wtorek, kwietnia 15, 2014
Wesolego Alleluja
poniedziałek, kwietnia 14, 2014
"Philosophers Cafe" oglasza "zakonczenie roku".
Od wczoraj mamy wakacje! Nasz klub, ktorego czlonkami jestesmy od blisko osmiu lat, zawiesil dzialalnosc az do listopada.
Frekwencja na niedzielnym spotkaniu nie byla duza. Zrozumiale.
Konczy sie sezon na Marco, wiosna zawitala , wiec jak wedrowne ptaki ludzie wracaja do swoich miejsc zamieszkania.
Na zdjeciu Angela ( w blekitach), zalozycielka klubu , obok niej Eva i jej maz, lekarze pochodzacy z Libanu. W zieleniach pani Sue K. dziennikarka piszaca do lokalnej gazety i wspolwlascicielka wydawnictwa.
Po dyskusji ( bez konkluzji) , podczas ktorej rozwazano czy Ameryka (USA) jest gotowa na wybor KOBIETY na prezydenta Stanow, podano szampana. Na pierwszym planie Juan, ktory postawil teze, "kobieta to kobieta, a mezczyna to mezczyzna wiec sie roznia.." wznosi toast za dobre lato. Towarzyszy mu Atef, gospodarz Klubu. W glebi Karol P. i Grace, Amerykanka chinskiego pochodzenia, z magisterium zdobytym w dziedzinie literatury angielskiej na uniwersytecie w Taiwanie.
Louise , ktora poznalam przed laty, pochodzi z Kanady. Jest to jedna z najbardziej uroczych czlonkin klubu. Lubi opowiadac o swojej karierze specjalistki od ogrodow. Miedzy innym ogrod botaniczny w Nowym Yorku takze i Jej zawdziecza swoja urode.
Na zakonczenie spotkania zdjecie zbiorowe beze mnie ze zrozumialych powodow.
Gospodarze Izabella i Atef ( Kanadyjczycy) zegnaja p. Sue, ktora zapewne zamiesci reportaz z zebrania w Sun Times.
Frekwencja na niedzielnym spotkaniu nie byla duza. Zrozumiale.
Konczy sie sezon na Marco, wiosna zawitala , wiec jak wedrowne ptaki ludzie wracaja do swoich miejsc zamieszkania.
Na zdjeciu Angela ( w blekitach), zalozycielka klubu , obok niej Eva i jej maz, lekarze pochodzacy z Libanu. W zieleniach pani Sue K. dziennikarka piszaca do lokalnej gazety i wspolwlascicielka wydawnictwa.
Po dyskusji ( bez konkluzji) , podczas ktorej rozwazano czy Ameryka (USA) jest gotowa na wybor KOBIETY na prezydenta Stanow, podano szampana. Na pierwszym planie Juan, ktory postawil teze, "kobieta to kobieta, a mezczyna to mezczyzna wiec sie roznia.." wznosi toast za dobre lato. Towarzyszy mu Atef, gospodarz Klubu. W glebi Karol P. i Grace, Amerykanka chinskiego pochodzenia, z magisterium zdobytym w dziedzinie literatury angielskiej na uniwersytecie w Taiwanie.
Louise , ktora poznalam przed laty, pochodzi z Kanady. Jest to jedna z najbardziej uroczych czlonkin klubu. Lubi opowiadac o swojej karierze specjalistki od ogrodow. Miedzy innym ogrod botaniczny w Nowym Yorku takze i Jej zawdziecza swoja urode.
Na zakonczenie spotkania zdjecie zbiorowe beze mnie ze zrozumialych powodow.
Gospodarze Izabella i Atef ( Kanadyjczycy) zegnaja p. Sue, ktora zapewne zamiesci reportaz z zebrania w Sun Times.
Do zobaczenia w listopadzie!
PS. Nikt z czlonkow klubu nie przeczyta tego tekstu. Niestety nie znaja polskiego. Moze powinnam zalozyc "Klub Uczacych sie jezyka polskiego"?
Jak mi sie to uda nie omieszkam powiadomic gosci mojego "polskiego" blogu:-)
sobota, kwietnia 12, 2014
Opowiesci na Wielkanoc
"A ty mnie na wyspy szczęśliwe zaprowadź” pisał kiedyś Gałczyński.
