niedziela, lipca 18, 2021
Moj przyjaciel Chipmunk
Ma na imie Smarty. Czyli madry wg. mnie 'Madrala".Kiedy wychodze na taras zjawia sie natychmiast a jego uwaga skupiona jest na metalowym pojemniku z czerwona pokrywka.On wie, ze tam jest dla niego jedzenie.Smarty!!!
środa, marca 24, 2021
Orchidee w naszym ogrodzie.
Zakwitaja na naszej wielkiej szaflarze .
Karol kupowal mi orchidee w doniczkach (z "okazji" i bez) a kiedy przekwitly sadzil je na drzewie w ogrodzie. Zakwitaja kilka razy w roku i kwitna dlugo.
wtorek, marca 09, 2021
Wspomnienia z odleglej przeszlosci. Urodziny naszego syna.
Po polnocy urodzil sie nasz syn. Dariusz Michal. Kazdego roku przypominam sobie tamten dzien i noc. Pamietam tamta radosc i ten obezwladniajacy niepokoj. I pielegniarke, ktora mowila uspakajajaco: "Niech Pani sie nie martwi. Dziecko nie sinieje tzn. ze jest dobrze!". Lekarz tez mnie uspakajal i zapewnial. "Bardzo czesto dzieci urodzone przedwczesnie sa utalentowane". Ani lekarz ani pielegniarka z tamtego szpitala nie wiedza, ze po tylu latach ich pamietam! Kiedy wreszcie wrocilismy do domu (Darek pierwsze tygodnie zycia spedzil w inkubatorze )Karol polozyl syna na tapczanie i cichutko zagwizdal. Dziecko poruszylo sie i spojrzalo na niego. "Popatrz, poznaje mnie". To bylo tak dawno, a pamietam to tak jakby to bylo wczoraj.
środa, lutego 24, 2021
Wieczorne spotkanie Rodakow
Ptakom wędrownym podobni, Państwo L. z Toronto na Florydę przybyli, przed mroźną zimą szukajac ucieczki.
Zatrzymali sie w Naples, miejscu,
gdzie jest tak pieknie jak w raju
(ja taki raj widzialam na obrazku
swietym).
Na straży domów stoją zielone, kokosowe
palmy.
Są i palmy krolewskie . Te
strzelaja wysoko , jakby probowały dotrzeć do białych obłoków, na niebosklonie rozsianych niedbale.
Inni, dość liczni Polacy także w tej okolicy znaleźli swe miejsce.
Więc kiedy dzień Walentynki nastał
zgodnie z amerykańskim (a dziś i polskim zwyczajem)
Państwo L. gościnni i mili ,
znajomych Rodaków w dom swój zaprosili..
Wszyscy interesujący , grzeczni i ukladni
fascynująco opowiadali o swym zyciu i swoich karierach
( lekarki tam były, kilku inzynierow i dwu profesorów)
Wspominano przeszłość, wojne i niewolę na stepach za Uralem
I uchodźców dolę.
Nie brakło opowieści o dzieciach już dorosłych, rozsianych po świecie,
O podróżach do Włoch i Francji,
o wyprawach do Kraju wczesnego dziecinstwa...
Były opowieści o trwałych przyjaźniach z lat szkolnych,
już nieco odległych,lecz jakże wciaż w pamięci żywych...
Popijali z kielichów wino czerwone i białe
Gaworzyli długo o tym i o owym
...
Aż w pewnym momencie poproszono
do stołu.
Szpinak serwowano pysznosci
niezwyklej
a do tego mięso indycze i
pieczone prosię
( tu Drogi Czytelniku wybacz, że
przesadzam,
prosie niecałe było, a tylko
poledwica, najlepsza czesc jego)
Na koniec owoce i sery podano –
(Sery nie tylko francuskie, rzecz
jasna...)
Choć rozmów z Rodakami nie dość
mi było,
a północ jeszcze nie wybiła,
nieubłaganie czas powrotu do domu
nastąpił.
Bo pamiętać należy, jak mawiała
Mama,
że żelazną zasadą jest żegnać
gospodarzy zanim
ze zmęczenia zapadną w sen (
dobrze zasluzony).
A jaki był ciąg dalszy pięknego
wieczoru?
Na naszą wyspę przyjechalam,
usiadlam przy biurku i ten wiersz
napisalam.
Pomyślisz Drogi Czytelniku , że
dość jest nieskładny.
