super ksiezyc. Blisko ziemi jest raz na 8o lat! ...Niestety zdjecie malo efektowne. "Moj" ksiezyc nie chcial sie nazbyt przyblizyc. Wygladal "zwyczajnie" czyli tak jak  ksiezyc w pelni.


To zdjecie zrobilam  stojac juz na progu naszego domu na Marco Island.


Spotkania w drodze

Ach, Dolly!


Jestesmy w Tennesse
I tu spotykamy ...Dolly Rebecce Parton . Jest jedna z najjasniejszych gwiazd " piosenki country".
Jest aktorką, piosenkarką, autorką piosenek, biznesmenką, dzialaczką spoleczną.
   Na postoju mamy tez okazje poznac troche szczegolow  historii  wojny domowej "polnocy" z "poludniem" .

W jednym ze swych wystapien prezydent  Lincoln powiedzial:

Dwa dni po wyborach 2016 ta wypowiedz  ciagle moze byc aktualna i stanowic przestroge!
Oto liczba ofiar po obydwu walczacych stronach.
W wyniku zwyciestwa wojsk federalnych , w ktorych uczestniczyli tez byli niewolnicy,275 tysiecy Afro-Amerykanow niewolnikow zostalo uwolnionych.



czwartek, listopada 17, 2016

Z polnocy na poludnie...

Nasza podroz rozpoczeta 9 listopada trwala 5 dni. Przejechalismy blisko trzy tysiace kilometrow .
Na drogach Michigan i Wisconsin bylo niemal pusto ale szybko sie to skonczylo.



Pozniej towarzyszylo nam dziesiatki tysiecy  pojazdow. Kiedy dojezdzalismy do Madison, Wisconsin zapadla noc.

 Czas na sen:-)
ciag dalszy nastapi...wkrotce:-)

piątek, listopada 04, 2016

Dzis Karola imieniny...



Celebrujac Imieniny czesto  zapominamy o Patronie. Mysle, ze to niesprawiedliwe. Tak wiec dzis , z okazji Imienin Karola, do zyczen dla Solenizanta dolacze krotka note o  Swietym. Karolu Boromeuszu.
* * *
Karol Bromeusz urodził się 2 października 1538r. na zamku w Aronie. Był synem Gilberta i Małgorzaty Medici (siostry papieża Piusa IV). Studiował prawo kanoniczne i cywilne. W wolnych chwilach polował, grał w szachy i na wiolonczeli, interesowal sie malarstwem i poezja. Obejmował wiele różnych stanowisk w ówczesnym kościele a dochody z tym związane przeznaczał na cele dobroczynne. Założył Akademię Watykańską, a jako papieski sekretarz stanu doprowadził do wznowienia Soboru Trydenckiego i do jego pomyślnego ukończenia w 1563r. Kiedy został mianowany arcybiskupem Mediolanu zajął się wprowadzaniem w życie uchwał soborowych. Założył w Mediolanie pierwsze na świecie seminarium duchowne. Wspierał zakony, dla świeckich zakładał bractwa, szczególnie wspierał Bractwo Nauki Chrześcijańskiej, którego celem było nauczanie dzieci (było ono zaczątkiem nowożytnych katechetów). Zakładał szkoły filozoficzne, teologiczne, żeńskie. Fundował sierocińce, przytułki dla bezdomnych oraz przytułki dla dziewcząt i kobiet. Osobiście spowiadał chorych i udzielał im sakramentów. Zmarł na ferbę 3 listopada 1584 roku, miał 46 lat. Został kanonizowany przez Pawła V w 1610 roku.
Post scriptum;
Warto przypomniec iz Karol Boromeusz był tez patronem Jana Pawła II.






wtorek, listopada 01, 2016

Cmentarz na Peksowym Brzysku


Motto:Niech śmierc i stokroć tu zwłoki Twe grzebie!Ty żyjesz, żyjesz! Pod zimnym kamieniem nie jesteś prochem, ni snem , ni milczeniem (…) Zygmunt Krasiński  w elegii poświeconej przyjacielowi.



Stary cmentarz…

Zmarłych nie ma na cmentarzu! Są w domu Ojca lub czekają na nasza modlitwę – powiedział przed paru laty   abp Kazimierz Nycz w homilii podczas Mszy św. odprawionej w uroczystość Wszystkich Świętych w kościele pw. św. Marii Magdaleny na warszawskim Wawrzyszewie..

