sobota, marca 15, 2014

Piekne hobby

Po raz 34 na Marco Island czynna jest wystawa wyrobow artystycznych z muszli.
 






 



 

Ten tort nie jest do jedzenia?

poniedziałek, marca 10, 2014

Wazna Data.

10 marca przyszedl na swiat nasz syn. Byl "maly jak muszelka"( porownanie zapozyczone z wiersza Galczynskiego).







Wspomnienia, wspomnienia.
 
 Kazdego 10 marca wracamy mysla do tamtego odleglego w czasie ( i przestrzeni) wydarzenia.

piątek, lutego 21, 2014

Marco Island ; Nasza wyspa








 



Po raz pierwszy na wyspę przylecielismy z końcem grudnia  1992 . Od tamtego czasu wracamy tu każdego roku. Od 2005 dzielimy nasz czas pomiędzy Hancock w Michigan, gdzie spędzamy lato i część  jesieni, a na Marco,  chronimy się przed mrozem i śniegiem Północy. Ponieważ zima trwa w Michigan  niemal pół roku, Marco stało się naszym drugim domem.
 Przez kilka miesięcy w roku jest tu cicho i spokojnie. Ale juz od polowy grudnia zaczyna sie zageszczac a w lutym liczba mieszkancow tej niewielkiej florydzkiej wyspy niemal sie sie potraja .
Ale nie znaczy to, ze nie ma tu miejsc absolutnie sielskich i spokojnych, nawet w okresie sezonu.
W naszym  sasiedztwie nieodmiennie zachwyca mnie spokoj i cisza .
 I oczywiscie uroda tego miejsca.
Dzisiaj rano wybralam sie na spacer a ze sobą, jak zwykle, zabrałam aparat fotograficzny.





 
  Owoce na grejfrutowym drzewku nie sa przedmiotem pozadania sasiadow.




 Widok pasacych sie ibisow jest tak powszechny, ze prawie nikt nie zwraca na nie uwagi. One tez nie baja sie ani samochodow ani przechodniow. Zawsze sa w grupie.
 





To zdjecie zrobil Karol podczas rowerowej przejazdzki. Ta grupka jest znacznie wieksza niz ta, ktora ja dzis widzialam.
 
Wrocilam. Zajrzalam do skrzynki z nadzieja na jakis mily list. Niestety, byl tylko rachunek za wode. . Bajonski. Ale kwiaty nam kwitna-i ciesza oko!  Wiec jak zawsze "cos za cos"
 


 

sobota, stycznia 18, 2014

Jak Feniks z popiołow

(Wspomnienia z podrozy do Cilipi w Chorwacji.)
 


Była piękna czerwcowa niedziela.Tuż po śniadaniu , wycieczkowym autokarem wyjechaliśmy w stronę Cilipi .

Nasz autobus zabierał po drodze pasażerow z innych hoteli, więc mieliśmy okazję do zobaczenia  Dubrownika w całej jego urodzie. Ruch był niewielki , miasto wydawało się jeszcze senne.

Dubrownik , malowniczo położony  pomiędzy górami a  Adriatykiem, tonął w powodzi subtropikalnej zieleni cyprysów, palm i pinii , białych , różowych  oleandrów, niebieskich hortensji. 

Mijaliśmy port ,  gdzie stały zacumowe łodzie żaglowe, a także większe i mniejsze rybackie łodzie kołysane falami. Białe  jachty pięknie kontrastowały z błekitem nieba i szmaragdem wody.

Po jakimś czasie  autobus zbliżył się do wielkich kamiennych miejskich murow  obronnych. A potem zaczął wspinać się w górę.

Z jednej strony , teraz już daleko  w dole, widać było mieniącą się w słońcu szafirową taflę wod Adriatyku, z drugiej strony zbocza gory Srdj wznoszącej się do wysokości

Ponad czterystu metrów  nad poziomem morza.

Było tu zielono i żółto , a gdzieniegdzie  połyskiwały bielą odkryte skały wapienne. Czasem pojawiały się domy. Niektóre z nich stały opuszczone . Ich ściany nosiły ślady kul a wybite, wypalone okna kojarzyły się z  pustymi oczodołami.

W dole  do rozrzuconych szczodrze wysp dobijały łodki i łodeczki, gdzieś na horyzoncie pojawił się ogromny statek pasażerski, wiozący licznie  odwiedzających Chorwację  turystów.

Nasza podróż do celu trwała krótko.

Cilipi , oddalone od Dubrownika o siedemnaście kilometrów, to mała wioska znana jest z  pięknych haftów i tańców folklorystycznych. Tradycja jest tam żywa . Każdej niedzieli , po mszy na placyku  przed kościołem Swiętego Mikołaja odbywają pokazy. Wydaje się, że tańczą tu wszyscy mieszkańcy wioski, z wyjątkiem hafciarek i ich pomocnic, które sprzedają  swe rędzieła. Tańczą starzy i młodzi, inni  do tańca im przygrywaja. Jeżeli napiszę że “wieś żyje z tradycji” będzie  w tym chyba duża część prawdy.

* * *

Przypadek zdarzył,    tego dnia kiedy byliśmy w Cilipi ,  odbywało się w kościele bierzmowanie. Ważne to wydarzenie w życiu katolików. Przyjechał biskup. W pełnym po brzegi kościele panował więc nastrój szczególny.

