środa, marca 25, 2015

Ze wspomnien.Wielkanoc w Warszawie


Napływaja zyczenia z okazji świat Wielkanocnych , Baranki, kurczęta, pisanki, palmy zdobią te kartki. Ludzie, którzy nie pisują do siebie, nagle z potrzeby serca lub z „obowiazku” narzuconego przez tradycję zasiadają do pisania. Niekiedy z tej okazji powstaja wiersze.  Kiedyś znalazłam w internecie  okolicznościowy wierszyk nieznanego autora (http://www.malczyce.wroc.pl/prasa/malczyce_1_18.pdf)

“Na stole święcone, a obok baranek,
Koszyczek pełny barwnych pisanek
I tak znamienne w polskim krajobrazie
W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie.
Zielony barwinek, fiołki i żonkile
- Barwami stroją uroczyste chwile.
W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie,
Gdy wielkanocne na stole śniadanie.

Wielkanoc i wiosna !

***
Wspominam “swoją” Wielkanoc  w Warszawie . Na ulicach ozywienie. Koścoły zapełniały się wiernymi, kolejki do konfesjonałow były długie.  Ludzie mijani  na ulicy jakby złagodnieli, niekiedy nawet uśmiechali sie do siebie. Swiątecznego nastroju dodawały  wielkie kosze z kolorowymi palemkami, wierzbowymi baziami jak też zlociste żonkile , różnobarwne tulipany sprzedawne na ulica i placykach Warszawy.

***
Krakowskie Przedmiescie jest ulicą ruchliwa o każdej porze roku . Tu mieszczą się: muzeum Fryderyka Szopena , Uniwersytet, kilka księgarń, liczne sklepy, restauracje i kawiarnie.  Jest to  jedna z reprezentacyjnych ulic Warszawy. Przy Krakowskim Przedmiesciu pod nr 64 w uroczym palacyku jest siedziba  Wspólnoty Polskiej.

Kiermasz “wielkanocny”cieszył sie ogromnym powodzeniem, pogoda na dodatek dopisała, było ciepło i słonecznie. Ale sukces kiermaszu był glownie zasługą artystow . Przyjechali  między innymi z Litwy, Białorusi, Ukrainy prezentując bogactwo tej specyficznej  sztuki. Kobiety sprzedawały  przepiękne hafty, pisanki, barwne, przebogato zdobione palmy wielkanocne.  Z prawdziwa przyjemnością wdawalam się w rozmowy  ze sprzedajacymi , bo miło było słyszeć ową piękną, śpiewną kresową mowę. Nieodmiennie podziwiam  ludzi, ktorzy mieszkając gdzieś poza granicami Polski, jakby na przekór wszystkiemu, potrafili zaszczepić miłość do jezyka polskiego swoim dzieciom i wnukom. Palmy i pisanki wielkanocne sprzedawały się dobrze. Kiedy już w Wielka Sobotę poszliśmy do kościoła  , mogłam podziwiac  pisanki ukraińskie, palemki wileńskie, haftowane serwetki z Białorusi, które zdobiły  liczne koszyczki przynoszone do swiecenia.
Nasz blisko miesięczny pobyt w Warszawie zbliżał się ku końcowi.
W Wielki Piątek niestety pogoda nie sprzyjała spacerom po Warszawie. Od Wisły wiał  zimny i porywisty wiatr. Czasami przez chmury przedzieralo sie slonce. Był początek kwietnia a jak wiadomo “kwiecień plecień- wciąż przeplata trochę zimy trochę lata”. Ale nie zniechęciło to tysiecy warszawiaków do tradycyjnego odwiedzania Grobu Pańskiego . My naturalnie także poszliśmy. Nie mogłabym zrezygnować z tego nieodłacznego od Wielkiego Postu polskiego rytuału. W tym uczestnictwie było coś magicznego, coś jakby  powrot do czasów dzieciństwa i młodości. Do czasów, kiedy mieszkałam w Polsce.
 Lubię kościoły na Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście.  Wstępowaliśmy więc do nich, w większości wspaniale odrestaurowanych,   by wraz z innymi, poddac się nastrojowi tego niezwykłego dnia. Wnętrza kosciołow byly na ogół ciemne i tylko od Grobu Chrystysa dochodziło migocące światło. Dzisiaj trudno uwierzyć, że wiele z warszawskich kościołow  było kiedyś obróconych w gruz i pył.
 
