sobota, czerwca 26, 2010

Sobotni spacer

Dzisiaj wybralam sie na wczesny poranny spacer. Po raz pierwszy od przyjazdu do Hancock poszlam zwiedzic najblizsza okolice.

Sasiedzi posiali kwiatki , a niektorzy odnowili swoje domy.

Brzoza sie troche postarzala ale ciagle wyglada pieknie i chyba jest bardziej intersujaca niz kilkadziesiat lat temu .


Prawdziwa niespodzianke sprawil mi nieznany sasiad, ktory w swoim pracowicie zalozonym ogrodku umiescil rzebe Buddy siedzacego tuz przy kamiennej pagodzie. Rzadki to widok w tych stronach.

Poranna cisze przerywaly tylko spiewy ptakow.Po poludniu pojechalismy nad jezioro. Mimo, ze jest dopiero koniec czerwca bylo sporo wozow kampingowych .

Bylismy tez swiadkami ciekawego zjawiska atmosferycznego. Dzien byl sloneczny i cieply az do momentu, kiedy przed nami pojawila sie gesta mgla. Widocznosc byla b. ograniczona. Jezioro bylo zsloniete a drzewa wygladaly jak otulone przezroczysta oslona.

Po kilku minutach mgla sie rozplynela.

Wieczor sobotni spedzilismy na pogotowiu. U mnie nastapil nawrot zapalenia ucha i znow pojawila sie czerwona plama na policzku. Tak wiec sprawdza sie powiedzenie by nie chwalic dnia o poranku. Ale nawet ten niemily przypadek nie jest w stanie zepsuc mi tego pogodnego dnia.

wtorek, czerwca 22, 2010

W domu polnocnym

To ostatni most jaki przekraczamy podczas naszej czterodniowej podrozy.



Nareszcie w znow w naszym polnocnym domu. Daleko od swiata a jakze swojsko!Sielankowo niemal. Zaprzyjazniona , ale niezbyt ufna sarna przyglada sie zapewne zdumiona bo od dawna nie widziala tu czlowieka.

Trawnik laka wyglada nienajgorzej!

poniedziałek, czerwca 21, 2010

Powrot



Wrocilismy do domu wczoraj tzn w niedziele wieczor. Zanim dojechalismy do Hancock wstapilismy na przedpoludniowa kawe na przedmiesciach Milwaukee do "Panera Bread" . Sympatyczne miejsce. Bylo niedzielne przedpoludnie i po kosciele spotykali sie na kawce znajomi Potem w Iron Mointain (zaledwie dwie godziny od Hancock, zjedlismy obiad w restauracji chinskiej "Beijin" obiad. Najgorsze jedzenie chinskie od czasow naszego "romansu" z kuchnia dalekiego wschodu czy "panstwa srodka".

W Polsce mial miejsce I etap wyborow. Kaczynski zdobyl blisko 36%. Roznica pomiedzy nim a Komorowskim zaledwie 5%. 4 lipca byc moze stanie sie "cos "i Kaczynski zostanie prezydentem. W 2005 podobno w tunelu na skrzyzowaniu Marszalkowskiej i Alei znaleziono bombe a takze "odkryto" ze dziadek Tuska byl w Wermahcie. No i Leszek K. Wygral wybory. Jego lot do Smolenska w wielkiej asyscie byl pierwszym krokiem kampanii wyborczej. Los chcial ze doszlo do straszliwej tragedii . Ale rownoczesnie ta tragedia stala sie stopniem drabiny, po ktorej wspina sie Prezes K.

czwartek, czerwca 17, 2010

Z Marco do Tifton w Georgii

Podroz trwala nieco ponad 8 godzin. Wyjechalismy pare minut po 10. Dwa postoje; kawa i lunch.Pogoda dopisywala. Zatrzymalismy sie na noc w tym samym motelu co zawsze.Rano nastepnego dnia piekny wschod slonca. Goraco.

poniedziałek, czerwca 14, 2010

Dzien Ojca

Ogrodnik zajmujacy sie strzyzeniem zywoplotu i palm na odchodnym , w sobote zyczyl Karolowi "Happy Fathers Day".
Tak wiec o tydzien wczesniej zaczelismy obchody.