Ale czy forma ważna czy raczej
przesłanie?
Ja tym wierszem Panstwu L.
ślę podziękowanie
Marco Island , 14- luty 2009
poniedziałek, stycznia 25, 2021
Korczak Ziolkowski artysta, ktory rzezbil gory.
Odkrywaliśmy "naszą Amerykę” podróżując wzdłuż i wszerz, na wschód i na zachód od Mississipi. Swoją „Amerykę” odkrywamy już od 1985 roku i trwa to po dzień po dzień dzisiejszy. Kraj to ogromny, różnorodny, zaskakujący.
Jedną z naszych podrózy po Stanach, odbyliśmy latem 1992 roku. Postanowiliśmy pojechać na „dziki zachód” czyli na zachód od
Mississipi . Oczywiście trudno opisać tu cała naszą podróż.
„Zwiedzimy” więc
tym razem tylko Południową Dakotę.
Podróż z naszego
Półwyspu w Górnym Michigan do Południowej Dakoty prowadzi przez Minessotę,
krainę dziesięciu tysięcy jezior. Tu bierze swój początek słynna rzeka, o
której śpiewał znany w Europie śpiewak, Paul Robeson.
Przejeżdżając przez rzadko zaludnione tereny próbowałam
sobie wyobrazić jak przemieszczali sie tędy przepędzeni siłą z północno-
wschodnich terenów Indianie. Jak wędrowali biali osadnicy. Nie bylo dróg a
wszędzie czyhało niebezpieczeństwo. Równinna część Południowej Dakoty kończy
się na terenach zwanych Badlands. Badlandy(Złe Ziemie) stanowią jeden z celów
podróży dla amatorów wrazeń. Mogę śmiało
powtórzyć za amerykańskim architektem Frankiem Lloydem Wright’em, iż człowiek
jest zupełnie nie przygotowany na ten
tajemniczy, niezwykły widok. Badlandów nie da się opisać. Trzeba je zobaczyć.
Tak więc każdego roku odwiedza ten Park Narodowy ponad milion turystów.
Badlandy widziane w nocy przy świetle księżyca są jak dekoracja teatralna. W dzień natomiast są
brunatno – szare, czasem rózowe, niekiedy otoczone błękitnawą mgłą. Do
złudzenia przypominają gigantyczne zamki z piasku, takie jakie dzieci budują na plaży. Podobnie jak zamki
będące tworem dziecięcej fantazji tak i te , gliną poryte, góry przybierają
niezwykłe formy.
Kiedy opuszcza się przytłaczajace w swej dzikości Badlandy, jedzie się w kierunku ciemnych
wzgórz pokrytych świerkowymi i sosnowymi lasami. To Black Hills. Góry, choć
niezbyt niewysokie są bardzo malownicze i mistyczne. Uznane są
przez Indian za miejsca święte. Wierzą, iż tu właśnie wśród lasów, w górach ich
bogowie znaleźli swój dom.
* * *
W XIX wieku minęły czasy, kiedy tylko nieliczni traperzy
i osadnicy z Europy, zamieszkiwali tereny obecnych Stanow we względnej zgodzie
z indiańskimi sąsiadami.
W latach trzydziestych XIX wieku biali osadnicy wypierali Indian z terenów na wschód od
Missippi . Dochodziło do krwawych starć a w konsekwencji do wyparcia Indian i
zmuszanie ich do osiedlania się w innych miejscach. Indianie z rejonu Wielkich
Jezior (Superior, Huron, Michigan, Erie, Ontario) a w tym liczne plemię Lakota
zostali siłą przesiedleni na tereny
obecnej Dakoty, Wyoming i Montany.
W 1834 rząd USA zdecydował się na podpisanie traktatu
dającego Indianom mało wówczas znane tereny, na zachód od Mississipi. Uznano je
za nienadające się do osadnictwa białych. Północna część Dakoty to nieobjęte
okiem rozległe prerie, na których harcowały ogromne stada bizonów.
Plemiona koczownicze (Cheyenne, Crow, Kiowa) zaczęły adoptować się do nowych warunków życia.