 
 
 
Kościół Swietego Krzyża z tamtych czasów wojny pamiętam ze zdjęć . Utkwił mi w oczach taki obraz:Wielka figura Zbawiciela  przed kościołem zburzonym  przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego, leży powalona. Ręka Chrystusa  jest wzniesiona ku górze. Jakby wołał o pomstę do nieba. Ale jednak Kościól , podobnie jak cała Warszawa, powstał z ruin. Jego odbudowę rozpoczęto już w 1945 a zakończono w 1953. Tak więc od przeszło półwiecza Chrystus u stop kościoła znów wita wiernych . Tłumnie odwiedzaja ten kosciół turyści. W roku szopenowskim tzn.  w 2010 kościół  będzie miejscem pielgrzymek tych, którzy zechcą oddać hołd wielkiemu Artyście. W jednym z filarów kościoła wmurowano urnę z sercem Szopena . Epitafium jest z kararyjskiego marmuru a tablica  wykonana została  przez Leonarda Marconiego w 1880 roku.  W innym miejscu  w światyni jest urna z  sercem  Wladyslawa Reymonta , oraz  epitafia poświęcone Boleslawowi  Prusowi ( Aleksander Glowacki), Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu , Wladysławowi  Sikorskiemu.

Jan Paweł II podniósł kościół Sw. Krzyża do rangi bazyliki . Podczas pielgrzymki do Polski  w czerwcu 1978 roku powiedział między innymi:  (...) nie sposób zrozumieć dziejów narodu polskiego — tej wielkiej tysiącletniej wspólnoty, która tak głęboko stanowi o mnie, o każdym z nas — bez Chrystusa.” (...). Nie sposób zrozumieć tego miasta, Warszawy, stolicy Polski, która w roku 1944 zdecydowała się na nierówną walkę z najeźdźcą, na walkę, w której została opuszczona przez sprzymierzone potęgi, na walkę, w której legła pod własnymi gruzami, jeśli się nie pamięta, że pod tymi samymi gruzami legł również Chrystus-Zbawiciel ze swoim krzyżem...” Kiedy piszę o Kościele Sw. Krzyża muszę wspomnieć też o niektorych innych wydarzeniach historycznych nierozerwalnie zwiazanych z tym miejscem.

Tutaj Jan III Sobieski zawierzył Bogu siebie, swoje wojsko i Ojczyznę przed wyprawa wiedeńską. W tym kościele ochrzczony został Kazimierz Pułaski, który  został później bohaterem dwu kontynentow.Tu obchodzono pierwszą rocznicę konstytucji 3 Maja.

***

Innym moim ulubionym kościołem przy Krakowskim Przedmiesciu jest kościół sióstr Wizytek. Do Polski sprowadziła je  z Francji w połowie XVII wieku Ludwika Maria Ganzaga , żona Jana Kazimierza. Kamień węgielny pod murowany kościół pod wezwaniem Sw. Józefa położono w 1664 roku. Niestety, niedokończony jeszcze kosciół spłonął. Pod koniec lat dwudziestych osiemnastego stulecia Elżbieta Helena Sieniawska przeznaczyła pieniądze na odbudowę kościoła. Po jej śmierci kontynuowano budowę. Nieustanne problem techniczne i finansowe spowodowały iż pierwszą Mszę swiętą I konsekrację odprawiono dopiero w 1761 roku.Kościół Wizytek jest kościołem niezwyklym , bowiem cudem niemal przetrwał II wojnę światową. W kościele znajdują się też organy, na których wg.niektórych źródeł grywał młody Fryderyk Chopin. Na pamiątkę młodziez  szkół muzycznych Warszawy ufundowała tablicę.

