piątek, lutego 05, 2016
wtorek, stycznia 19, 2016
Ze starych albumow...
Jedno z nielicznych zdjec z moja Mama...
Nasz syn sprawdza temperature wody w Baltyku...
Karpacz? Szklarska Poreba? Darek i Karol
Z Karolina w L'Isle-Adam, Francja
Karolina w Gornym Michigan , USA
Ja udaje chinska cesarzowa w Singapurze....
We Wroclawiu ....
Na statku w Zatoce Meksykanskiej z Karolina
Karolina i Zosia z wizyta na Marco...
piątek, stycznia 08, 2016
środa, grudnia 30, 2015
Wspomnienia: Sylwester w Arles .
:


Ostatni dzień roku 2001 spędzamy w
Arles. Na Sylwestra bawimy się w “Atrium”. Jakoś nie zwabił nas “Juliusz
Cezar” bo i za drogi i zbyt oficjalny.
“Atrium” wypełnia rozbawiony tłum.
Srednia wieku raczej wysoka.
Dekoracja swiąteczna. A na ścianach
fotografie białych koni i …głowa byka. Jesteśmy przecież na Poludniu a tu corrida
jest rόwnie popularna jak w Hiszpanii. Wspaniałe rasowe
czarne byki są tak samo przedmiotem zachwytόw i piękne, białe
konie z Camargue .
“A co robi ta bycza głowa na
ścianie”, pytam sąsiadki przy stole.
“ To tragiczna ofiara wypadku! We
Francji nie zabija się bykόw , tak
jak dzieje się to na corridach w Hiszpanii; ale
bywają przypadki . Jego śmierć nie była zamierzona…”
tłumaczy.
Na innej ścianie, niemal przy
wejsciu ogromny napis “Witamy członkόw
stowarzyszenia “bulistόw”.
“Bule” należą do najpopularniejszej
gry francuskiej “prowincji”, ( a “ prowincją” wg Paryżan jest wszystko co leży
poza obrębem Paryża, gdzie też zresztą grają z zapałem w bule) …
Gra w “bule” jest nieodłacznym
elementem życia towarzyskiego, sportem, elementem krajobrazu francuskiego.
Nawet w te mroźne dni , kiedy szaleje Mistral widzieliśmy starszych panόw ( a także
panie- !) “turlających”po placyku wysypanym żόłtym piaskiem metalowe kule…
Przy naszym stole siedzi kilkanaście
osόb , nie znamy się
nawzajem, większosć chyba jest spoza Arles; ale poza nami, nie ma cudzoziemcόw .
Przy stole pozostały tylko dwa wolne
miejsca. Ale rychło zostaną zajete przez starszych państwa. Ona jest szczupła i ruchliwa, nieustannie skoncentrowana na
partnerze. On siwiusieńki, nieduży,
lekko przygarbiony. I kiedy podnosi głowę spotykam jego wzrok. Ma bardzo wyraziste oczy . I już po chwili nabieram przekonania, ze
gdzieś widziałam taka twarz. Ale potem moja uwaga skupia się na czym
innym .
Idziemy tańczyć.
Orkiestra gra francuskie walczyki, szczupła wysoka piosenkarka śpiewa francuskie
przeboje znane nam z filmόw i
polskich sal dancingowych z lat 60-tych.
Podoba nam sie tam rudawa “szansonistka”, ma w sobie coś niezmiernie intrygującego.
W głosie, w wyglądzie. Szczegolnie w
wyglądzie. Mała głowa, podłużna twarz, długa szyja , spadziste ramiona;
Ma na sobie rόżową bluzkę…
I nagle olśnienie. Alez ta piosenkarka jest
calkowicie podobna do modelki
Modiglianiego, pozującacej do obrazu “Rόzowa Bluzka”. Ten portret widzieliśmy w muzeum w Avinionie , kilka dni
wcześniej. “Niesamowite podbieństwo, aż nieprawdopodobne”.
* * *
Około dziewiątej zaczyna się kolacja; wnoszą niezliczone ilości butelek
wina a potem wielorakie dania; nie sposόb ich ani
zliczyć ani nazwać. Gatunki wina, rzecz
jasna, zmieniano w zależności od
serwowanej potrawy .