A jednak polski obyczaj nakazuje udawać się na groby bliskich, mimo iż Oni są “w domu Ojca”. I niech tak zostanie. To piekny obyczaj, rzadko spotykany w innych krajach.
***

W Zakopanem, na Pęksowym Brzysku jest  cmentarz. Prowadzi do niego ulica Kościeliska.  W jednym z grobów  pogrzebano Jana Pęksa. Być może dzisiaj nikt nie znałby jego imienia a zakopiański cmentarz miałby inną nazwę, gdyby nie jego szczodrość. Jan Pęks podarowal swojej wsi   “brzysk”, co w gwarze lokalnej, góralskiej  oznacza “urwisko nad potokiem”.  Na tym cmentarzu spoczywa też ksiądz Józef Stolarczyk,  założyciel cmentarza, który  to miejsce poświęcił w 1850,  sto sześdziesiąt lat temu.

Zapewne ani Jan Pęsk ani ksiądz Stolarczyk nie przewidywali, że  cmentarz  stanie się sławny i że znajdą na nim miejsce ostatniego spoczynku ludzie, których znaczenie dla polskiej kultury jest ogromne.  Spoczęli tu ludzie, którzy tworzyli historię tej, wówczas małej, górskiej osady i ci, którzy kiedyś tu przyjechali i osiedli bo znaleźli w Tatrach natchnienie do pracy twórczej, poeci, malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy.

Zakopiański cmentarz zwany “starym” stanowi niewątpliwie dużą atrakcję turystyczną. Na grobach, podobno niezależnie od pory roku,  widać świeże kwiaty, zapalone znicze. Na cmentarz wchodzi się przez bramę zaprojektowaną przez Stanisława Witkiewicza długoletniego mieszkańca Zakopanego, architekta, twórcy tzw. zakopiańskiego stylu. Budownictwo to przypomina domy w Szwajcarii, nie przez przypadek.  Witkiewicz czerpał stamtąd wzory. Po wejściu na cmentarz stajemy zadziwieni urodą i odmiennością rzeźb nagrobnych. Większość z nich wykonana jest w drzewie  Artystyczne rzeźby stworzyli okoliczni artysci i uczniowie szkoły plastycznej w Zakopanem. Blisko wejścia znajduje się grób Marii Witkiewiczowej żony wspomnianego już architekta. Była matką Stanisława Ignacego (Witkacego), malarza, dramaturga, autora kilku powieści m.inn. “Nienasycenie”. Witkacy ( syn Marii i Stanisława Witkiewiczów) ma tu tylko symboliczny grób. Próby przewiezienia prochów do Zakopanego z Jezioran na Polesiu, gdzie popełnił samobójstwo, okazały się fiaskiem. Zamiast Witkacego, pochowano na Brzyzku kogoś innego. Czytałam kiedyś wywiad z profesorem uniwersytetu wrocławskiego Januszem Deglerem, wybitnym znawcą życia i twórczości Stanisława Ignacego (Witkacego). Opowiadał szczegółowo o przebiegu ekshumacji , o jej rezultatach i o tym co z tego wynikło. W Polsce ta sprawa była głośna  swego czasu.   “Witkacy nawet po śmierci zakpił sobie. “ pisała prasa.

Na Pęksowym Brzysku spoczywają Kazimierz Przerwa Tetmajer, poeta, zwany jakże słusznie piewcą Tatr , Władysław Orkan pisarz , Jan Krzeptowski Sabała, słynny góralski bajarz zwany “zakopiańskim Homerem”.

Był przyjacielem doktora Tytusa Chałubińskiego, który też tu spoczął. Przy okazji warto wspomnieć, że  głównie  dzięki niemu,  lekarzowi z Warszawy , Zakopane stało się tym czym jest dzisiaj, ”zimową stolicą Tatr” a za jego życia , na przełomie XIX iXX wieku kurortem, w którym spotykali się wszyscy “znani i nieznani”. Ba, przyjeżdżała tu aż ze Stanów Helena Modrzejewska.