Kościół Wizytek był zapewne też ulubionym kościołem Bolesława Prusa. Tam przecież umieścił  część akcji swojej  powieści “Lalka”. Pamiętacie Państwo? Stanisław Wokulski , bohater powieściowy, mieszkajacy w jednej z kamienic na Krakowskim Przedmieściu w Wielkim Tygodniu wybiera się do kościoła, podobnie jak większość wiernych . Ale Wokulski idzie nie tylko by spełnić powinność dobrego chrześcijanina . Idzie, bo Izabella Lęcka i inne panie z arystokratycznego towarzystwa dorocznym zwyczajem , w czas Wielkiego Postu kwestują na biednych. Wokulski przynosi daninę. Jest ona spora “Bo czymze innym zwrócę na siebie Jej (Izabelli) uwagę” zastanawia się .  Kościół Wizytek ma szczególne znaczenie takze dla wielbicieli poezji ksiedza Jana Twardowskiego.Był zwiazany z tym miejscem od 1960 roku, aż do swej śmierci. Były rektor Kościoła został upamiętniony tablicą- skromnym pomnikiem w postaci klęcznika ,  na którym wyryty został fragment jednego z Jego ostatnich wierszy.
Wielkopiątkowa pielgrzymka po kościołach zawiodła nas też na warszawską Starówke. To piękne miejsce. Pełne ruchu, muzyki, młodości, życia. Ale nie sposób zapomnieć, że tu była Golgota Polski, warszawskich powstanców 1944 roku.
Wstepujemy do  św.Jana Chrzciciela przy Swiętojańskiej. Tu głosił kazania Piotr Skarga , tu mialy miejsca śluby i koronacje królów polskich, tu zaprzysiezona zostala Konstytucja 3 maja.
Na miejscu wybudowanej  w XIII wieku drewnianej kaplicy zamkowej powstala piękna budowla koscielna. Przetrwala do 1944 . Podczas powstania zostala kompletnie zrujnowana. Obrócona w perzynę światynia “ powstała z martwych “odbudowana na wzór pierwotnego kościoła z XIV wieku. W 1960 podniesiono kościół do rangi bazyliki. W czasie Wielkiego Tygodnia tlumy wiernych odwiedziło tu mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego.
W krypcie bazyliki  spoczęli także  między innymi Ignacy Jan Paderewski, prezydent Gabriel Narutowicz,Ignacy Mościcki.W Bazylice był pięciokrotnie Jan Paweł II a w 2006 Benedyky XVI. Benedykt XVI był tu dwukrotnie. Po raz pierwszy na uroczystościach pogrzebowych kardynała Wyszyńskiego w 1981 roku. Był jeszcze w randze kardynała. Nie wiem czy stojący w kolejkach do święcenia pokarmów wierni , zastanawiali się nad historią tego szczególnego miejsca. Być może historię znali doskonale, może sami ją tworzyli , albo nie mieli o niej pojęcia. Tego dnia jedno ich łaczyło. Tradycja święcenia pokarmów, tradycja adoracji Krzyża, tak jak potrzeba udzialu w wielkopiątkowej procesji upamiętniającej Drogę Krzyżowa.
***
Przysłowie, które głosi, że „kiedy (wielki) piątek ponury Wielkanoc będzie bez chmury” spełniło się co do joty. Kiedy odjeżdżalismy z Warszawy dzień zapowiadal się piękny , ciepły i słoneczny. Dzwony warszawskich kościołow ogłaszały radosna wieść „Chrystus Zmartchwywstał.”
 

 
 

 

 

 
 

poniedziałek, marca 09, 2015

Jubileusz przywoluje wspomnienia...

Byla sroda, 9 marca . Dzien byl pogodny, slonce przygladalo sie w kaluzach pozostalych po roztopionym sniegu. Wybieralam sie na seminarium magisterskie. Ale zamiast na Uniwersytet pojechalismy do szpitala.
Po polnocy urodzil sie nasz syn. Dariusz Michal. Kazdego roku przypominam sobie tamten dzien i noc. Pamietam tamta radosc i ten obezwladniajacy niepokoj. I pielegniarke, ktora mowila uspakajajaco: "Niech Pani sie nie martwi. Wszystko bedzie  dobrze!". Lekarz tez mnie uspakajal i zapewnial. "Bardzo czesto dzieci urodzone przedwczesnie sa utalentowane".Wszystko sie sprawdzilo! Ani lekarz ani pielegniarka z tamtego wroclawskiego szpitala nie wiedza, ze po tylu latach ich z wdziecznoscia wspominam!
Kiedy wreszcie wrocilismy do domu (Darek pierwsze tygodnie zycia spedzil w inkubatorze )Karol polozyl syna na tapczanie i cichutko zagwizdal. Dziecko poruszylo sie i spojrzalo na niego. "Popatrz, poznaje mnie". To bylo tak dawno, a pamietam to tak jakby to bylo wczoraj.
