Ilośc wypitego wina podnosi
temperaturę sali, zaczynają się zbiorowe śpiewy i rośnie taneczny zapał w
przerwach pomiędzy daniami. Nawet nasi “vis a vis” sąsiedzi tańczą wytrwale , a
ja coraz bardziej się upewniam, iz tego
siwego pana musiałam gdzieś już widzieć…te oczy, szczupłość twarzy, zarys
brody, ostry nos…
I już wiem, ale nie mam odwagi wyznać
tego…nawet przed sobą. “Jakieś maniactwo, czy co?” myślę.
Ale wiem na pewno, że ten człowiek
jest całkiem, ale to całkiem podobny do Vincenta van Gogh; widziałam przecież
wiele jego autoportretow a studium do autoportretu z 1887 malowanego w Paryżu przedstawia bardzo
podobną twarz. Tyle tylko, że mόj “vis a
vis” nie nosi zarostu…
Kiedy zbliża się pόłnoc obsługa na wόzku
przywozi wielką makietę prowansalskiego domku. Cały skrzy się światłami . A wraz z wybiciem 12-tej wybuchają
fajerwerki ulokowane na tejze makiecie. Wszyscy klaszczą i śpiewają . A po
chwili wszyscy wszystkich całują składając sobie noworoczne życzenia. Szampan
znόw ku mojemu
zaskoczeniu podano już dobrze po pόłnocy.
W Arles zabawa trwała do pόźna tzn wczesnego
ranka. My wyszliśmy po trzeciej nad ranem i byliśmy jedni z pierwszych .
Opuściłam salę nie dowiedziawszy się czy mόj sąsiad z balu
mial jakieś zwiazki krwi z Van Goghiem czy nie.Może jeszcze kiedyś jakiś badacz życia
Vincenta to odkryje, ktόż to wie…
“Zόłty Dom"
Vincenta van Gogha .( Arles).
niedziela, grudnia 27, 2015
Wigilia 2015
Księżyc ziemię swym blaskiem olśniewa.
Zimne jego swiatlo omiata dachy, palmy.krzewy.Zadziwieni tym pieknem stoimy bez slowa.
Morze szumi, palmy sie kołysza, wiatr ciepły powiewa.
mroźny wiatr północny,
ogień na kominku , płomyków miganie.
Wspominamy opłatek przyslany w liscie z Polski .
I moment -gdy kolędami chor Mazowsze napelnial mieszkanie
(ich kolędy przepłynęly z nami poprzez oceany)
I w ogrodzie na mojej tropikalnej wyspie
słuchając dzwonów Luteranskiego kościołanucę cichutko starą , polską kolędę.
„Bóg się rodzi moc truchleje.
Pan Niebiosów obnażony”poniedziałek, grudnia 21, 2015
Swięta, święta…
Czas pędzi i choć nie mamy na to wpływu, trochę trudno się z owym mijaniem pogodzić.
Ale
pozytywny w tym wszystkim jest fakt, że święta Bożego Narodzenia tuż, tuż za progiem.
Dla
wielu z nas jest to okazja do wspomnień.
Nie wiem, czy moja opowieść o Wigiliach , “moich”
Wigiliach zbiegnie się ze wspomnieniami
Państwa ... ale, kto wie?
* * * Mistyka wigilijnej wieczerzy, zapach choinki , tajemniczość zapadającej nocy, delikatny taniec płomyków zapalonych świec, aromat siana leżącego pod śnieżnobiałym obrusem tworzyły nieporównywalny z niczym klimat.
Ach,
jeszcze prezenty! Zjawiały się
niepostrzeżenie pod choinką tuż przed wigilijną kolacją . Na nic zdały się dziecięce
próby podpatrzenia Aniołka.
*
* *Z Wigilią w naszym domu związanych było szereg różnych obyczajów. Zakwitała wtedy gałązka wiśni urwana jeszcze w noc Swiętyego Andrzeja. To była wróżba przepowiadająca zamążpójście.
Makowiec
stanowczo winien się znaleźć na wigilinym stole, bo ilość ziaren maku ma być
zapowiedzią mnogości dobrodziejstw jaka spłynie na nas, a miód (choćby w pierniku, i kutii) zagwarantuje
dobre zdrowie i “słodkie “ dni. Bo bez
nich trudno przeżyć kolejny rok.