Na Pęksowym cmentarzu spoczywają ludzie zasłużeni dla Polski . Tych grobów jest 250, jak podaje przewodnik. Każdy z nich zasługuje na uwagę. Ale jeden   jest szczególnie często odwiedzany. Jest to grób Kornela Makuszyńskiego, autora “Przygód Koziołka Matołka”. Na Jego grobie  pozostawiają uczniowe szkolne tarcze (ale nie ma ich tylu jak dawniej).  Odwiedzają go wycieczki z całej Polski. Pamiętam , dawno, bardzo dawno temu   i moja klasa tam była. Na tym grobie ktoś kładzie zawsze ( jak mi mówiono)  świeże kwiaty .  Makuszyński jest autorem licznych powieści dla młodzieży m.inn. takich jak “Awantura o Basię”, “Szatan z siódmej klasy”, “Panna z mokrą głową”, “O dwu takich co ukradli księżyc”. Ta ostatnia to wielce pouczająca historia chłopców, którzy zapragnęli sięgnać bardzo wysoko. W imię zasady “cel uświęca środki” postanowili wspiąć się ...aż do księżyca. Powieść Makuszyńskiego (jak wiele innych) kończy się optymistycznie. Jak kończyłby swoje barwne, optymistyczne powieści, gdyby pisał je dzisiaj? Czy jego bohaterowie , przemieniliby się ze złych, egoistycznych, samolubnych na dobrych i szlachetnych?

Na “starym cmentarzu” znaleźli też ostatnie miejsce spoczynku przewodnicy tatrzańscy, bohaterowie z czasów wojny, wybitni sportowcy jak Bronisław Czech, artysta, słynny narciarz, żołnierz Armii Krajowej, który zginął w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Jest tu grób Heleny Marusarz, znakomitej narciarki. W czasie wojny była kurierem, przeprowadzała uciekinierów na Węgry. Złapana podczas przeprawy przez granicę, została uwięziona a potem rozstrzelana. W 1958 roku została uroczyście pochowana na Peksowym Brzyzku.Tamże pochowany jest Stanisław Marusarz, wybitny polski narciarz, który wojnę przeżył niemal cudem. Po wojnie był znanym trenerem.

Cmentarz na Pęksowym Brzysku stał się miejscem spoczynku także  współczesnych nam . Są tu groby wybitnych artystów–rzeźbiarzy zakopiańskich Władysława  Hasiora, Antoniego Rząsy, Aleksandra Kenara . Niektóre z nagrobków na cmentarzu są ich dziełami.

***

Słońce zniżało się ku zachodowi , kiedy opuścilimy cmentarz. Wstąpiliśmy jeszcze do kościoła obok. Jest to najstarszy w Zakopanem modrzewiowy kościoł pochodzący z połowy XIX wieku. Nie było nikogo.

W ołtarzu znajduje  kopia obrazu  Matki Boskiej Częstochowskiej. Wokół zaś “rozkwitają” kwiaty malowane przez ludowych artystów Zakopanego. Jest w tym kościele jakaś jasność, swieżość. Może dlatego, że kościół w przeciwieństwie do wielu innych, jest  skromny, niemal że “ubogi”. Kościół, w którym nic nie rozprasza naszej uwagi i w skupieniu możemy pomyśleć o tych, których odwiedziliśmy . Oni zaś ciszy niczym już niezmąconej pozostali tam , na brzyzku,  na urwisku nad potokiem Cicha Woda.

Dzisiaj w przeddzień Wszystkich Swiętych, kiedy myślimy o tym, że kiedyś i nam przyjdzie odejśc , wspomnijmy  Jana Pawła II , który powiedział  :

”Wczoraj do Ciebie nie należy. Jutro niepewne.Tylko dziś jest Twoje”.




niedziela, października 30, 2016

Na Powązkach.