Swiat widziany z wysoka wydawal sie jeszcze ciekawszy...
















Ksiazka towarzyszyla mu od "zarania dziejow". 


niedziela, marca 08, 2015

Krems nad Dunajem.

Krems an der Donau  po raz pierwszy wzmiankowany byl w 995 roku w dokumentach Otto III
 Jednakze ocenia sie, ze osadnictwo bylo znacznie wczesniejsze. Niektore zrodla podaja, iz znaleziono grob sprzed dwudziestu siedmiu tysiecy lat. Wierzyc w to czy nie wierzyc, ale wiedziec warto:-)







 Warto tez  wiedziec, ze w Krems urodzila  Maria Anna Lager ,  matka Franciszka Liszta, Jej ojciec byl pracownikiem poczty.


 
 




Krems od 2000 roku jest na liscie  UNESCO World Heritage.
Wczesniej, w  1975 zostal wyrozniony tytulem  "Model City for Historical Preservation"

środa, lutego 18, 2015

Zyciowych "awantur" czyli przygod ciag dalszy

 
Jest niedziela, 15 dzien lutego, godzina 10:00 rano. Ostatnie chwile przed wyjazdem z  domu . Spieszymy sie, kierowca ma przyjechac za pol godziny. Sprzatam po sniadaniu, w duchu modlac sie by niczego nie zapomniec. Walizki spakowane. Kanapki na droge zapakowane , bo od wielu lat linie lotnicze podnoszac ceny biletow zrezygnowaly z "dokarmiania" pasazerow . Torba z moim  plaszczem z podpinka (bo w Europie bedzie niezbedny ), komputerem, ksiazeczka adresowa i "dziennikiem podrozy" gotowe . Kierowca przyjezdza nieco przed czasem, zabiera walizki .Wsiadam do taksowki, . Karol jak zawsze  przed kazda nasza podroza robi obchod domu, zamyka wode i dom. Odjezdzamy na lotnisko w Fort Myers . Na lotnisku powinnismy byc dwie godziny przed odlotem. Godzinna jazda taksowka i jestesmy na miejscu. Uprzejmy , elegancki szofer pomaga mi wysiasc z samochodu, Karolowi podaje marynarke po czem  wyjmuje z bagaznika nasze walizki. Jedna , druga, podreczny bagaz. Zamyka bagaznik. "Jest tam jeszcze torba" mowie . Ale okazuje sie, ze jej nie ma. W bagazniku nie ma, w samochodzie nie ma. Moj plaszcz, komputer, cieple rekawiczki...zostaly w domu. Co teraz zrobimy? Oczywiscie nie ma mowy o powrocie na Marco. Nie ma na to czasu.
 

 Przechodzimy kontrole . Nie kaza zdejmowac butow ani nie ogladaja torebek z perfumami, pasta do zebow, kremami do twarzy...widac juz nie stanowia one "zagrozenia"... Jednakze wielce kosztowne urzadzenia rentegenowskie stoja i z "loterii" czyli przypadkowe osoby sa przeswietlane. No  i stoje z rekami nad glowa i daje sie przeswietlac. Ale to nie koniec...pani ze sluzb ochrony sprawdza teraz wlasnorecznie czy nie przenosze na sobie czegos co moze zagrazac bezpieczenstwu publicznemu i rownoczesnie wyznaje, ze tego bardzo nie lubi,ze to najgorsza czynnosc sluzbowa, ale "sluzba nie druzba". No coz, taki los...
Po kontroli  paszportowej oglaszaja, ze odlecimy z opoznieniem.  Pogoda w Chicago utrudnia loty.
Tak wiec maleje  szansa  na to , ze w Chicago  zdazymy na samolot lecacy do Monachium . 
I tym razem sie udalo.Dzieki przezornosci Karola i sprawnosci obslugi lotniska ! Do odleglej bramki z ktorej odlatuje nasz samochod  dowaza nas wozkiem elektrycznym.  Do Monachium dolecielismy a przez czas lotu nad Atlantykiem  zastanawialam sie czy razem z name leca nasze bagaze.Bowiem czas na pomiedzy przylotem jednego samolotu do odlotu drugiego bardzo krotki.  Z Monachium , juz planowo,  niemieckimi liniami "Lufthansa" dotarlismy do Wiednia.

