czwartek, czerwca 13, 2019

Pachnie bez nad jeziorem Portage .







Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,
Nanieśli świeżego, mokrego,
Białego i tego bzowego.

Liści tam - rwetes, olśnienie,
Kwiecia - gąszcz, zatrzęsienie,
Pachnie kropliste po uszy
I ptak się wśród zawieruszył.

Jak rwali zacietrzewieni
W rozgardiaszu zieleni,
To się narwany więzień
Wtrzepotał, wplątał w gałęzie.

Śmiechem się bez zanosi:
A kto cię tutaj prosił?
A on, zieleń śpiewając,
Zarośla ćwierkiem zrosił.

Głowę w bzy - na stracenie,
W szalejące więzienie,
W zapach, w perły i dreszcze!
Rwijcie, nieście mi jeszcze!
(Julian Tuwim  "Rwanie bzu"

poniedziałek, lutego 18, 2019

Giverny. W ogrodzie Moneta

                      

Do Giverny oddalonego około 80 kilometrów od Paryża  wybraliśmy sie w ostatnich dniach kwietnia. Ranek był chłodny, ale pogodny. Zapowiadał się piękny dzień. Było slonecznie i bezchmurnie .

Droga wiodła przez urocze  miasteczka, mijaliśmy domy z białego kamienia otoczone, najczęściej, wysokim murem. Tu i ówdzie pojawiały się wieże kościołów, na placykach, wzdłuż drogi, w ogrodach kwitly żonkile, tulipany i bzy.Cała Francja tonie w kwiatach .

Ogłoszono konkursy na najpiękniej ukwiecone miasteczka i wsie.

Po jakimś czasie droga prowadziła wśród uprawnych pól . Wiosna już była w pełni, wszystko kwitło i zieleniło się. Pola rzepaku jaskrawożółtego w pełnym słońcu i zielone uprawy zbóż tworzyły dwubarwną szachownicę. Jechaliśmy wciąż w górę.

 W pewnym momencie zjechaliśmy z drogi i stanęliśmy. Przed nami rozlegała się szeroka panorama . Nasz syn, mieszkający od lat we Francji i znajacy dobrze te okolice z dumą pokazał nam to miejsce. Staliśmy pod kwitnącymi drzewami, a w dole , daleko w dole , widac było, szeroką ,  spokojnie płynącą, czasami szarozieloną  a niekiedy srebrzystą  Sekwanę. Na wysokim brzegu stał malowniczy średniowieczny  zamek obronny. W promieniach słońca wydawał się całkiem biały. Choć to było urzekające miejsce,  nie zabawiliśmy tam długo. Pojechaliśmy dalej w stronę Giverny.

* * *

O  tej samej porze roku czyli w kwietniu, ale blisko stotrzydzieści  lat wcześniej w  okolice Giverny zawitał  Claude Monet. Stojąc w oknie pociągu podczas jednej ze swych  podróży zachwycił się pięknem  tej okolicy a szczegolnie wioką Giverny. Oczarowany bujnością zieleni, bogactwem kwitnących dzikich kwiatow, wysokimi wzgórzami  zapałał do tego miejsca miłością od pierwszego wejrzenia .

Malarz zdecydował o wynajęciu domu. Potrzebne na wynajem pieniądze pożyczyl od swego marszanda (sprzedawcy  dzieł sztuki) na poczet swoich  przyszłych obrazów. Paul Durand-Ruel okazał zaufanie i  szczodrość.  4,500 tysiąca franków na wynajem i koszty  przeprowadzki wystarczyły by artysta  mógł zamieszkać w Giverny.

Claude Monet sprowadził się  z Alice Hoschede i jej  ośmiorgiem dzieci.

Nowi przybysze nie zostali przyjęci życzliwie przez mieszkańców wioski. Nieformalny związek nowoprzybyłych ( Alice nie była wtedy jeszcze ślubną żoną)  budził oczywiste zgorszenie. Wszystko ich rózniło od „prawdziwych” wieśniaków. Ubiór, zachowanie, zainteresowania. Niezależnie od tego wydaje się, że Monet był tu szczęsliwy, a nade wszystko twórczy. W Giverny poza obrazami stworzył niezwykłej piękności ogród. Nie wiem czy malował swoje „świetliste” obrazy bo miał tak piękny obiekt jakim był ogród pełen kwiatów , kwitnących drzew, staw, strumyk,  nenufary i słynny japoński mostek. Czy może stworzył to wszystko po to, by mieć temat dla swoich obrazów. Nie znam odpowiedzi na te pytania. Wiem jednak, że mieszkał tu do końca swego życia.