1 listopada niebo nad polskimi cmentarzami odbija swiatło świec płonących na grobach . Te świece i kwiaty to symbole naszej pamieci. Od wielu, wielu  lat nie byłam w Polsce w dniu Wszystkich Swiętych. Ale żywo mam  w pamięci tamte obrazy i wzruszenia. Pamiętam zapach świec i chryzantem, migotanie świateł na grobach. Od połowy października  prawie wszystkie listy jakie otrzymywalam z Polski dotyczyły jednego tematu. Znajomi pisali o porządkach przy rodzinnych grobach, o planach podróży do miejsc, gdzie spoczęli ich najbliżsi.
***

Kiedy odwiedzaliśmy Warszawe odbywaliśmy "pielgrzymke" na jeden z najsłynniejszych cmentarzy w Polsce.  Powązki załozono  w 1790 roku na działce darowanej przez Melchiora Korwina Szymanowskiego. Poświęcony został 20 maja 1792 roku. Rok później zbudowano kościoł Sw. Karola Boromeusza ufundowany przez króla Stanisława Augusta i prymasa Michała Poniatowskich. Teren  powiększony został niemal dwudziestokrotnie. Cmentarz obejmuje 43 hektary. Powazki to znacznie więcej niż cmentarz.To zapisana w kamieniach nagrobnych historia Narodu,  historia literatury i sztuki polskiej. Przechodzimy od grobu do grobu . Na nagrobkach nazwiska poetow, pisarzy, filmowcow, aktorow, politykow, muzykow, wybitnych uczonych . Znamy ich dzieła, czytaliśmy o nich, widzieliśmy ich na scenie. Na Powązkach spoczęli znani, wybitni, utalentowani, zasłuzeni dla Warszawy mieszczanie. Slynny ród  Fukierów ma tu swoje miejsce, Jan Nowak Jezioranski, były kurier z Warszawy, który powrócił do Polski po wielu latach spędzonych na emigracji, spoczął tu . W niszy cmentarnej złożono prochy popularnego śpiewaka Czesława Niemena. Spoczywają na Powązkach prochy Jerzego Janickiego. Urodzony w Czortkowie, młodość spędził we Lwowie  i był wierny temu miastu do konca. „Sempre Fidelis”. „Rodziny Matysiaków”, słynnej audycji radiowej stworzonej przez Niego od 1956 sluchala niemal „cala” Polska.

Nagrobek ks.Jana Twardowskiego, poety w kosciele siostr Wizytek
Jerzy Janicki  spoczywa na Powazkach w towarzystwie poety Jerzego Ficowskiego, badacza folkloru cygańskiego. W innej alei jest okazaly grób Władysława Kopalińskiego, zmarlego w październiku 2007 roku. Kopaliński zostawił po sobie  bogatą spuściznę naukową. Na półkach bibliotecznych stoją jego Słownik Wyrazów Obcych, Słownik Mitów i Tradycji Kulturowej, Słownik Symboli i wiele, wiele innych . Stajemy w zadumie nad grobem upamiętniajacym Wieniawskiego. Zmarł  mając zaledwie  44 lata. Na Powązkach jest grób Jacka Kaczmarskiego popularnego barda “Solidarnosci”. Tego dnia kiedy tam byliśmy przypadała  rocznica Jego śmierci. Stajemy nad kolejnymi grobami. Tu spoczął Ryszard Kapuściński, który nie napisze nigdy więcej żadnego  reportazu z dalekiej egzotycznej podrózy, nie sfotografuje już nikogo, nie napisze już żadnego wiersza. Odszedł więc nie bedzie mógł bronić się przed ciosami i oskarżeniami, ale też nie będzie cierpiał z tego powodu. Gustaw Holoubek nie zachwyci już nas swą najnowszą teatralną rolą. Zbigniew Zapasiewicz , też nie pojawi się na scenie . Nie powstanie kolejny Słownik dr Kopalinskiego. Zostaną po nich  tylko książki, filmy, fotografie, obrazy. I nasza pamięć.

Droga na  Powązkach zawsze prowadzi  nas do części wojskowej cmentarza. Zapalamy świeczkę pod pomnikiem katyńskim upamiętniającym  ofiary  polskich jenców wojennych z Katynia, Starobielska, Ostaszkowa. Jednym z  rozstrzelanych tam był Stanisław Pelc, ojciec mojego męża.

Wszystkich Swiętych to także symboliczny, ważny Dzień Pamięci. W przeddzień Wszystkich Swiętych nasuwa się jeszcze jedna refleksja; „Przychodzimy, odchodzimy”...Są to niezniszczalne prawa Boga  i Natury.  Jest wielka nadzieja zawarta w Lacińskim  „Non omnis moriam” .” Ci, którzy odeszli pozostają z nami tak długo, jak żyje o nich pamięć.

sobota, października 08, 2016

Jesień...