 Przy odbiorze bagazy okazalo sie, ze szczesliwie razem z nami dotarly nasze walizki. Na lotnisku czekal na nas taksowkarz wyslany przez Uniwersytet w Krems. Zawiozl nas na pod wskazany przez Uniwersytet adres. Od tego momentu obszerne mieszkanie w kamienicy pod numerem  trzynastym bedzie naszym domem przez blisko piec miesiecy. Mam nadzieje, ze przetrwam calkiem niezle  luty bez plaszcza z podpinka, ale znacznie gorzej bedzie mi przetrwac bez mojego nowiutkiego komputerka koloru malinowego, ktory zastal kupiony specjalnie dlatego bym nie musiala "dzwigac" swojego starego" laptopa".
PS. Udokumentowalismy  tez "odmrazanie samolotu przed lotem przez Atlantyk .



 

wtorek, lutego 17, 2015

Pierwsze dni w Krems nad Dunajem.

 
 
Tuz po przyjezdzie ,po przeszlo dwudziestu czterech godzinach podrozy intensywnie zaczynamy poznawac Krems. Dr Maxymilian S., dziekan wydzialu zabiera nas na uniwersytet. Idziemy piechota! Droga wydaje sie daleka, bo "pod gorke", ale ciekawa. Waskie uliczki, koscioly ze smuklymi wiezami, gdzieniegdzie resztki sredniowiecznych murow. Miasto otoczone wzgorzami . Z daleka widac winnice. Idziemy piechota wspinajac sie coraz wyzej. Wreszcie docieramy do celu. Uniwersytet miesci sie w dawnym klasztorze Pijarow.
 
 
 
 




Wstapilam do kosciola. Piekny, wspanialy przyklad sztuki baroku urzeka.

 






W czasie, kiedy ja podziwialam kunszt artystow austriackich  i pracowitosc, poboznosc  Pijarow  Karol zapoznawal sie z tutejszym systemem komputerowym.








 
Poznalam  przyszlych wspolpracownikow Karola . Dr.S.przedstawil mnie profesor Dennis M., wyjasniajac iz jest ona austro-amerykanka. Z niewiadomych powodow zrozumialam, ze jest Australijka . Podzielilam sie wiec  z nia swoimi impresjami amerykanskimi , zaczelam opowiadac o zyciu w Stanach  i nagle uswiadomilam sobie, ze Ona jest Amerykanka! 
Hm...zdarza sie taka gafa! Amerykance opowiadac o zyciu w Ameryce????!
Wracajac  z uniwersytetu idziemy glowna ulica Krems.  
 



 

 

  
 Jest to ostatni dzien karnawaly. Wtorek. Na ulicach tlum swietujacych "ostatki".





piątek, lutego 13, 2015

Czytelnictwo w Polsce

"Tylko 41,7% Polakow

przeczytalo w ubieglym roku co najmniej jedna ksiazke. Niby lepiej niz w 2013, kiedy bylo to 39%, ale i tak slabo."przeczytalam w "Donosach "  (polecam!)

Tak wiec jak wskazuja statystyki az blisko polowa Polakow nie czyta. Trudno mi w to uwierzyc, ale widocznie tak jest. Postanowilam wiec  czasami zamieszczac w swoim blogu recenzje z cyklu
"Ksiazki z mojej biblioteki domowej".

------------



Badź sam ze soba uczciwy…


 “(…) bądź sam ze sobą uczciwy,
nie lekaj się  czerwonego połysku miecza,
od jadowitych uczuć niech cię broni
zdrowy rozsądek i miłość ,
która jest odtrutką na otchłanie nienawiści”