* * *

Claude Monet uznany jest za twórcę kierunku zwanego Impresjonizmem.  Nazwa tego nurtu w malarstwie pochodzi od tytułu jego  obrazu „Impresja. Zachód slońca”.

  Obrazy impresjonistów nie znalazły pierwotnie uznania. Podczas  wystawy w Paryżu w 1874 roku, zorganizowanej w pracowni Nazara, doszło wręcz do awantur. Zwiedzający dali upust swej dezaprobaty. Obrzucono artystów obelgami . „Wytworne” panie wygrażały parasolkami. Krytycy sztuki nazwali ich oszustami i „komunardami” .

Na wystawie znalazły się  prace malarzy  „odrzuconych”. To znaczy tych,  których obrazy nie zostały zakwalifikowane  do wystawy ogranizowanej przez „Salon”.

Nikt nie przypuszczał iż za niespełna sto lat obrazy impresjonistów osiągną niebotyczne ceny. Wtedy wielu malarzy cierpiało niedostatek.

Jednakże Monet , nie dzielił losu ubogich artystów. Nalezał do tych , którzy już za życia osiągnęli uznanie a więc i pieniądze.

* * *

Ogród i dom Moneta w Giverny należą dziś do amerykańskiej fundacji. Pierwsza renowacja miała miejsce w 1977 a kolejna dopiero niedawno została zakończona. 

 Muzeum jest więc ponownie od niedawna otwarte. Zwiedza sie  dom, a w nim sypialnie,  salon i wielką kuchnię . Czego moim zdaniem zabrakło? Atelier Moneta! Salon, który się zwiedza jest pełen obrazów i kiedyś był jakiś czas  pracownią Mistrza. Tylko na zdjęciu możemy zobaczyć jak wyglądała kiedyś . Ale ostatecznie nie ma to chyba większego znaczenia, bo przecież Monet malował głownie w plenerze. Stąd tyle światła w jego obrazch, stąd owa „impresja”. Stąd cały nurt w sztuce. Artyści wyszli z pracowni na otwarte przestrzenie,w plener.

* * *

W domu Moneta jest duża kolekcja obrazów  japońskich. Zrobione są  specjalną techniką. W drzewie wycina się obraz i za pomocą farby-(atramentu) nakłada się na papier tworząc tzw.  „woodblock”. W kolekcji Moneta było 231 takich obrazów.

Zainteresowanie sztuką japońską było w drugiej połowie XIX wieku we Francji  dość powszechne. Wiązało się to z otwarciem Japonii na kontakty z Europą. Temat japoński pojawiał się w malarstwie.Przypomnijmy chocby van Gogha, który sięgał po te motywy. Claude  Monet swą kolekcję zaczął całkiem przypadkowo.

Będąc w Delft w Holandii kupował wazon. Na półce zauważył nieduży japoński  obrazek . Sprzedawca  widząc zainteresowanie klienta, do drogiego wazonu chojnie „dorzucił” jeszcze obraz. I tak zaczęła się  kolekcjonerska pasja Moneta.

* * *

Okna domu wychodzą na ogród .

I po to tylko by zobaczyć ten ogród warto było do Giverny się wybrać.

Ogród Moneta  zupełnie mnie oczarował. Kwitło tysiące tulipanów, obsypane kwiatami były niskopienne jabłonie. Dziesiątki kwitnących drzew dopełniały ten obraz . To niewątpliwie jest „zaczarowany ogrod”  oszałamiający  orgią kolorów .

Jest też inna , całkowicie odmienna część ogrodu. Tam nad płynącą rzeczką przerzucony jest ów słynny , wielokrotnie przez Moneta malowany mostek japoński. Niestety, kiedy tam byłam, nie kwitły jeszcze   nenufary, które tak dobrze znaja wszyscy wielbiciele obrazów  Moneta.