Bogate tereny łowieckie sprawiały iż polowania zapewniały pożywienie. Ale ku ich nieszczęściu w latach
siedemdziesiątych XIX wieku, ściślej w 1874 roku w Black Hills znaleziono
złoto. Zaczęła się kolejna „gorączka”. I wtedy rząd amerykański wycofał się z umów i podjął próbę
usunięcia Indian z przyznanych im wcześniej terenów. Doprowadziło to do kolejnych wojen. Historia krwawych bitew
wielokrotnie została opisana , więc pominę ten temat. Wielkie, krwawe wojny
mają swoich słynnych bohaterów. Indianie mieli ich także. Jednym z nich był
Crazy Horse czyli „Szalony Koń”. I w tym miejscu historia Indian w zaskakujący
sposób zaczyna splatać się z historią wnuka polskich emigrantów znakomitego
rzeźbiarza- samouka, Korczaka Ziółkowskiego.
* * *
Korczak Zółkowski to postać, która doskonale komponuje
się w romantycznej, nigdy nie dokończonej opowieści o „Dzikim Zachodzie”.
Historia Korczaka, to równocześnie część historii emigracji, historia rodzenia
się świadomości o własnej przynależności narodowej i wreszcie historia ludzkiej
potrzeby sprawiedliwości.
Może nieco patetycznie to zabrzmi, ale jego życie i praca
stały się wyrazem protestu przeciw przemocy i okrucieństwu, przeciw zdradzie i
łamaniu traktatow. O Korczaku po raz pierwszy czytałam dawno, w wydanej w Polsce ksiażce Waldemara Lysiaka
„Amerykański saloon”.
Nie przeczuwałam nawet, że kiedyś i ja znajdę się w
miejscu, gdzie Korczak znalazł swoją góre, którą rzeźbił.
Nie wiedziałam, że za kilka lat znajdę się w domu
artysty, który twierdził, iż Ameryka jest krajem, gdzie każdy może mieć górę,
którą można rzeźbić. On znalazł swoją w Południowej Dakocie . Ta góra nazywa
się Thunderhead.
* * *
Dziadek Ziółkowski , herbu Korczak , przypłynął z Polski
u schylku XIX wieku. Wnuk, Korczak ( to imię) urodził sie 6 września 1908 roku
w Bostonie . Jego rodzice Anna i Józef zginęli tragicznie w wypadku.
Osieroconego w niemowlęctwie
przygarnęła rodzina zastępcza. Jego wspomnienia i doświadczenia z
dzieciństwa są gorzkie. Opuszcza
opiekunów majac zaledwie
szesnaście lat. Chwyta się różnych zawodów, by wreszcie znaleźć pracę w stoczni
jako cieśla. Pasjonuje go rzeźba w drzewie i kiedy poznaje Jana Kirchmajera w
jego życiu następuje przełom. Kirchmajer nie tylko uczy go rzeźby ale
uświadamia mu też jego polskie pochodzenie.
W latach trzydziestych dwudziestego wieku, Korczak
Ziółkowski zdobywa uznanie jako rzeźbiarz. Znane są już jego prace . Rzeźbił
między innymi ręce słynnego kompozytora i dyrygenta Leopolda Stokowskiego,
popiersia rumuńskiego kompozytora Georga Enesco, i slynnej śpiewaczki Olgi
Alverino. Rok 1939 jest kolejnym rokiem sukcesu. Na wystawie światowej w Nowym
Jorku jego rzeźba – głowa Ignacego Paderewskiego , pianisty i premiera Polski ,
zdobywa pierwszą nagrodę. Korczak dostaje propozycję pracy przy pomniku w Mount
Rushmore. Wyjeżdża do południowej Dakoty by pracować wraz z Gutzonem Borglumem.
Po roku współpracy Ziółkowski odchodzi . Dostaje w tym czasie dość niezwykłą
propozycję. Henry Standing Bear, wódz Siuksów składa Korczakowi propozycję
wyrzeźbienia wodza „Szalonego Konia” (Crazy Horse) . Zapewne była to próba
odpowiedzi na prace na Mount Rushmore , gdzie biały człowiek zakłocił spokój
świętego dla Indian miejsca rzeźbiąc głowy
czterech amerykańskich prezydentów. W swoim liście do Korczaka Henry
Stojacy Niedźwiedź (Standing Bear) napisał „ Moi wodzowie i ja , chcielibyśmy
by biały człowiek wiedział, że czerwony człowiek też ma swoich bohaterów.”