Powyższy cytat pochodzi z jednego ze  zbioru poezji Tadeusza Chabrowskiego  “Zielnik Sokratesa”. Posłużyłam się tym fragmentem wiersza   jako mottem, gdyż  ważne są te słowa .
Nietrudno zauważyć jak często niektórzy  posługują się “częściowa prawdą” po to by innych poniżyć, podeptać. Z  półprawd powstają całe kłamstwa, mające na celu budzić  pogardę do drugiego czlowieka. Oburzamy się  nawet na takie deprecjonowanie innych , naturalnie. Jednakże, jakże rzadko dajemy temu wyraz. Tak więc wezwanie poety wydaje mi  się  ważnym przeslaniem moralnym, filozoficznym , etycznym .
Miłośnicy i  znawcy   poezji Chabrowskiego , głęboko humanitarnej,  poruszajacej I skłaniającej do refleksji , mogą teraz sięgnąć po nowy zbiór wierszy zawarty w niedużym tomiku ,“Magister Witalis”.
Ci, z państwa, którzy  uczyli się łaciny zapewne skojarzą tytuł z przyslowiem “Historia vitae magistra est” co znaczy” historia jest nauczycielka życia”. O czym chce nam powiedzieć, co chce nam przekazac “Magister Witalis” alter ego Autora?
Chabrowski  pisze   o swych doznaniach, doświadczeniach, zwątpieniach , niepokojach i nadziejach. Czy tylko swoich? Czytając  te wiersze można w nich odnaleźć też własne rozterki, wlasne spostrzezenia I stawiane sobie pytania, na które nie zawsze umiemy znaleźć odpowiedż.
Czym jest prawda  pyta poeta ( Prawda).

“Prawda , jest jak sopel lodu-chłodna,
Przymarznięta grzbietem do chmury,która unosi się nad ziemią:
Czasami zawadza o górę, łamie się i  kruszy,
mozna ją w małych kawałkach pozbierać z trawy”(…).
Poeta , który  studiował filozofię , podpowiada nam co mędrcy I filozofowie mówili o prawdzie:
“Sokrates, mówił, że nic nie jest w stanie się jej oprzeć
Platon,że jest najpiękniejszą ideą,
Kosciół ,że jest religijna i cnotliwa,
Hegel,że istnieje tylko w naszym myśleniu” (…).
A współcześni? Co zdaniem Poety mówią o prawdzie?
(…) “ jest zwykłą zagadką naszego mniemania”.
Chabrowski  pisze też o swojej poezji, o swoich rymach “dawno wywiezionych z Kraju”, które tam
“Dawniej pieniły się jak leśmianowska łąka,
Łatwo je było rozkołysać, (…)
Czy teraz  tak nie jest?  Może nie ma już młodzieńczych “rozkołysanych rymów” , ale wiersze są dojrzalsze, bo i  poeta jest  bogatszy o liczne życiowe doświadczenia 
Wiersz “Moje rymy” przypomina okres młodości, pobytu w Kraju, w Częstochowie gdzie
“Aleją topoli przejeżdżała zaczarowana dorożka
Mistrza Gałczyńskiego, kapela pszczół ubrana
w skrzydła wypraszała melancholię z pół,
mozna się było cieszyć do świtu.”

Każdy z nas z upływem czasu chętnie wraca do wspomnien z przeszłości. Pokolenie Poety jest ciężko naznaczone przez los I historię . Dzieciństwo  Chabrowskiego i wczesna młodość upływały pod znakiem wojny I okupacji. Po wojnie uczęszczał do męskiego Liceum Henryka Sienkiewicza w Częstochowie. Swoją szkolną edukację zakończyl  wtedy tzw. mala maturą. Po niej wstąpił do nowicjatu zakonu Paulinów. W jakiej mierze było to powołanie, w jakiej wynik atmosfery go otaczajacej, nie potrafię  ocenić .
  W swojej  opowiesci-“Skrawki  Bbiałego habitu”  mającej znamiona autobiografii   wydanej w 2010 roku, kreśli przejmujący obraz zycia w nowicjacie. Dla Czytelnika jest to niewątpliwie obraz fascynujący, bo przeciez  ten temat  literature polska podejmuje niezmiernie rzadko .
Jego doświadczenia I wiedza zdobyte  w okresie klasztornym, zaznaczyly się  w sposób oczywisty  w jego poezji.
Poezja Chabrowskiego- filozofa ,  jest boleśnie prawdziwa, dotyka najbardziej istotnej części naszego istnienia. 
Być może wielu z nas zadaje sobie dramatyczne pytania  takie jak “Pytania Witalisa”
“Witalis poważnie zastanawia się, co będzie z jego duszą
Gdy słabowite ciało stanie się jeszcze bardziej bezwładne ,
Ochoczośc umyslu spowolnieje ,napływajace słowa stana się niezdarne(…)
Jeśli się zapomni tabliczki mnożenia I dziesięciu przykazań Mojzesza(…)
A śmierć oznajmiając koniec czasu ,  zacznie piać przy łóżku …
Co się wtedy stanie?
W wierszu z “Z tytułu wieczności” pojawia się podobne pytanie .
“Pytanie jest drastyczne-pomyślał Witalis,Czy będę, gdy wieczność przeminie”?
Nie tylko filozofia I sens istnienia są przedmiotem tej ambitnej , pięknej, choć niełatwej poezji Chabrowskiego.
Poeta wrażliwy jest tez na to co przynosi rzeczywistość. Nie stroni od jej opisywania. Reaguje na to co “tu I teraz”. W marcu 2003 roku Poeta  pisze “Wchodzimy do Unii”
“Wchodzimy do Unii ze wszystkimi rzeczownikami: z bębnem, biedą, z blizną, z duszą na ramieniu…
Z kąkolem, kiełbasą I zakopiańskim kozuchem,
Niech wiedzą, że mamy mleko i motyle.”
Nasze czasowniki potrafią kipieć , kąsać I kląć (…)
Potrafią obudzic z odrętwienia swiat.