Jesień nadeszła chyłkiem,
nadeszła całkiem znienacka.
Miriada liści z drzew spadająca z podmuchem wiatru najlżejszym,
pokrywa ziemię kolorowym pledem by ją otulić przed chłodem.
Chodzimy po tym okryciu.
Słuchajac szelestu lisci 
wspominamy odlegle,
w czasie i przestrzeni,
nasze spacery przez zycie.

Spojrz, znów mamy jesień,
na przemian deszczową i chmurną
albo słoneczną i złotą ,
pachnącą opadłym listowiem
i trawami lśniacymi rosą..."
Minely wiosna i lato...
 Kolejna jesień nadeszła
Tak jakos niepostrzeżenie i tak jak gdyby znienacka…




sobota, października 01, 2016

Wroclaw, moje miasto...




“My wrocławianie, my wrocławianie, a jest nas wielu niesłychanie” śpiewało się kiedyś.
Kto jeszcze pamięta?
Opowiem Państwu o “ moim” mieście, takim jak je pamiętam , a swój “obrazek z podróży”, dedykuję przyjaciołom , którzy we Wrocławiu mieszkają i wrocławianom, rozsianym po świecie.
Dedykuję ją też mężczyznom mego życia- Karolowi i Dariuszowi Pelcom. Karol we Wrocławiu studiował ( choć miała to być Warszawa) , a nasz syn Dariusz jest pierwszym i jedynym w rodzinie Pelców wrocławianinem z urodzenia.
* * *
Wrocław po raz pierwszy zobaczyłam kiedy z mamą jechałam do “wód” w Szczawnie Zdroju. We Wrocławiu, “stolicy Dolnego Sląska”, należało przesiąść się na pociąg , który odjeżdżał , z nieistniejącego już dziś , Dworca Swiebodzkiego.
Szłyśmy piechotą z Dworca Głownego , oszołomione nieco ruchem wielkiego miasta. W pewnym momencie zdecydowałyśmy się upewnić czy idziemy we własciwym kierunku. Zapytany o Dworzec Swiebodzki mężczyzna odpowiedział “Nie wiem. Ja jestem Grek”.
Rozbawiła mnie ta odpowiedź niepomiernie, jako że znałam powiedzonko “udawać Greka” i chyba dlatego do głowy mi nie przyszło, iż to rzeczywiście Grek . Jak potem się dowiedziałam Grecy, zdaje się , że głownie komunisci, znaleźli w PRL-u azyl polityczny.
Tak więc z tamtego czasu zapamiętałam kilka elementów Wrocławia :. imponujący Dworzec Głowny , wielki gmach z bogato zdobioną fasadą i dwoma wspaniałymi kariatydami i emigranta z Grecji.
Pierwszy kontakt z Miastem wydał mi się kontaktem z “wielkim światem”.
“Wrocław” pojawił się ponownie kiedy moja edukacja szkolna dobiegała końca i należało zdecydować na jaką uczelnie bedę zdawać egzaminy. Marzyłam od wczesnego dzieciństwa o tym by zostać lekarzem pediatrą.
Z przejęciem więc wypelniłam ogromny kwestionariusz a w rubryce nazwa uczelni wpisalam “Akademia Medyczna”. Jednakże los chciał inaczej. Mój polonista, (przybierając na chwilę postać “losu”) wyperswadował mi ten zamiar. “Moje dziecko a cóż ty będziesz na tej medycynie robić? Ty i prosektorium??? Zastanów się…” powiedział profesor Wróbel.
Następnego dnia odebrałam kwestionariusze z sekretariatu szkoły i…zdecydowałam, że spróbuję zdawać egzaminy na polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Zaskoczeni tym obrotem spraw moi rodzice, przyjęli jednak taką decyzję ze stoickim spokojem. A ja od tej pory żyję z przekonaniem , iż moje życie potoczyłaby się całkowicie inaczej, gdyby nie fakt, iż egzamin zdałam pomyślnie , zostałam studentką polonistyki a po studiach, przez wiele lat mieszkanką Wrocławia.
Z najwcześniejszych dni pobytu we Wrocławiu zapamiętałam naturalnie budynki uniwersytetu. Znajdowały się na Kuźniczej i Szewskiej. Nie robiły najlepszego wrażenia. Były ponure, ciemne, nie wietrzone. Ale gmach głowny Uniwersytetu był piękny.
Położony nad Odrą barokowy , bogato zdobiony budynek o długości 170 m przygląda się i dziś w płynącej tu spokojnie Odrze . Sama budowla ma ciekawą i długą historię , podobnie jak historia miasta.
Pierwotnie, za czasów piastów śląskich byla zamkiem obronnym . Po śmierci Henryka VI w 1335 roku, ostatniego z Piastów z linii wrocławskiej , przechodzi na własność cesarza czeskiego, potem pod panowanie Habsburgów.
Po latach wojen zamek częściowo zniszczony , w 1702 roku został przeistoczony w uczelnię zarządzaną przez Zakon Jezuitow. Fundatorem był cesarz Leopold I . Stąd też najpiękniejsza sala , aula uniwersytecka o bogatym wystroju barokowym nazwana została Leopoldinum.