Wybierzmy się na Wyspę. Wielkanocną.Moze to jest ta wyspa szczesliwa?
Na wyspie,
należącej do Chile, stoją kamienne posągi, które do dziś kryją sekrety
dawnych jej mieszkańcow .
W 1722 holenderski admirał i jego
załoga byli pierwszymi Europejczykami , którzy
dopłynęli do wyspy , którą uważali za bezludną.
Jak się jednak okazało była
zaludniona przez około dwanaście tysięcy
ludzi. Holenderska załoga doliczyła się też tysiąca przedziwnych posągów. Każdy
z nich mierzył ponad trzy metry wysokości. Największy z nich (jak teraz
wiadomo) ważył około dwieście ton. Do dziś nie wiemy jak wyrzeźbiono te gigantyczne
popiersia o dużych nosach i ogromnych uszach, w jaki sposób je rozmieszczano na
wyspie, ani kto był ich twórcą.
Mieszkańcami wyspy najpewniej byli
przybysze z Południowej Ameryki, przypuszczalnie Indianie boliwijscy znad
jeziora Titicaca. Jak się na wyspę dostali? Tego również właściwie nie wiemy.
Thor Heyerdale norweski badacz odbył
podróż z Boliwii swoją łodzią Kon Tiki, by przekonać się czy taka podróz była
możliwa przed wiekami.
Inna teza głosi, że Wyspę
Wielkanocną zasiedlili mieszkańcy Polinezji, wysp z Mórz Południowych.
Wyspę nazwano Rapa Nui czyli Wielki
Kamień . Posągi, rzeżbione z wulkanicznego tufu , które różnią się tylko
wielkością , były umieszczane przy nagrobkach. Widocznie miały strzec rodziny
zmarłych przed złymi duchami. Czy ustrzegły?
Jak dowodzą badacze w XVIII wieku mieszkańcy wyspy na skutek głodu i walk plemiennych w większości
wyginęli.
Obraz wyspy z czasu kiedy
zobaczyli ją francuscy i brytyjscy podróżnicy znacznie różnił się od tego co
zobaczył wcześniej holenderski admirał. Z
początkiem XVIII wieku była to zasobna wyspa. Pod koniec wieku pola leżały
odłogiem, lasy były wycięte a w licznych miejscach znaleziono dowody na kanibalizm.
W XiX wieku na wyspę przypłynęli
handlarze niewolników, a kiedy tuż po nich dotarli tu misjonarze na wyspie ocalało
zaledwie 111 osób.
Z pewnością historia wyspy dowodzi, że była to wyspa tajemnicza, ale nie
wyspa szczęśliwa. Ale jest to wyspa Wielkanocna więc w okresie poprzedzającym
to wielkie święto chrześcijańskie warto o niej wspomnieć. Jak głoszą bowiem przekazy
w czasie Wielkiej Nocy dokonano jej odkrycia .Warto tu jeszcze kliknac i przeczytac:
* * *
Być może świat nic nie wiedziałby
o małej miejscowości na zachodnim wybrzeżu Kanady, gdyby nie oryginalny pomysł uświetnienia stulecia powstania
policji regionalnej . Miasteczko Vegreville o liczbie dziesięciu tysięcy
mieszkańców znalazło się na mapie
turystycznej Ameryki Północnej z powodu ...pisanki wielkanocnej.
Naturalnie, nie jest to typowa
pisanka. Jest to podobno największa pisanka na świecie a została skonstruowana według komputerowego
projektu amerykańskiego profesora Ronalda Resh z uniwersytetu w stanie Utah.
Jak do tego doszło? By uczcić
stulecie powstania specjalnej królewskiej policji (Royal Canadian Mounted
Police) w Albercie, w 1973 roku
ogłoszono konkurs . Napłynęło wiele projektów. Jednakże wygrał pomysł budowy
pisanki. Mieszkańcy miasteczka, w ten sposób rownież zamierzali uświetnić
rocznicę osadnictwa ukraińskiego w okolicach Edmonton w Albercie.