W kwietniu 2010 roku  pisze  “ Smoleńsk”.
 Dlaczego musieli odejść wczesnym porankiem,
Kiedy mgły jeszcze wałęsały sie po polach,
a dusze pomordowanych w Katyniu zmęczone długim snem
czekały na gości z ojczyzny…”

Choć przygnębiony narodową tragedią, wie, że życie będzie się toczyć dalej.
Kończy bolesne rozważania słowami
”ułozymy sobie życie,
Smutkom damy odpocząć, by naszym dzieciom było lepiej.”

Dużo miejsca w swych rozwazaniach poetyckich  poświęca   Bogu.

Czy Bóg jest abstrakcją?
Piszę wiersze o Bogu, który jest abstrakcją ,
Jest Miłoscią-nadzieją i życiem:
Wiem,  ze ten tekst skończy się klęską
W czczych słowach nie znajdę metafory (…)
***
“Twórczość  Tadeusza Chabrowskiego charakteryzuje “konfesyjność” i głeboka refleksyjność. Znamienny jest też powtarzajacy się w Jego wierszach motyw rozmowy z Bogiem .
Magister Witalis podejmuje między innymi  dylemat współczesnego człowieka rozdartego między katolickim rygorem a życiem cywilnym.
Znajdujemy w tej poezji afirmację świata i nieskrępowaną radość życia połączono ze świadomością nieubłaganego przemijania i bezsilności człowieka wobec włanych słabości, niedoskonałości jak i   ulotności życia.”
czytamy na obwolucie książki.Bardzo trafne spostrzezenie!
W 2010 Tadeuszowi Chabrowskiemu przyznano nagrodę “za najlepszą książkę roku dla pisarza mieszkającego na stałe poza granicami kraju”. Nagrodę przyznał działajacy w Londynie Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie . Jury Nagrody Literackiej  tworzą zarówno osoby z Wielkiej Brytanii, jak i z Polski. Jest to ważna nagroda literacka . Jej laureatami byli między innymi Kazimierz Wierzynski, Marian Hemar, Gustaw Herling-Grudziński, Sławomir Mrożek, Jan Lechoń , Czesław Miłosz.
Jednakże  nagrody Poecie nie wręczono. O ile wiem, odwołano tę uroczystość krótko przed wcześniej już wyznaczonym terminem. Ale to już inna historia, inny  temat. Być może warto by go kiedyś podjąć. Byłaby w nim mowa o zawiści, o bezinteresownej chęci pognębienia innego, o judzeniu, a wreszcie o “pozgonnym” zwycięstwie komunistycznych służb specjalnych.
A my, Czytelnicy bedziemy czekać na kolejne tomiki poezji, pięknej i mądrej pamietając slowa Poety
”ułozymy sobie życie,
Smutkom damy odpocząć, by naszym dzieciom było lepiej.”



 Tadeusz Chabrowski, Magister Witalis , LSW, Warszawa2011

 
(Recenzja byla publikowana m.inn. w miesieczniku Panorama Polska)