Tam odbywała się inauguracja roku akademickiego , tam też studentom pierwszych lat wręcza się indeksy. Na takiej uroczystości byłam dwukrotnie; kiedy sama odbierałam indeks i po latach, kiedy odbywała się immartykulacja mego syna Dariusza- studenta romanistyki .
* * *
Przytulony do gmachu uniwersytetu stoi akademicki kościół barokowy . To tam biegaliśmy by modlić się o pomyślność podczas egzaminów. Niestety, nie zawsze nasze modły były wysłuchiwane i przychodziło zgłaszać się do poprawki. Niedaleko uniwersytetu znajdowal się klasztor sióstr Urszulanek . W sąsiadującym z nim kościele Sw. Wincentego spoczywał Henryk VI . Chętnie o tym grobowcu wspominano. To był dowód polskości tych ziem.
Część klasztoru sióstr Urszulanek, prowadzących prywatne liceum , była przejęta ( upaństwowiona?) przez Uniewersytet. Tam mieszkały studentki ostatnich lat studiów.
Z tego akademika chodziło się na randki nad Odrą, migocącą w slońcu bądź w świetle księżyca. Wysokie drzewa dawały cień w upalne majowe dni a wokól pachnialy bzy. Soczysta zieleń traw, śpiew ptaków zagluszanych często przez nadjeżdzające tramwaje , o których śpiewano piosenki (“mkną po szynach niebieskie tramwaje”) dźwięk dzwonów na anioł pański dochodzacy z licznych kościołów tworzyły niepowtarzalny nastrój i obraz miasta. Mojego miasta. We Wrocławiu jest wiele kościołow. Pochodzą z różnych okresów. Szczególnie polubiłam gotyckie i barokowe . Przez most Piaskowy przechodziło się na wyspę Piaskową , gdzie stoi kościół Najświętszej Marii Panny. Jak większość kościołów i ten został zniszczony podczas wojny a potem latami odbudowywany.
Wnętrze gotyckiego kościoła onieśmielało, uświadamiało naszą małość , co było zamysłem średniowiecznego twórcy, ale równocześnie jakby wznosiło ku Bogu. Strzeliste kolumny rozdzielające nawy, regularne sklepienia, czerwona cegła , biel scian, ołtarze- zdobione malowanymi i rzeźbionymi tryptykami przedstawiającymi sceny z życia świętych a w oknach nowoczesne witraże rzucające czerwone światło, ocieplające to surowe, absolutnie doskonałe, piękne wnętrze.
A Ostrów Tumski? Nie można być we Wrocławiu i pominąć to miejsce. Kiedy kilka lat temu jesienią przyjechaliśmy do Wrocławia, jeden z przyjaciół zabrał nas na spacer na Ostrów. Latarnie rzucały migocące światło na mokry, lśniący bruk. Nie było słychać niczego poza naszymi krokami odbijającymi się echem w waskich przejsciach Ostrowia. Jest to najstarsza część grodu. Tu zaczynało się życie miasta. Tu postawiono katedrę, potem wokół niej urosły inne kościoły a w czasach baroku biskupi pałac.
Kiedy mieszkałam we Wrocławiu często na Ostrów zaglądałam . Panowały cisza i niepowtarzalny zupełnie nastrój. Nieopadal jest ogród botaniczny. Zgromadzono w nim kilkanaście tysiecy gatunków drzew, krzewów, kwiatow. Jest piękny niemal o kazdej porze roku, ale oczywiście najbardziej urzekający latem i wiosną.
Wiosną najpiękniej jest też w oddalonym od centrum miasta Parku Szczytnickim, jednym z największych parków Europy. Kwitnie tam tysiące rododendronów i azalii o szerokiej, niepoliczalnej gamie kolorów. Biało tam od nich i różowo, fioletowo i błekitnie.
A jesień, polska złota jesień w parkach wrocławskich? Na Krzykach, na Sępolnie, na Podwalu nad fosą czy w ogrodach otaczających wille na Biskupinie…? W parku Szczytnickim jest ogród japoński. Był tam od początku dwudziestego wieku, czyli “od zawsze”, ale nie pamiętam by zrobił na mnie większe wrażenie. Był długo zaniedbany, opuszczony.
I dopiero w tym roku podczas kolejnej podróży do Wrocławia zobaczyłam ogród w całym jego pięknie. Odrestaurowany, starannie zaaranżowany , w całkowitej harmonii z zasadami sztuki japońskiej. W ogrodzie była wycieczka szkolna. Maluchy siedziały i pracowicie rysując, przenosiły na papier to co widziały wokół siebie. Kamień, krzew, rozkwitający nenufar. Mostek przerzucony nad wodą. Wokół było zielono , pachniały kwiaty, kaczki pływały po stawie, smiały się dzieci a ja przeniosłam się myślami do czasów, kiedy razem z naszym synkiem spacerowaliśmy po alejkach parku.
Nie mogłam obronić się przed obrazami nie tylko z minionego czasu ale jakby z innej“przestrzeni”. I może to właśnie jest częścią naszego doczesnego szczęścia, że umiemy i chcemy wracać do przeszłości zachowując w pamięci to co dobre ?