 Usiadłam w ławce w bocznej nawie,  tuż obok gipsowych  figur  przedstawiających Swiętą Rodzinę. Swięty Józef i mały Jezus  są pozbawieni głów. Leża one ustawione  u ich stóp.  Głowa Matki Boskiej została przyklejona. Ale w miejscu gdzie były  oczy   wielkie wystrzelone dziury. Obok wisi tablica przypominająca iż kościół stał się obiektem barbarzynskiego ataku . Stało się to 13 stycznia 1992 roku.

Ten atak na SYMBOL  wiary  i narodowej przynależności , nie miał naturalnie  znaczenia militarnego. Tak samo,  jak wcześniejsze spalenie tej małej  wsi. To była tylko kolejna próba pokazania siły, zastraszenia i upokorzenia Narodu.

* * *  

Przed ołtarz podchodzą młodzi ludzie; dziewczęta i chłopcy w narodowych strojach. Mają po kilkanaście lat. Urodziwi młodzi ludzie. Czy coś wiedzą  o niedalekiej przecież przeszłości, czy może coś zapamiętali z tamtego okrutnego czasu? Jeżeli tak, to co ?

Po latach wojny i systematycznej  dewastacji,  Chorwacja wróciła do życia. Pozostało jednak rozgoryczenie wobec świata, który był  długo był odwrócony bądź przyglądał się  obojętnie “teatrowi wojny”. Pozostały też opuszczone domy. Niektóre z nich należały do wypędzonych  Serbów.

Kiedy skończyło się nabożeństwo mieszkańcy Cilipi  grali i tańczyli dla publiczności przybyłej tu z całego świata. Oglądaliśmy  narodowe tańce i oklaskiwaliśmy artystów.

                                              Teraz , kiedy wróciliśmy z wycieczki do własnych domów, włączywszy telewizory znów  przyglądamy się “teatrom wojny”. W Iraku, Libanie, w krajach Afryki.

Dla własnego zaś samouspokojenia mówimy sobie; no cóż “Tak już swiat urzadzony”.

I dalej będziemy słuchać “słusznych” komentarzy propagandystów, wierzyć w fałszywe obrazy świata.  Może tak trzeba? Czarne uznać za białe i vice versa ? Dla świętego spokoju?

I w jednym jest tylko nadzieja, że wyrosną nowe pokolenia ( oby nie mścicieli!) a  miasta czy wsie obracane dziś w proch i pył ,  jak Feniks,  na nowo powstaną z popiołow”. Podobnie  jak mała, dalmatyńska wioska,  Cilipi.
 





poniedziałek, października 28, 2013

Okolice Valmondois

L'Isle Adam
polozone w  malowniczej dolinie rzeki Oise jest jednym z podparyskich "kurortow" . W kazda niedziele mieszkancy wybieraja sie na cotygodniowy targ. Tak wiec i my nie ominelismy tej okazji by pojsc, poogladac buty, torebki, swetry recznie robione, haftowane obrusy etc.etc. Poszlismy  posluchac nawolywan sprzedawcow, obejrzec niezwykle,egzotyczne owoce morza i obfitosc ryb, owocow.  Sprzedawcy na rynku w Isle Adam oferuja wszystko co moze byc potrzebne i  zbedne.
 Mozna  kupic tu  ,badz tylko przymierzyc, twarzowy kapelusz
 Zamowic homary na uroczystosc rodzinna
 zachwycic sie swiezoscia i dorodnoscia warzyw i owocow,
 a w przerwie posluchac muzyki, zajrzec do pawilonow, w ktorych artysci prezentuja swoje prace
 zajrzec do pracowni artystycznego szkla
 
A nawet mozna sprobowac samemu nielatwej profesji szklarza-artysty.
 
 Zas w drodze powrotnej z targu nalezy wstapic do kawiarni by spotkac znajomych i podyskutowac...o wszystkim ...


Auvers -sur-Oise

Podparyskie miejscowosci sa pelne uroku i maja bogata przeszlosc historyczna.
Niewielkie miasteczko Auvers-sur-Oise, gdzie bywali  miedzy innym malarze Paul Cezanne, Charles Fracois Daubigny , Camille Pissarro, Camil Corot. jest jednym z moich ulubionych .
Vincent van Gogh spedzil tu ostatnie dwa miesiace swego zycia. Pochowano go na cmentarzu w Auvers . Jego grob odwiedzaja turysci z calego swiata. Na cmentarz zawiozla mnie  Sylwia, bym mogla odbyc swoja rytualna pielgrzymke do grobu van Gogha. Byl wczesny, deszczowy poranek. Poza dwoma  Japonkami  i nami nie bylo jeszcze nikogo.


W kosciele w Auvers na jednym z oltarzy jest  portret Jana Pawla II.

Saint Germain en Laye

Ten palac byl rezydencja krolewska  zanim zbudowano Wersal
Tu urodzil sie Ludwik XIV




Chateau D'Ecouen




W pieczolowicie odrestaurowanym palacu miesci sie  Muzeum Renesansu  

Caroline na podworcu zamku.

Francuscy uczniowie pod okiem nauczycieli odpoczywaja po zwiedzaniu bogatego muzeum.
 
Wszystkie interesujace wycieczki do uroczych podparyskich
miasteczek  moglismy odbyc dzieki  Dariuszowi i Sylwii .