Pisanka jest ogromna . Ma blisko
osiem metrow długosci, pięć i pół metra szerokości a waży 1360 kilogramów.
Dominują trzy kolory brąz, złoto i
srebro. Brązowy kolor symbolizuje „dobrą ziemię”, którą osadnicy uprawiają i
uzyskują plony. Złoto oznacza powodzenie i szczęście. Natomiast trzyramienna gwiazda symbolizuje Trójcę
Swiętą i ma przypominać o wierności
tradycji chrześcijańskiej .
Na tym niezwykłym pomniku
umieszczono napis w czterech językach. Angielskim, francuskim, niemieckim i
ukraińskim.
„Ta pisanka symbolizuje harmonię, żywotność i
kulturę mieszkańcow i jest dedykowana z
okazji stulecia Kanadyjskiej Policji Królewskiej(Royal Canadian Mounted
Police), ktora przyniosła pokój i bezpieczenstwo tej wielkiej wielokulturowej
społeczności kanadyjskiej”.
Warto to zobaczyc! Czyz nie?

Warto to zobaczyc! Czyz nie?
środa, marca 26, 2014
sobota, marca 15, 2014
Piekne hobby
poniedziałek, marca 10, 2014
Wazna Data.
piątek, lutego 21, 2014
Marco Island ; Nasza wyspa
Po raz pierwszy na wyspę przylecielismy z końcem grudnia 1992 . Od
tamtego czasu wracamy tu każdego roku. Od 2005 dzielimy nasz czas pomiędzy Hancock
w Michigan, gdzie spędzamy lato i część jesieni, a na Marco, chronimy się przed
mrozem i śniegiem Północy. Ponieważ zima trwa w Michigan niemal pół roku, Marco stało się naszym drugim
domem.
Przez kilka miesięcy w roku jest tu cicho i spokojnie. Ale juz od polowy grudnia zaczyna sie zageszczac a w lutym liczba mieszkancow tej niewielkiej florydzkiej wyspy niemal sie sie potraja .
Ale nie znaczy to, ze nie ma tu miejsc absolutnie sielskich i spokojnych, nawet w okresie sezonu.
W naszym sasiedztwie nieodmiennie zachwyca mnie spokoj i cisza .
I oczywiscie uroda tego miejsca.
Dzisiaj rano wybralam sie na spacer a ze sobą, jak zwykle, zabrałam aparat fotograficzny.
Dzisiaj rano wybralam sie na spacer a ze sobą, jak zwykle, zabrałam aparat fotograficzny.
Owoce na grejfrutowym drzewku nie sa przedmiotem pozadania sasiadow.
Widok pasacych sie ibisow jest tak powszechny, ze prawie nikt nie zwraca na nie uwagi. One tez nie baja sie ani samochodow ani przechodniow. Zawsze sa w grupie.
To zdjecie zrobil Karol podczas rowerowej przejazdzki. Ta grupka jest znacznie wieksza niz ta, ktora ja dzis widzialam.
Wrocilam. Zajrzalam do skrzynki z nadzieja na jakis mily list. Niestety, byl tylko rachunek za wode. . Bajonski. Ale kwiaty nam kwitna-i ciesza oko! Wiec jak zawsze "cos za cos"
sobota, stycznia 18, 2014
Jak Feniks z popiołow
(Wspomnienia z podrozy do Cilipi w Chorwacji.)

Po jakimś czasie autobus zbliżył się do wielkich kamiennych miejskich
murow obronnych. A potem zaczął wspinać
się w górę.
Po latach wojny i
systematycznej dewastacji, Chorwacja wróciła do życia. Pozostało jednak rozgoryczenie
wobec świata, który był długo był
odwrócony bądź przyglądał się obojętnie
“teatrowi wojny”. Pozostały też opuszczone domy. Niektóre z nich należały do
wypędzonych Serbów.
Była piękna czerwcowa niedziela.Tuż po
śniadaniu , wycieczkowym autokarem wyjechaliśmy w stronę Cilipi .
Nasz autobus zabierał po drodze pasażerow z
innych hoteli, więc mieliśmy okazję do zobaczenia Dubrownika w całej jego urodzie. Ruch był
niewielki , miasto wydawało się jeszcze senne.