* * *

“Nigdy nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki”, przypominam sobie słynne powiedzenie filozofa. To prawda. A jednak Wrocław, choć inny, bo ruchliwszy, bardziej światowy, czyściejszy i piękniejszy pozostał “moim”, rozpoznawalnym miastem.
Co prawda nie ma już Herbaciarni w kamieniczce na przeciw Ratusza , do której chodziliśmy z naszym synem na bitą śmietanę, by uczcić każdego roku zakończenie szkoły , nie ma już w Rynku kawiarni- klubu , w ktorej umówiłam się na jedną z pierwszych randek z świeżo upieczonym mgr inz. Karolem P.
Nie ma już sklepu z odzieża firmy”Telimena”, w budynku w ktorym mieścił się też jeden z akademików uniwersyteckich, gdzie odbywały sie tańce podczas, których poznałam swego późniejszego męża .
W zaprzyjaźnionej księgarni ( kiedyś książki były też spod lady!) na placu, który nazywał się Placem PKWN a dziś Legionów, nie pracuje już pani Ania. Dawno odeszła na emeryturę. Ale tuz obok mieszka moja serdeczna przyjaciólka Danusia, która gości nas zawsze kiedy “powracamy” do Wrocławia. Zmienił się tylko jej adres pocztowy. Ulica Swierczewskiego przemianowana została na ulicę Piłsudskiego.
Wielu znajomych i przyjaciół odeszło na zawsze. O tym dowiaduję sie z listów bądź z rozmów. “Taka młoda, taki młody” mówimy. Bo zawsze ludzie odchodzą zbyt wcześnie. “Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…” powtarzam sobie, ale niemniej Wrocław, który zmienił się bardzo od czasu kiedy tam mieszkalismy jest jeszcze pełen śladow. Także naszych śladów.