Swieto obchodzone jest w wielu krajach swiata, a w Stanach prawie tak uroczyscie jak Dzien Matki. Poczatek tego swieta, choc jeszcze nieoficjalnie, przypada na poczatek lat 20tych XX wieku. Z inicjatywa celebrowania Ojcow wyszla mloda kobieta, ktora wychowywal samotny ojciec . Mial on lacznie 6 sioro dzieci. Oficjalnie prezydent Nixon wprowadzil to swieto do kalendarza. Wyznaczono je na 3 niedziele czerwca.

By swieto Ojca uswiecic;-) pojechalismy na nasz ulubiony Goodland, posiedzieli w Old Marco Lounge majac przed soba pare (z 10tysiecy wysp)poroslych mongrowiem wysepek. Patrzylismy na latajace biale mewy i samotnego pelikana i przeplywajace lodzie i wieksze jachty.






Krolewska poincjana zdobi ten kawalek ziemi, na ktorym Floryda jest taka jak byla kiedys, przed kilkudziesieciu laty.

Walesajac sie po wyspie wstapilismy jeszcze do restauracji Nacho Mama na piwo Corona .

sobota, czerwca 12, 2010

Wielkie ciecie

Obcinanie lisci palm, strzyzenie zywoploty odbywa sie kazdego roku. Ci mlodzi ludzie, ktorzy to robia budza zawsze moj podziw. Tna meczetami i pilami sprawnie, szybko, efektywnie. Pracuja w upale po kilka godzin, z mala przerwa na lunch, przywozony przez wlasciciela firmy, ktory ich zatrudnia.


Na tych obrazkach wyglada to tak "jak w raju". Ale ten czlowiek wykonuje niezmiernie ciezka prace. No coz, Adam i Ewa zgrzeszyli ciekawoscia swiata (czy tylko owocu). Wiec niektorzy ich potomkowie, pracuja zgodnie z nakazem "w pocie czola pracowac bedziesz".

Jezeli wiec ktos z nas mowi, ze "pracuje w pocie czola", to niech sie im przyjrzy. Karol, ktory doglada ogrodu zrobil te wszystkie zdjecia.

Zielona herbata


Wczoraj byli u nas, zaproszeni na zielona herbate, Angela, Louise i Gaston. By ozywic swoje wspomnienia z Japonii Angela ubrala naszyjnik z perel Mikimoto.

Rozmowa jak zwykle toczyla sie na wiele tematow. Tym razem troche na temat religii Szinto a potem na tematy aktualne jak wyciek ropy, za ktory Gaston, Francuz z pochodzenia, mieszkaniec Montrealu obwinia oczywiscie Brytyjczykow. Rozmawialismy tez o ostatnich wydarzeniach na Bliskim Wschodzie . Temat aktualny od chwili powstania tego panstwa. Louise , ktora zajmowala sie kiedys zawodowo projektowaniem ogrodow, pytala czy mam zdjecia Krolewskiej Poincjany. Naturalnie, za mam. Jakze by bylo inaczej. Ostatnio fografuje wszystko co tylko nadaje sie do fotografowania. A to znaczy- prawie wszystko.

Krolewska Poincjana to jeszcze jeden przyklad na potege przyrody. Te drzewa byly w tak glebokim uspieniu, ze wydawaly sie martwe. Tak bylo jeszcze w koncu kwietnia. Kiedy wrocilismy do domu 1 czerwca drzewa kwitly. Morze kwiatow!


Kiedys jedno z tych drzew roslo w ogrodzie naszego najblizszego sasiada. Ale 2005 roku huragan "Wilma" zlamal to wspaniale drzewo. Szczesliwie u innego sasiada jest ciagle. Kwitnie i cieszy oko.