Dubrownik , malowniczo położony pomiędzy górami a Adriatykiem, tonął w powodzi subtropikalnej zieleni
cyprysów, palm i pinii , białych , różowych
oleandrów, niebieskich hortensji.
Mijaliśmy port , gdzie stały zacumowe łodzie żaglowe, a także
większe i mniejsze rybackie łodzie kołysane falami. Białe jachty pięknie kontrastowały z błekitem nieba
i szmaragdem wody.
Z jednej strony , teraz już daleko w dole, widać było mieniącą się w słońcu
szafirową taflę wod Adriatyku, z drugiej strony zbocza gory Srdj wznoszącej się
do wysokości
Ponad
czterystu metrów nad poziomem morza.
Było tu
zielono i żółto , a gdzieniegdzie
połyskiwały bielą odkryte skały wapienne. Czasem pojawiały się domy.
Niektóre z nich stały opuszczone . Ich ściany nosiły ślady kul a wybite,
wypalone okna kojarzyły się z pustymi
oczodołami.
W dole do rozrzuconych szczodrze wysp dobijały łodki
i łodeczki, gdzieś na horyzoncie pojawił się ogromny statek pasażerski, wiozący
licznie odwiedzających Chorwację turystów.
Nasza podróż
do celu trwała krótko.
Cilipi , oddalone od Dubrownika o siedemnaście
kilometrów, to mała wioska znana jest z
pięknych haftów i tańców folklorystycznych. Tradycja jest tam żywa .
Każdej niedzieli , po mszy na placyku
przed kościołem Swiętego Mikołaja odbywają pokazy. Wydaje się, że tańczą
tu wszyscy mieszkańcy wioski, z wyjątkiem hafciarek i ich pomocnic, które
sprzedają swe rędzieła. Tańczą starzy i
młodzi, inni do tańca im przygrywaja. Jeżeli
napiszę że “wieś żyje z tradycji” będzie w tym chyba duża część prawdy.
* * *
Przypadek zdarzył, iż tego
dnia kiedy byliśmy w Cilipi , odbywało
się w kościele bierzmowanie. Ważne to wydarzenie w życiu katolików. Przyjechał
biskup. W pełnym po brzegi kościele panował więc nastrój szczególny.
Usiadłam
w ławce w bocznej nawie, tuż obok
gipsowych figur przedstawiających Swiętą Rodzinę. Swięty Józef
i mały Jezus są pozbawieni głów. Leża one
ustawione u ich stóp. Głowa Matki Boskiej została przyklejona. Ale w
miejscu gdzie były oczy są wielkie wystrzelone dziury. Obok wisi tablica
przypominająca iż kościół stał się obiektem barbarzynskiego ataku . Stało się
to 13 stycznia 1992 roku.
Ten atak na SYMBOL wiary i
narodowej przynależności , nie miał naturalnie
znaczenia militarnego. Tak samo, jak wcześniejsze spalenie tej małej wsi. To była tylko kolejna próba pokazania
siły, zastraszenia i upokorzenia Narodu.
* * *
Przed ołtarz podchodzą młodzi ludzie;
dziewczęta i chłopcy w narodowych strojach. Mają po kilkanaście lat. Urodziwi
młodzi ludzie. Czy coś wiedzą o
niedalekiej przecież przeszłości, czy może coś zapamiętali z tamtego okrutnego
czasu? Jeżeli tak, to co ?
Kiedy skończyło się nabożeństwo mieszkańcy
Cilipi grali i tańczyli dla publiczności
przybyłej tu z całego świata. Oglądaliśmy narodowe tańce i oklaskiwaliśmy artystów.
Teraz
, kiedy wróciliśmy z wycieczki do własnych domów, włączywszy telewizory
znów przyglądamy się “teatrom wojny”. W Iraku , Libanie, w krajach Afryki.
Dla własnego zaś samouspokojenia mówimy
sobie; no cóż “Tak już swiat urzadzony”.
I dalej będziemy słuchać “słusznych”
komentarzy propagandystów, wierzyć w fałszywe obrazy świata. Może
tak trzeba? Czarne uznać za białe i vice versa ? Dla świętego spokoju?
Subskrybuj:
Posty (Atom)