 „Nenufary” namalował Monet by uhonorować żołnierzy francuskich poległych w pierwszej wojnie swiatowej. Otwarcie w Paryżu pomieszczenia , w którym te wielkie płotna się znalazły, nastąpiło w 1927 . Rok po śmierci Moneta.

W ogrodzie nad stawem  kwitły barwnie i obficie azalie i rododenrony.

Jaka szkoda, ze nie mam żadnych umiejętności plastycznych. Opisanie słowami piękna  tego ogrodu jest poprostu niemożliwe. ,

* * *

Claude Monet miał długie i dość wygodne,”mieszczańskie” życie. Zostawił po sobie liczne obrazy przedstawiajace epoke, w ktorej żył i tworzył. Jego modelami byli najbliżsi krewni, pierwsza żona Cecylia, córki drugiej żony Alice , bratankowie, syn, przyjaciele . Malował pejzaże nadmorskie , zachody słonca , pola usiane makami , stogi siana i pszenicy, mosty, porty, żaglowce na wodzie, kwitnące drzewa, irysy.

Jego obrazy możemy oglądać w licznych muzeach świata.

Poza tym zostawił dom i ogród w Giverny . Tam wydaje się być ciągle obecny. Każdego poniedziałku , kiedy dom i ogród zamknięte są dla zwiedzających, przychodzą artyści. Rozstawiają swoje sztalugi . Malują. I tak trwa nieustający pochód pokoleń tych, którzy ukochali naturę , światło i powietrze. Tak jak impresjoniści i jeden z nich -- Claude Monet.



***


Wspominam odlegla już w czasie wiosenną podróż i wiosenny ogród Moneta. Jeszcze jeden dowód, że rację mial  Ryszard Kapuściński, który kiedyś napisał: 

„Podróż nie kończy się kiedy dotarliśmy do mety. (...) praktycznie nie konczy sie nigdy..." 
Niemal zawsze wracamy do wspomnień!

wtorek, stycznia 29, 2019

Doroczne spotkanie z Prezydentem MTU

Od paru lat bywamy na spotkaniu Z Prezydentem  Uniwersytetu ("rodzimej" uczelni Karola).W tym roku odbylo sie ono w "Hideaway Beach Club" na Marco. Najwieksza zaleta tego miejsca jest polozenie.


Eleganckie osiedle z polem golfowym, restauracja, Klubem.


 W spotkaniach uczestnicza  absolwenci Uniwersytu.Sa to najczesciej ludzie sukcesu, dzis na emeryturach badz ciagle aktywni wlasciciele firm. Dodam, iz spotkanie sluzy nie tylko celom towarzyskim, ale tez,  a moze przede wszytkim, organizowane jest z nadzieja na finansowe wsparcie Uniwersytetu . Zwykle nie sa to "plonne nadzieje"


czwartek, stycznia 24, 2019

Po deszczu...

Po porannym ulewnym deszczu plaza jest prawie pusta. Niebo jeszcze zakryte chmurami ale wiemy ze lada chwila znow powroci slonce.

poniedziałek, grudnia 31, 2018

O chrześcijanach i Bożym Narodzeniu w Japonii.