Jednakże Korczak nie odpowiedział na propozycję . Wybuchła
wojna i jak wielu innych Amerykanów polskiego pochodzenia zglosił się do
wojska. Ale wizja rzeźbienia góry nęciła go i kiedy znalazł się w cywilu
zdecydowal się na wyjazd. Na miejsce Paha Sapa (Czarne Wzgórze) przyjechał 3
maja ( co za symbolika dla polskiego czytelnika!) 1947.
Opuścił cywilizację bostońska, dobrze rozwijącą się
artystyczną karierę, by osiąść w Black Hills, w rezerwacie Indian Lakota.
Najpierw zamieszkał w małym namiocie i w tym czasie budował rodzinny dom. Zaczął przygotowywać się do rzeźbienia góry.
Jego zamierzenia były na miarę giganta. W pracy pomagała mu żona a potem
kilkoro z jego dziesieciorga dzieci. One pracują do dziś. Korczak Ziółkowski
zmarł 20 października 1982 roku. Jego grób znajduje się u stóp przyszłego
pomnika . Wyryty napis głosi „Korczak-
Storyteller in Stone”.
* * *
Projekt pomnika Szalonego Konia (Crazy Horse) jest
trudnym wyzwaniem. Trzeba sobie wyobrazić wielkość zamierzenia. Głowa Indianina
ma blisko 30 metrów, jego wyciągnięte ramię , na którym stanąc by mogło cztery
tysiące ludzi ma rozmiar stadionu sportowego, głowa konia odpowida wysokości 2
pieter. By dokonać tego dzieła trzeba i sił i środków. Przez lata Korczak sam
zmagał się z tą pracą, odrzucił propozycję rzadu federalnego i stanowego, nie
przyjąl ofiarowanych mu pieniędzy. Po jego śmierci pracę kontunują jego
dzieci. Powołano fundację. Pieniądze na trwającą wciąż budowę
pochodzą ze sprzedazy pamiątek i biletów
wstępu. I darowizn. I jak zawsze gdy w grę wchodzą pieniadze zaczynają się
problemy. Ale nie to jest przedmiotem mojej opowieści o Korczaku Ziółkowskim i
Szalonym Koniu.
Jeżeli kiedyś los ( bądź świadomy wybór) zawiedzie
Państwa do Południowej Dakoty wstąpcie by odwiedzić to miejsce, gdzie przez
ponad trzydziesci lat żył i pracował człowiek o niezwyklej wyobraźni i odwadze.
Zatrzymajcie się Państwo
tam na chwilę by zrozumieć sens słów prezydenta Ronalda Reagana , który
napisał w liście kondolencyjnym do wdowy
po Korczaku Ziólkowskim „Wizja i marzenia Pani męża są inspiracją dla
tych, którzy sięgają w dziedziny ducha.”
List prezydenta Lecha Wałesy był, o ile pamiętam, jedynym
listem z Polski eksponowanym w muzeum Korczaka.
„Jako
Polak jestem dumny , że Korczak Ziółkowski podjął dzieło , które będzie
symbolem bohaterstwa , potęgi niezwyciężonego ducha, umiłowania wolnosci”.
Czy symbole pozostaną? Czy legendy
pozostaną żywe? Nie potrafię na te pytania odpwiedzieć. Zycie uczy, że
odpowiedź może być negatywna. Ale trudno mi nie zgodzić się z tym co powiedział
Korczak Ziólkowski :” Kiedy legenda umiera , kończą się marzenia.
Kiedy umierają marzenia nie ma już wielkości.”
Hancock, Michigan. Wrzesień 2008 ; w setną rocznicę
urodzin Korczaka Ziółkowskiego.
copyright by Ryszarda LPelc
piątek, stycznia 22, 2021
czwartek, września 24, 2020
Rocznica
To bylo 61 lat temu...Tutaj, w budynku Poczty zaczelo sie wszystko. 24 wrzesnia udzielono nam slubu cywilnego.
czwartek, września 03, 2020
Spacer po plaży na Marco.
Biegnie wraz z falą
zapach morskiej algi
muszla zbłąkana w bezmiarze
dziś na brzeg wyrzucona
w towarzystwie łupiny orzecha,
(wspomnienia kokosowej palmy).
Biegnie wraz z falą lekki podmuch
wiatru
przynosząc z soba
perlisty śmiech dziecka brodzącego
w wodzie
dojmujący krzyk białej mewy płaczki
daremnie pikującej w szafir
wielkiej wody.
Suchy trzask muszli pod stopą
dziewczyny
spłoszył ryby
w zatoce.