* * *
Czy można być we Wrocławiu i nie zobaczyć, choć na chwilę Rynku? Niemożliwe. Na placu przed Ratuszem wybudowano wielką szklaną fontannę. Budziła kontrowersje podobne jak “Piramidy” na dziedzińcu przed Luwrem w Paryzu. Ale teraz chyba juz nie ma protestów. Właśnie na Swięta zamiast “typowej” dostałam piękną kartkę z widokiem tej fontanny. Ratusz, dobre, eleganckie i drogie restauracje, bogato zdobione kolorowe fasady domów przyciągają turystow ( głownie z Niemiec) i są przedmiotem wielkiej dumy mieszkańców Wrocławia.
Ratusz należy z pewnością do najpiękniejszych w Europie. Jego początki sięgają końca trzynastego wieku, ale obecny wygląd uzyskał podczas niezliczonych przeróbek i dobudówek dokonywanych w wieku XV i XVI. Pod ratuszem postawiono pomnik Aleksandra hr Fredry. W ślad za mieszkańcami Lwowa i mieszkańcami Kresów, którym udało się przeżyć okupację sowiecką i niemiecką i którzy zostali przesiedleni został tez przesiedlony hrabia Fredro . Stało się to jednak dopiero “na fali odwilży” tuż przed Październikiem 1956 roku.
Rynek otoczony jest kamienicami. Nie można zapominać iż dowodzą one kunsztu polskich rzemieślników, którzy cegła po cegle, element po elemencie odtwarzali te cuda architektury. Bo trzeba pamiętać, iż większość z nich została odbudowana z wojennych zgliszczy.
Wydawały mi się piękne już wtedy, kiedy mieszkałam we Wrocławiu.
Jednakże nie sposób nie przyznać , że tak naprawdę, to dopiero po renowacji po wielkiej powodzi w 1997 roku widać jak niezwykłej są urody . Ze swego początkowego okresu “wrocławskiego” zapamiętałam też Plac Solny, na którym wtedy sprzedawano kwiaty a przed wielkanocą palmy- bazie wierzbowe. (Przez plac chodziłam do ponurej, ceglanej neogotyckiej biblioteki uniwersyteckiej.)
Teraz na Placu Solnym stoi nowy pomnik. Stoliki kawiarniane rozstawione gęsto, podobnie jak w Rynku zapraszają. To też nowość.
Kwiaciarki (i kwiaciarze) są do dziś. Tyle tylko, że tamte skromne, domowe , rodzime bukiety zostały zastąpione niemierzoną ilością kwiatów o niebywałych kolorach, rodzajach i urodzie. Tyle tylko iż róże i gożdziki nie mają już tamtej woni…
* * *
Historia Wrocławia sięga czasów odległych, ale w naszej “polskiej świadomości “ dopiero od 1000 roku, kiedy to dzięki zabiegom Bolesława Chrobrego utworzono biskupstwo. W tym czasie po raz pierwszy pojawia się nazwa Wratizlava użyta przez niemieckiego kronikarza Thietmara.
“Wrocław jest wielkim miatem nad Odrą z wieloma pięknie zdobnymi prywatnymi i publicznymi budynkami” pisał Sylvius Piccolomini, późniejszy Pius II w 1460 roku. Jednakże poeta niemiecki, J.W. Goethe przebywający w mieście w 1790 roku daleki jest od zachwytów.
”I znowu jestem w tym hałaśliwym , brudnym, śmierdzącym mieście ale mam nadzieję że szybko uda mi się stąd uciec”. .Latwo można znaleźć opinie skrajne na ten sam temat. Ja widziałam we Wrocławiu też brudne, odrapane ściany domów , zaniedbane podwórza, żebraków na ulicy.
Tak jak mieszkając przez lata we Wrocławiu, przeżywałam dobre i złe chwile, staram się zapamiętać tylko dobre , wymazując inne z pamięci, tak i teraz opisując Wrocław, moje- ale jednak -już nie moje Miasto zapisuję obrazy, które chciałabym by trwały.
W czasie i przestrzeni wiele się zmienia, ale niech piękno, dobro i życzliwość pozostaną niezmienne.






wtorek, września 20, 2016

Oaza spokoju...

 Dom i ogrod na brzegu Superior...Do karmika przybiega chipmunk I przylatuja ptaki...
 Pies pilnie strzeze posiadlosci , udajac, ze nie zwraca na nikogo uwagi...
 Zatopiony w myslach, medytujacy kamienny Budda nie zauwaza zapewne  ani ptakow, ani ludzi...

Ciesz sie pieknem chwil...
nauczal Tich Nhat Hanh ,buddyjski filozof .

Czyz jest lepsze miejsce by pamietac o tym ?
Nad nami blekit nieba , w dole szmaragd wody, delikatny szum fali uderzajacej o brzeg, spiew ptakow...i my...
Tak, cieszmy sie pieknem chwil...

PS. Zdjecia zrobilam w ogrodzie naszej znajomej Christy W.