Japońcycy lubią świętować.     W ich kalendarzu jest sporo dni wolnych od pracy. 
Na przyklad 23 listopada , przypada święto: “Swieto Diękczynienia  za blogosławieństwo wykonywania pracy”.
Boże Narodzenie, choć nie jest dniem wolnym od pracy, jest w buddyjskiej Japonii , zauważalne. W jakim stopniu obchody są konsekwencją naśladownictwa a w jakim stopniu wynikają z potrzeby ducha, to już inna sprawa.
Trzeba pamiętać iż w Japonii zaledwie 1% ludności stanowią chrześcijanie.
* * *
Każdy z nas bez trudu zauważy jak szybko w Polsce przyjeły się tzw. “amerykańskie”  Walentynki,  czy Halloween. Po  jakimś czasie nikt nie bedzie pamietał skad się  one wywiodły. 
Podobnie jest w Japonii. Wiele obyczajow, dotychczas obcych , po licznych modyfikacjach,  zostalo zaadoptowanych .
Archipelag japonski już od ponad stu lat nie stanowi  oderwanej od zachodniego świata  enklawy. 
A już od drugiej połowy XVI wieku zauważalne   były tu wplywy portugalskie, brytyjskie czy niemieckie.
Po II wojnie światowej  amerykanska  okupacja sprawiła, iż Japończycy  musieli się zgodzić się na odrzucenie “boskości cesarza”, przyjęli napisaną pod dyktando Amerykanów konstytucję  a także wiele elementów  amerykańskiej kultury.
Japończycy, podatni  na odziaływanie z zewnatrz,  “importują”cudze zwyczaje nie tracąc przy tym własnej tożsamości.  
* * *
“Czy Japończycy,  obchodzą Boże Narodzenie?”
Zapytani o to moi  znajomi japońscy mają świadomość, iż jest to święto chrześcijan a oni w większości są wyznawcami buddyzmu  i religii szinto. Równoczesnie jednak w ich kalendarzach daty 24 grudnia a także  25 grudnia, nie są całkiem  zwykłymi datami. 
Ryo Saiku, dwudziestoletnia dziewczyna, mowi “ Nie planuję niczego specjalnego, ale myślę , że prawdziwe znaczenie Bożego Narodzenia  ma związek z miłością”.
Boże Narodzenie w Japonii jest dniem , w którym młodzi ludzie obdarzają sie prezentami. Prezenty otrzymują też dzieci. Niektórzy moi rozmówcy , wspominają, iż dostawali  prezenty “pod poduszkę” albo ”za poduszkę”. 
Toshi, młody filmowiec , pracownik  telewizji w Kioto pamieta, iż jego rodzice wieszali wielka skarpetę a w niej byly prezenty. 
Swięta Bożego Narodzenia dla Japonczyków niechrześcijan, nie maja  znaczenia religijnego. Jednakże bywają dniem  ważnym w życiu wielu młodych ludzi. Przyjęty jest szeroko obyczaj  zapraszania  ukochanej dziewczyny do wytwornej restauracji na obiad. Towarzyszy temu tzw. romantyczna oprawa. Restauracje przygotowują na ten dzień nie tylko specjalne menu ale i dekorację wnętrza. 
Boże Narodzenie jest okazją do  obdarowania ukochanej jakimś kosztownym prezentem, a nie rzadko dochodzi tego dnia do oświadczyn. Jednakże  w tym okresie w Japonii nie zawiera sie slubów. 
A jak swiętuje  Boże Narodzenie rodzina   japońska? 
Ojciec rodziny w drodze z pracy do domu kupuje tort. 
Ale moja przyjaciółka Joko zwierzyła mi się, iż sama kupuje taki tort biszkoptowy z bitą smietaną i truskawkami i podaje do stołu w  wigilię Bożego Narodzenia. Jej  mąż zgodnie z obyczajem panującym w wielu miejscach pracy, zwykle “baluje” tego dnia poza domem.
Bożonarodzeniowy tort stał się w Japonii symboliczny. O dziewczynie, która nie wyszła za  mąż przed upływem 25 roku życia mówiło się kiedyś, że jest jak “Bożonarodzeniowy tort”, którego   po 25 grudnia już pewnie nikt nie kupi, o ile nie dostanie dużej zniżki ceny. Z okazji Bożego Narodzenia sklepy, place , ulice i domy japońskie dekoruje sie na wzór zachodni. Tak więc są i  migącące światła i sztuczne choinki. 
Już  (23 –go listopada) dziedziniec eleganckiego hotelu w Nagahamie rozjarzony był światełkami  zawieszonymi na licznie ustawionych choinkach.
Telewizja dużo miejsca poświęca na prezentację choinkowych   ozdób. Artyści japońscy łączą zachodnia sztukę z tradycyjną sztuką narodową. 
Na ulicach pojawiają się przebrani “Mikołajowie’ czy raczej “Santa Claus”.
Pamiętam zaskoczenie, kiedy podczas swego pierwszego pobytu w Japonii zobaczyłam jednego z nich i zostałam przywitana znanym mi z Michigan “ho, ho” a zaraz potem, już po japońsku, zaproszona zostałam do sklepu na zakupy. Przede mną stał wysoki młody Japończyk ubrany w mocno zmodyfikowany strój  “Santy”.
Zauważyłam iż stosunek do tych nowych bożonarodzeniowych zwyczajów zależy w dużej mierze od wieku rozmówcy. Pamiętająca czasy swego biednego, powojennego dzieciństwa Tasziko , wykształcona i warto dodać , bywała w swiecie, zapytana jak ona obchodzi to swięto odpowiada. “ Ja nie obchodzę. Jestem buddystką i wyznawczynią szinto . Nie jestem chrzescijanką . Drażni mnie jednak , że  świeto Bożego Narodzenia, ktore ma tak glebokie duchowe znaczenie  dla chrzescijan, zostało w Japonii sprowadzone do takiego  “dnia Walentynek” , denerwuje  mnie, że handlowcy “przechwycili je” jako kolejną  okazje dla jeszcze bardziej nachalnej komercjalizacji”.
Natomiast wszyscy moi młodzi rozmowcy dobrze wspominają ten dzień gdyż kojarzony jest z prezentami i  okresem dzieciństwa . 
Zdarzyło się iż jedna z rozmówczyń pamieta poza ciastkami i prezentami także opowieści chrześcijańskiej misjonarki o Jezusie.