Smugą białą ptactwo szybuje nad wodą ,
odbijającą
głębię nieba,
dzisiaj, tak jak wtedy,
złoto- perłowego od zachodniej strony.
Wszystko jest
jak było....
Tylko Ciebie nie ma.
czwartek, sierpnia 06, 2020
Rocznica, ktorej nie mozna zapomnieć.
Pilot, pułkownik Paul Tibbets i bombardier Thomas Ferebee wykonali precyzyjnie bojowe zadanie. Towarzyszył im inny samolot; byli w nim naukowcy, inżynierowie. Mieli za zadanie ocenić siłe wybuchu i efekty pierwszej atomowej bomby. Nie wiedziali jeszcze , że jedna trzecia mieszkańców Hiroszimy została unicestwiona. Jedni zginęli na miejscu, inni umierali nieco później z poparzeń czy napromieniowania. Miasto zostało zamienione w popiół. Zachowało się jedynie około 10% budynków.
Hiroszima przeszła do
historii wojen, jako pierwsze na świecie miasto zmiecione z powierzchni ziemi bombą atomową. Harry Truman, prezydent Stanów
Zjednoczonych, wydał rozkaz użycia tej broni, choć skutków być może nie przewidział . Uznał, że
jego obowiązkiem jest zakończyć wojnę z Japonią jak najszybciej, co zaoszczędzi krwi po obu
stronach. Cesarz, podporządkowany władzy wojskowych , nie godził się na bezwarunkowa
kapitulację, której żądano już w lipcu 1945 na konferencji w Poczdamie. Ale nawet bezmiar ofiar w Hiroszimie nie skłonił soldateski japońskiej do natychmiastowej
kapitulacji. Trzy dni później kolejna bomba atomowa spadła na Nagasaki. I dopiero wtedy Japonia podpisała akt
kapitulacji.
***
W
Hiroszimie wybudowanej na nowo, w samym jej centrum nad rozwidleniem
rzeki Ota stoją ruiny niegdyś
imponującej budowli. Jest to Genbaku Dome mae. Był dumą miasta, miejscem wystaw
przemysłowych.
Po wojnie zamierzano usunąć
to co pozostało z niego ale 1966 roku zdecydowano , że te ruiny będą świadczyły o tym co się
wydarzyło. Bomba wybuchła nad budynkiem i
nie uszkodziła go w takim stopniu jak resztę domów. Dziś ruiny stanowią część
parku poświęconego ofiarom wojny. W 1996 r. tzw. A-bomb Dome czy tez Genbaku został zarejestrowany przez
UNESCO jako zabytek
klasy światowej (World Heritage List) . Stało się tak mimo to, iż zarówno
Chiny jak i Stany Zjednoczone
sprzeciwiały się uznając, iż w ten sposób zatrze się rolę Japonii jako agresora.
***
W Parku Pokoju, na
miejscu niegdyś napromieniowanym, skażonym, założono trawniki, posadzono drzewa
i wiecznie zielone krzewy. Tam też postawiono 70 pomników. M.innymi jest tam Pomnik
Przyjaźni, Fontanna Modłów, pawilon, w którym umieszczono dziesiątki tysięcy żurawi-origami,
zrobionych przez dzieci z całego świata.
W Parku płonie wieczny ogień
przyniesiony ze świętego dla Japończyków ognia ze swiątyni na wyspie Miyajima. Ogień zapalono w miejscu,
gdzie pochowano prochy siedemdziesięciu
tysięcy ofiar .
Jeżeli jest się
w Hiroszimie, nie można pominąć tego miejsca. W ogromnym budynku muzeum
są zdjęcia ofiar, opisy wydarzeń. Jedna z sal poświęcona jest Sadaki , dziewczynce, która jak tysiące
innych zmarła na skutek choroby popromiennej. Przeszła do historii, bo wierząc, że papierowe żurawie mają siłe
uzdrowicielską ostatnie miesiące swego życia poświęciła na ich tworzenie.