Oczywiscie tez rozmawialismy o pogodzie:-) Temat najbezpieczniejszy na wszystkich kontynentach . Zielona herbatka smakowala wszystkim. Teraz zreszta w calym swiecie zapanowala na nia moda. Podobno samo zdrowie. Nic dziwnego, ze mnisi buddyjscy wymyslili kiedys ceremonial picia herbaty.U nas jednak nie bylo ceremonialnie.

piątek, czerwca 11, 2010

Kaktus






Na swiecie dzieje sie zle. Powodzie, wulkany, choroby.
Byc moze wkrotce nasza plaze zaleje ropa dryfujace z Oceanu, z dziury wywierconej w jego glebi . Okazalo sie raz jeszcze, ze czlowiek nie moze podporzadkowac sobie Natury. Ale poki nas nie zatopi, nie zaleje , poki jeszcze mamy zdolnosc ogladania swiata cieszmy sie tym co dobre i piekne. Mnie ostatnio fascynuje nasz kaktus. Ogladam to widowisko od kilku lat, ale ciagle mnie to "zaskakuje". Pisalam kiedys, iz kwiat zakwita noca, kolo poludnia "zasypia" Zycie kwiatu jest krotkie, ale piekne! Dzisiaj wstalam rano i kiedy otworzylam drzwi garazu zobaczylam znow nasze cudo. Dziele sie jego pieknem, choc zadne zdjecie nie jest w stanie oddac tego zjawiska a z doswiadczen wiem, ze to co podoba sie nam, nie zawsze zachwyca innych.

środa, czerwca 09, 2010

Rowerowa przejazdzka


Zdecydowalam juz jakis czas temu, ze jak ognia bede unikala pisania o tym co dzieje sie w polityce. Nie skomentuje wobec tego faktu , iz 89 letnia Helen Thomas dziennikarka z pierwszego rzedu w sali konferencyjnej Bialego Domu"osmielila sie" dac odpowiedz na pytanie rabinowi N." co mysli o polityce" (wielkiego, choc malego, macarstwa blisko wschodniego). Odpowiedz Thomas byla calkowicie "nieodpowiedzialna" za co spotkalo ja wypchniecie na emeryture ze skutkiem natychmiastowym . Takze zmuszono ja do przeprosin. Ugiela sie. "Blednie" uznala za "niesteosowne" blokade Gazy i atak izraelski, ktory spowodowal smierc kilkansstu osob, na statki pokojowo protestujacych u wybrzezy Gazy ( m.inn. statek z flaga amerykanska). Nota bene czytelnik polski dowie sie z "Rzeczpospolitej" ( popierajacej J.K.)ze to byli"terrorysci". Z misja protestacyjna przyplynal tam tez statek - pod flaga turecka. Jak wiadomo Turcja nalezy do NATO a wobec tego ta organizacja winna uznac ten akt za agresje na ich czlonka. Rabin-dziennikarz , kaze przepraszac siebie i swoja rodzineza niestosowne wypowiedzi. Przemilcze tez reperkusje, jakie potem nastapily. I trwaja. Na nowo pojawila sie szeroko omawiana sprawa odpowiedzialnosci Polski za smierc 6 milionow plus 1500 juz po wojnie.
Nie chce pisac o polityce, czy o innych sprawach bolesnych. Swiadomie!
Lepiej o pogodzie! Dzisiaj upal nie byl bardzo dokuczliwy, wiec rano wybralam sie na krotka przejazdzke. Widac, ze nowa pora roku nadchodzi. Zakwitaja nowe drzewa, na palmach pojawiaja sie "kwiaty". Sielsko. Niestety rzeczywistosc bywa straszna.Dramatyczna, trudna. Spadaja samoloty, powodzie zabieraja rodzinom dobytek calego ich zycia.Podano wiadomosc o smierci kilkunastu kolejnych amerykanskich zolnierzy w Afganistanie. Ropa wdziera sie do Zatoki, zapewne wkrotce dotrze do nas.