* * *
W Hikone, gdzie mieszkalismy,  jest katolicki kościół. Zaprowadził nas tam  Japończyk, którego poznaliśmy podczas jakiegoś towarzyskiego spotkania. 
Satoszi jest  katolikiem. Tuż po wojnie po raz pierwszy zetknął się  z amerykańskim misjonarzem ,  ktory nie tylko chciał go  nawrócić na katolicyzm, ale też nakarmił . Satoszi dobrze wspomina tamtego księdza i pozostał wierny katolicyzmowi. Proboszcz kościoła, franciszkanin z New Jersey odprawia tu msze św.  w jezyku japońskim, portugalskim i angielskim.  Przez trzy niedziele w miesiącu.
We mszy świętej  w Hikone uczestniczy zwykle około  50 osób.
 Nie jest to liczba znacząca jak na 110 tysięczne miasto.
* * *
Katolicyzm zawitał do  Japonii w XVI wieku.  25 lipca 1549  roku na pokładzie chińskiego statku do portu Kogoszima na wyspie Kiuszu przypłynął  jezuita brat Xavier, Hiszpan z Nawarry, misjonarz działajacy w Indiach, Goa i Malezji (Mallaca) . 
O. Xavier  wraz z towarzyszącymi mu osobami doznał wielu dowodow sympatii i  gościnności. Spędził na wyspie ponad rok. Pisząc o Japończykach, wysoko ocenia ich poczucie honoru, uczciwość, szczerość, skłonność do zwiazków monogamicznych, umiejętność słuchania a nade wszystko  zdolność  do duchowych przeżyć. Zaniepokoiła go natomiast nadmierna “miłość” do sake- wódki ryżowej.
Misja  katolicka Xaviera doprowadziła do nawrócenia około stu osób. Jednakże obudziło to poważny niepokój  “dajmio” czyli władcy Kiuszu.  Obcy misjonarze wydali się zagrożeniem dla istniejacego porządku. Xavier usiłuje więc uzyskać posłuchanie u cesarza w Kioto, ale spotyka go odmowa. Musi swą misję uznać za zakończoną.
* * *
Szogun Hidejoszi , podjął próbę zjednoczenia Japonii  i zakończenia bratobojczych wojen. Dążąc  do  izolacji kraju zakazal dzialalnosci misyjnej a misjonarzy  uznał za szpiegow obcych mocarstw.


Na tym tle w początkach XVII wieku, w okresie rządow Tokugawy, doszło do licznych aktów przemocy wobec chrześcijan .


W 1615 roku Tokayama Ukon, bogaty lord, który  razem ze swym ojcem przeszedł na wiarę katolicką , został  skazany na banicję na Filipiny. Wraz z nim wypędzono l47 współwyznawców , wśrod ktorych byli misjonarze  europejscy. Potem  chrześcijanie zostali zesłani do Nagasaki.