Sale muzeum
zapełniają liczne eksponaty odnalezione po wybuchu. Zbyt drastyczne, zbyt przerażające by to
opisywać. Wspomnę tylko o zegarku, którego wskazówki zatrzymały się na godzinie
8:15 kiedy zrzucono bombę. Pod nim umieszczono
czyjś wiersz:
Ważka przeleciała tuż przede mną
usiadła na płocie,
wstałem wziąwszy czapkę w rękę
już miałem ją schwytać
I wtedy …
Wiersz nie ma dalszego
ciągu…tak jak życie tysięcy …jak życie tego chłopca, który chciał schwytać
ważkę.Tuż przy wejściu, w wielkim przeszklonym holu muzeum stoją dwa ogromne
bloki marmuru z wyrytymi (po angielsku i japońsku) słowami , będącymi
przesłaniem dla współczesnych i
potomnych.
“Wojna jest dziełem człowieka,
wojna prowadzi do zniszczenia ludzkiego życia. Wojna to śmierć. Pamiętanie o przeszłości
oznacza zobowiązanie wobec przyszłości. Pamiętanie o Hiroszimie
oznacza niedopuszczenie do wojny
nuklearnej.”
Te słowa wypowiedział Jan Paweł II
25 lutego 1981 roku podczas swej pielgrzymki do Hiroszimy. Jan Paweł II powiedział je w Hiroszimie, ale
mówił do całego świata. Ale czy Swiat Go usłyszał, czy zrozumiał? Czy rocznicowe modły za ofiary i oficjalne
wystąpienia na wielkim placu w Hiroszimie przed wiecznie płonącym zniczem
zapobiegną zbrojeniom i wojnom?
Hiroszimę odwiedziłam w
maju 2010 kilka miesięcy przed 65 rocznicą wybuchu bomby. To miasto jest
piękne, nowoczesne, tętniące życiem. Miasto, powstałe jak Feniks z popiołów, ożyło
na nowo. Usunięto gruzy. Zbudowano nowe
domy. Lśnią w słońcu szklane ściany drapaczy chmur. Ludzie na nowo je
zaludnili. Hiroszima liczy dziś ponad
milion mieszkańców.
W tym roku mija 75 lat od czasu nuklearnego
ataku. Ale mimo upływu czasu nic nie może ,i nie powinno, zatrzeć pamięci
o tamtych tragicznych wydarzeniach .
środa, lipca 22, 2020
niedziela, lipca 19, 2020
Mama odeszla...
Moja Mama umarla w czwartek, 19 lipca 1962. Miala 52 lata.
W ow czwartek, w poludnie prosila jeszcze o truskawki. Przynioslam je. Skosztowala. Powiedziala ze dobre. Usmiechnela sie.
Rozmawialam z lekarka. "To Jej ostatnie chwile" i jakby na pocieche dodala "Przestanie sie meczyc" . "Moja Matka jest tez ciezko chora, stan jest beznadziejny. Jestem lekarzem i nie potrafie Jej uratowac. Czy Pani rozumie moj dramat?"
Zblizala sie polnoc, kiedy Mama odeszla . Bylismy przy Niej oboje. I to, ze bylismy z Nia do konca zawsze bylo i pozostaje dla mnie jakas pociecha.
Byla dla mnie nie tylko Matka.Byla moja najlepsza przyjaciolka.
poniedziałek, czerwca 22, 2020
piątek, czerwca 12, 2020
31 rocznica stłumienia protestu ...
Noc na placu Niebiańskiego Spokoju
Nie znają jeszcze swego przeznaczenia.
nie wiemy również, tylko przeczuwamy…
Na gest zrozumienia ze strony czerwonych Matuzalemów?
który nie używa miecza,
tylko gazów łzawiacych, karabinów i czołgów?
że we współczesnym świecie masowy mord nie jest możliwy?
Ręce z transparentami “ZADAMY WOLNOSCI”
Przeciwko zbrojnym w karabiny rękom.
Kruche barykady, jak z chłopięcych zabaw,
Przeciwko czołgom.
Statua Wolności w Paryżu i jej siostra w Stanach
stoją
nieporuszone ,obojętne, kamiennie spokojne.
Statua na placu w Pekinie
Ma twarz chińskiej dziewczyny.
Zawiązane oczy.
Na placu Tienanmen
Na placu Niebiańskiego Spokoju .
4 czerwca 1989 roku.
w "Przekroju" w “Okienku z wierszem”.
poniedziałek, czerwca 08, 2020
Hemingway'owie na florydzkiej wyspie Sanibel.
Będę też sporo czytać. Biblioteka na wyspie jest doskonale zaopatrzona i dobrych ksiażek jest znacznie wiecej niż mozna przeczytać w ciągu wielu lat, a nie tylko podczas paru tygodni pobytu.
* * *