Tych
wróżb, przesądów i wierzeń było bez liku . Wspominam je tylko mimochodem ,
zakładając że Państwo przypomnicie swoje “domowe klechdy”.
*
* *
Na
czym polegała niezwykłość tych świąt? Może na tym, że zawsze, odkąd pamiętam,
obowiązywał ten sam doroczny rytuał ?
Dom
był przesiąknięty zapachem upieczonych ciast .
Uderzał
w nozdrza zapach gotującego się czerwonego barszczu, aromat suszonych grzybów,
uzbieranych własnoręcznie jesienią. Pachniało kiszoną kapustą bo “ Co to za Wigilia bez pierogów z kapustą”.
W
domu moich rodziców przygotowywało się dwanaście potraw. Przejełam ten obyczaj.
Oznacza to dla mnie więcej niż “obfita wigilijna kolacja”. To jest rytuał,
potrzeba zachowania obyczaju, przywiązanie do tradycji.
*
* *
Wigilia
ma szczególny character dla większości z nas. I jest to niezależne od naszego
wieku . Boże Narodzenie przynosi wspomnienie, zapach, “smak” nawet najbardziej
oddalonego w czasie dzieciństwa. Wydaje mi się, że wraca ono z każdą zawieszaną
na gałazce szklaną figurynka, dekoracją
ze słomki, łańcuszkiem, girlandą. Przypomina nam czasy kiedy długo przed
świętami siadaliśmy przy stole z naszymi rodzicami, a potem z naszymi dziećmi
by z wydmuszek i kolorowych papierów tworzyć małe cudeńka wieszane potem na
choince.
Kultywowanie
rodzinnych tradycji, tych dobrych i pięknych wydaje się waźne .
Tak
więc niech garść siana pod białym obrusem, opłatek przysłany z Polski,
dodatkowe miejsce przy naszym stole dla niespodziewanego wędrowca będą symbolem polskiej, narodowej wspólnoty.
Wiem,
aż nadto dobrze, że brak tej
wspólnoty na codzień.
Wiec może choć raz w roku , z okazji Bożego Narodzenia znajdziemy coś co rzeczywiście nas łączy? Podajmy sobie “znak pokoju”.
Wiec może choć raz w roku , z okazji Bożego Narodzenia znajdziemy coś co rzeczywiście nas łączy? Podajmy sobie “znak pokoju”.
wtorek, grudnia 08, 2015
Ksiadz Dyrektor Studium Nauk Humanistycznych Politechniki Wroclawskiej zaprasza;
Zanussi na Politechnikę Wrocławską przyjedzie na zaproszenie ks. prof. Jerzego Machnacza, dyrektora Studium Nauk Humanistycznych i Społecznych PWr. – Temat spotkania jest dość szeroki, chcemy porozmawiać o współczesnej Polsce i Europie. Krzysztof Zanussi to reżyser i filozof, który jeżdżąc po całym świecie, ma szerszą perspektywę myślenia o naszym kontynencie i kraju – podkreśla ks. prof. Machnacz. – Liczę na to, że z rozmowy z nim wyłoni się obraz współczesnej Polski na tle Europy. Zapewne porozmawiamy także o Wrocławiu w kontekście zbliżających się obchodów Europejskiej Stolicy Kultury.
( z biuletynu Politechniki Wroclawskiej)
( z biuletynu Politechniki Wroclawskiej)
sobota, grudnia 05, 2015
Błahe pytania ...
O czym śpiewa fontanna ?
O miłości,tęsknocie,
niespelnionych marzeniach?
O czym szumią liscie palm nad zatoką?
O zdradach i kłamstwach?
czy o wiernej, dozgonnej miłości?
O czym szumią fale o brzeg bijące ?
O szczęściu, które było tylko w wyobraźni?
a może o wymyślonej przez poetę miłosci?
O tobie? O mnie? O nich?
Któż to wie ? Kto zrozumienie mowę wody i wiatru?
I tak niech zostanie.
Bo nikt wiedzieć nie powinien o tym
O czym śpiewa fontanna, szumią liście palm
i fale o brzeg bijące..
Marco Island, 2012
piątek, grudnia 04, 2015
Różowo …
Coraz trudniej widziec swiat w rozowych kolorach, ale nie jest to niemozliwe, ani , co wazniejsze, jeszcze nie jest zabronione.
środa, grudnia 02, 2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)