Tak więc chrzescijanie japońscy nie raz doznawali poniżeń i opresji. Nie mniej jednak  od wiary nie odstąpili. A po  latach prześladowań  tysiące  chrześcijan  zginęło podczas atomowego nalotu na Nagasaki.

* * *

W historii chrześcijaństwa w Japonii poważną rolę odegrali  misjonarze polscy. Jednym z najbardziej znanych i zasłużonych dla katolicyzmu wAzji był O. Kolbe.

Swą misję rozpoczął 1 lutego 1930 roku . Pierszym etapem była podróż po Europie . Zbierał pieniądze niezbędne na zorganizownie misji w krajach Dalekiego Wschodu. Już pod koniec lutego 1930 roku kilku zakonników z Niepokalanowa udaje się z misją do Azji. Wśrod nich są Ojciec Maksymilian  Kolbe i Zenon Zebrowski. Misjonarze z Polski , dzięki staraniom  O. Kolbe dostają przyzwolenie japońskiego biskupa na druk “Rycerza Niepokalanej”(“Seibo no kiszi”). Pierwsze wydanie ma nakład 10 tysięcy . Potem  wydawane w języku japońskim,  osiąga nakład 65 tysięcy.

Po paru latach działalności na polu misjonarskim Ojciec Kolbe wrócił do Polski . Jak wiemy zginął śmiercią męczeńską w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

Ojciec  “Zen” (Zebrowski),  spędził  w Japonii pięćdziesiąt lat,  resztę swego długiego życia.


* * *

Nie miałam  okazji by osobiście spotkać w Japonii Polaków. Nie mogłam więc zapytać  jak będą spędzać święta  Bożego Narodzenia .

Ale wiem, że są  tu,  bo jak śpiewa Młynarski “my wszędzie jesteśmy”. 

W Tokio , jak oceniają  niektórzy, mieszka około pięćdziesięciu Polaków. Przypuszczam, iż ta liczba jest wysoce nieprecyzyjna.

Polacy w Tokio założyli co najmniej dwa polskie kluby. Wydają “Gazetę Klubu Polskiego”(gdzie miałam przyjemność publikować), miesięcznik o życiu w Japonii.

Polacy pracujący  w Sapporo, na wyspie Hokkaido, uwazają, iż jest ona najbardziej polską z wysp japońskich. Prowadzą ożywioną polonijną działalność łacznie ze “środowymi obiadkami”.

Mogę więc przypuszczać iż Polacy w Japonii spędzą te ważne święta zgodnie z tradycją wyniesioną z domu. Bo kultywowanie tradycji jest z pewnością naszą narodową cechą. 
W tym bardzo jesteśmy podobni do Japończykow. 
PS.W Japonii bylismy czterokrotnie lacznie nieco ponad rok. To był niezwykle ciekawy etap naszego zycia. Zawarlam tam szereg przyjazni, które trwaja do dziś... 






,

sobota, grudnia 29, 2018



Swięta, święta i po swietach…

 

Mija kolejny rok. Jaki był? Dla świata, dla nas? Zależy kogo  o to pytamy. Pesymiści powiedzą, że fatalny, a optymiści, że nie najgorszy, dodając słusznie, “wiele  jeszcze przed nami”. 
Czas pędzi .Oczekiwane  święta Bożego Narodzenia juz minely. 
Dla wielu z nas sa one okazja do wspomnień.
Nie wiem, czy moja opowieść o Wigiliach , “moich” Wigiliach  zbiegnie się ze wspomnieniami Państwa , ale mam  przeświadczenie, iż zgodzimy się co do tego iż są to (a z pewnością POWINNY być) miłe, ciepłe, rodzinne święta.
Myślę, że każdy z nas pragnie zachować pamięć o nawet odległych czasach,  kiedy byliśmy jeszcze dziećmi bądź nasze dzieci były …dziećmi. 
* * *
“Swięta, święta i po świętach “mawiała moja babcia. Oznaczało to , że porzedzane długimi oczekiwaniami , licznymi przygotowaniami Boże Narodzenie mijało “jak sen jaki złoty”. I trzeba było czekać cały okrągły rok , by znów jak refren powtórzyć “święta, święta…”