A ja (powtarzam!) polityka sie nie zajmuje. Edukowaniem roznych , b. licznych pismakow typu C tez nie.
Poki moge wsiadam wiec na rower i ogladam co nowego zakwitlo w okolicy .


Poincjana fascynuje mnie od dawna. Kiedy wyjezdzalismy 7 maja drzewo bylo bezlistne. A teraz!

wtorek, czerwca 08, 2010

Pod niebem Poludnia.

Upal. Zar z nieba sie leje. Szczesliwie klimatyzacja dziala, a woda w poblizu-(ta dla ochlody).Wczoraj pojechalismy do Naples czyli do "Neapolu". Zapowiedziana wizyta u okulisty nie zakonczyla sie dla mnie oczekiwanymi wynikami, niestety. Ale rozpisywac sie nie bede, bo pamietam dobrego Wojaka Szwejka ktory powtarzal z uporem "nigdy nie jest tak zle by nie moglo byc gorzej".

W ogrodzie zakwitl trzeci kwiatek orchidei a kwiaty kaktusa juz sa niemal gotowe do otwarcia. Wkrotce beda wiec takie jak te kwitnace w kwietniu.
I tym sie trzeba cieszyc i tego ..."chwytac". Poki co. Zdjecie orchidei zrobil Karol, dumny hodowca tych szlachetnych i egzotycznych kwiatow.


środa, czerwca 02, 2010

Powrot na Marco





"Pamietajcie o ogrodach, przeciez stamtad wyszliscie".To byly slowa popularnej piosenki czasow mojej mlodosci (wczesniejszej). Tak wiec nastepnego dnia po powrocie do domu Karol poszedl na zwiedzanie ogrodu.

Wypatrzyl, ze orchidea wsadzona przed dwoma laty w ziemie a kilka tygodni temu przesadzona (tez przez Niego)na wielkie drzewo (szaflare)zakwitla.


Radosc! Zauwazyl tez, ze kwiaty plumerii kwitna obficie a bananowiec odzyl.



Na cytrynie urosly owoce; sa juz wielkosci pilki pinpongowej a male drzewko sadzone przed wyjazdem tez ma owoc. Niestety drugie drzewko cytrynowe posadzone w miejscu bardziej naslonecznionym wyglada marnie wiec Karol je przesadzil.


Sensacja dnia byl jednak fakt iz nasza japonska palma -sago, zmienila plec. Z zenskiej

na meska!

wtorek, czerwca 01, 2010

Odjazd do Nagoi


Michiko san jest z nami na stacji w Majbarze. Zna tu wszystkie skroty. To nie jest duza stacja, ale dla nas ciagle malo znana. Napisy wszedzie wylacznie po japonsku. Ale Michiko prowadzi nas od windy do windy; nigdzie nie musimy pokonywac schodow ( nawet tych ruchomych). Zegnamy sie. Sayonara Michiko san. Sayonara Hikone.Rozstaje sie z zalem z tym miejscem zachwycajacym swoja uroda i miastem, gdzie podejmowano nas tak serdecznie. Odjezdzalam z nadzieja iz kiedys znow bedzie mi dane wrocic i z przekonaniem iz byla to kolejna, piekna "podroz naszego zycia".

Przed odjazdem z Hikone.

31 maja to data naszego ostatniego dnia w Hikone.


Dalsze pozegnania. Z ogrodem, z jeziorem, z widokiem na zamek. Utrwalam nawet nieznanego mi wedkarza. On takze wiaze sie z tym krajobrazem, z ktorym tak bardzo sie zzylam.


Zegnamy sie z pania, ktora sprzata i Ajako, ktora opiekuje sie studentami. Z Michiko sie jeszcze nie zegnamy. Odwozi nas na dworzec do Maibary. Michiko jest niezastapiona. Przywozi i odwozi.