 Wigilia,  wydaje mi się dzisiaj, była najbardziej niezwykłym dniem roku.
Mistyka wigilijnej wieczerzy, zapach choinki , tajemniczość zapadającej nocy, delikatny taniec płomyków zapalonych świec, aromat siana leżącego pod śnieżnobiałym obrusem tworzyły nieporównywalny z niczym klimat.
Ach, jeszcze  prezenty! Zjawiały się niepostrzeżenie pod choinką tuż przed wigilijną kolacją .  Na nic zdały się  dziecięce  próby podpatrzenia Aniołka.

* * *
Z Wigilią w naszym domu związanych było szereg różnych obyczajów. Zakwitała wtedy gałązka wiśni urwana jeszcze w noc Swiętego Andrzeja. To była wróżba przepowiadająca zamążpójście.
W Wigilię pierwszym gościem, który przekraczał próg powinien być mężczyzna. Miał przynieść pomyślność w przyszłym roku. Kiedy byłaby to kobieta, a nie daj Bóg z pustymi rękoma,  to kiepska była prognoza na najbliższy rok. 
Makowiec stanowczo winien się znaleźć na wigilinym stole, bo ilość ziaren maku ma być zapowiedzią mnogości dobrodziejstw jaka spłynie na nas, a  miód (choćby w pierniku, i kutii) zagwarantuje dobre zdrowie i “słodkie “  dni. Bo bez nich trudno  przeżyć kolejny rok.
Tych wróżb, przesądów i wierzeń było bez liku . Wspominam je tylko mimochodem , zakładając że Państwo przypomnicie swoje “domowe klechdy”.

* * *
Na czym polegała niezwykłość tych świąt? Może na tym, że zawsze, odkąd pamiętam, obowiązywał ten sam doroczny rytuał ? 
Dom był przesiąknięty zapachem upieczonych ciast .
Uderzał w nozdrza zapach gotującego się czerwonego barszczu, aromat suszonych grzybów, uzbieranych własnoręcznie jesienią. Pachniało kiszoną kapustą bo “ Co to za Wigilia bez pierogów z kapustą”.
W domu moich rodziców przygotowywało się dwanaście potraw. Przejełam ten obyczaj. Oznacza to dla mnie więcej niż “obfita wigilijna kolacja”. To jest rytuał, potrzeba zachowania obyczaju, przywiązanie do tradycji. 
* * *
Wigilia ma szczególny charakter dla większości z nas. I jest to niezależne od naszego wieku . Boże Narodzenie przynosi wspomnienie, zapach, “smak” nawet najbardziej oddalonego w czasie dzieciństwa. Wydaje mi się, że wraca ono z każdą zawieszaną na gałazce  szklaną figurynka, dekoracją ze słomki, łańcuszkiem, girlandą. Przypomina nam czasy kiedy długo przed świętami siadaliśmy przy stole z naszymi rodzicami, a potem z naszymi dziećmi by z wydmuszek i kolorowych papierów tworzyć małe cudeńka wieszane potem na choince. 
Kultywowanie rodzinnych tradycji, tych dobrych i pięknych wydaje się waźne . 
Tak więc niech garść siana pod białym obrusem, opłatek , dodatkowe miejsce przy naszym stole dla niespodziewanego wędrowca pozostana symbolem polskiej, narodowej wspólnoty.
Wiem,  aż nadto dobrze, że brak tej wspólnoty  na codzień, więc może choć raz w roku , z okazji Bożego Narodzenia znajdziemy coś co rzeczywiście nas łączy? Podajmy więc sobie “znak pokoju”.
Niech  najpopularniejsza kolęda na świecie “Cicha noc, święta noc” rozbrzmiewa  w naszych domach . I niech głośno będzie powtarzana   “wesoła nowina” a  wiara w to iż “słowo ciałem się stanie i zamieszka między nami” pozostanie niezachwiana. Swieta znow nadejda i...mina.Jak zawsze powiemy z zalem
;"swieta,swieta i po swietach"