niedziela, maja 08, 2022

sobota, maja 07, 2022

Moja Mama Stanislawa

 Imieniny mojej Mamy Stanislawy  swietowalismy 8 maja.
Kwitly bzy i caly dom wypelnial ten  bzowy, niepowtarzalny zapach…
Teraz , 'jak kazdego roku, wracam do tamtego dnia . Pamietam.

Spotkanie z matką

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo fala w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?

(Konstanty Ildefons Galczynski)

piątek, maja 06, 2022

Sycylia-

 

Wybierzmy się  do miejsc, gdzie kwitną a potem dojrzewają cytryny, gdzie złocą się pomarańcze, gdzie jak okiem sięgnąć na stromych wzgórzach  rosną stuletnie drzewa oliwkowe dając owoce i cień .
Przenieśmy się na Sycylię, wyspę, na której przez tysiące lat krzyżowały się cywilizacje Azji, Afryki, Europy.
Nie będzie to pełny i obiektywny opis Sycylii. To wydaje się niemożliwe. I nie jest to moją intencją.
Wiem też, iż podobnie jak ja, każdy , kto był na Sycylii nosi w sobie własny jej obraz .

* * *
Włochy zawsze wabiły przybyszów. Pozostały takim krajem do dziś. Opiewano je w wierszach, poematach, powieściach.
Podziwiano sztukę włoskiego średniowiecza , renesansu i baroku, dzieła Perugino, Michała Anioła , Leonardo da Vinci , Caravagio , Penturicchio, Bronzino… Nie sposób wymienić tu nawet części najważniejszych twórców, którzy ciesząc się mecenatem papieży czy tez władców miast- państw, dawali świadectwo ich wielkości , bogactwa i niewątpliwie, także prawdziwego umiłowania sztuki.
We Włoszech , podobnie jak w innych krajach Europy zachowały sie zabytki sztuki etruskiej i rzymskiej. Stanowiły i stanowia żywy przedmiot zainteresowań. i świadczą o bogatej przeszłości. O Włoszech można mówić i pisać nieskończenie…
* * *
Ale Sycylia? Długo nie stanowiła ona przedmiotu zainteresowań turystów.
Nawet i teraz, kiedy miliony zwiedzających każdego roku podrózują do Włoch , Sycylia nie często bywa celem ich podróży.
Streotypy z pewnością odgrywają tu niemała rolę. “Wysuszona ziemia , bieda i mafia”. Taki obraz funkcjonuje najszerzej.
“Jedziecie na Sycylię ?” pytano nas przed wyjazdem. “Nie boicie się mafii?” pytali niby to żartobliwie. “ A co tam właściwie jest ciekawego do zobaczenia?” dodawali na koniec.
Co kogo może obchodzić kraj, ktory kojarzy się wyłacznie z sycylijską mafią?  Sycylia jest niewiarygodna” powiada jeden z bohaterów powieści Leonarda Sciascii . Towarzystwo parmeńskie prosi jednego z gości o opowieść o Sycylii. Co o niej wiedzą? Może tylko to, że “mężczyźni są zazdrośni i załatwiają swoje porachunki nożami”.
O braku zainteresowania Sycylią pisał znawca Włoch, poeta i powieściopisarz, Jarosław Iwaszkiewicz . “Pamiętam, że kiedyś bezpośrednio z Sycylii pojechałem do Mediolanu. Wraz z tłumaczką poszedłem na wielkie przyjęcie do mediolańskiego wydawcy.
I tam jedna z pań zapytała “Wraca pan z Sycylii? A cóżPan tam porabiał ?” . Podróże na Sycylię “dziką” i “nieznaną” uznawano za dziwactwo .
Dzisiaj się to nieco zmieniło . Jednakże podział istnieje nadal.
Trzeba pamiętać też, iż nie należy nazywać Sycylijczyka Wlochem i vice versa. Obaj byliby śmiertelnie urażeni.
* * *
W naszym wrocławskim domu na jednej z półek biblioteczki stał przewodnik po Sycylii. Książeczka , z trudem zdobyta, była cennym nabytkiem .
Ale pragnienie zobaczenia Sycylii było przez dlugie lata marzeniem niespełnionym.
Czytaliśmy o niej. Fascynowała nas nieopisanie bogata historia wyspy .
Jedne plemiona zastępowały drugie. Kultury nawarstwiały się. Jedne cywilizacje padały a na ich miejsce rodziły się inne. Sycylia ma długą, bogatą historię i kulturę znacznie starszą niż kultura Włoch , od których oddziela ją wąska Cieśnina Mesyńska.
Około kilkunastu tysięcy lat temu wyspę zamieszkiwali Sykanowie, Sykulowie i Elymowie - plemiona, których historia jest tak odległa, iz wydaje się nieprawdziwa. Fenicjanie, którzy zaczęli wyspę kolonizować w XI wieku przed Chrystusem są już nam lepiej znani. Założyli miasto Panormus , dzisiejsze Palermo. Fenicjanie pozostawili swe ślady na wyspie, a od VIII wieku p.n.e. zaczęła się kolonizacja grecka. Hellenowie zalożyli Syrakuzy, Katanię i Mesynę. Syrakuzy stały się jednym z najważniejszych miast starożytnego świata. Niestety przyszedł też kres tej świetności . Do upadku przyczyniły się wojny kartagińsko- greckie trwające blisko sto lat.
“Gdzie dwu się bije tam trzeci korzysta”. Rzym po stoczeniu kilku zwycięskich wojen punickich odparł Kartagińczyków a Sycylię uczynił kolejną swą prowincją . Zyzne ziemie sycylijskie dawały bogate plony. Sycylia stała się spichlerzem Rzymu. Sycylijczycy wielokrotnie zrywali się do walki o niepodległość, ale ich powstania brutalnie były tłumione. Nawet najwieksze imperia upadają . Imperium rzymskie spotkał ten sam los. Zwycieskie plemiona Wandali , które wcześniej opanowały Afrykę Północną , zalały Sycylię. Po nich przyszli Ostrogoci, na czas jakiś stała się częścią Bizancjum a w IX wieku naszej ery przyszli Arabowie i pozostali tu przez dwa stulecia. Zwycięzcy Normanowie wyparli Arabów . Roger II został pierwszym królem Sycylii. W XII wieku władcą Sycylii został Henryk VI cesarz niemiecki, potem Fryderyk II. Potem byli Andegawenowie, potem dynastia z Aragonii a w połowie XV wieku nastąpiło zjednoczenie Sycylii z Neapolem. W pierwszej połowie XIX wieku południowe Włochy i Sycylia stworzyly Królestwo Obojga Sycylii.
Kiedy zwycięski Giuseppe Garibaldi opanował wyspę , ta wraz z Sardynią weszła do zjednoczonych Włoch. Kolejnym ważnym dla wyspy okresem byly rządy Mussoliniego. Pamiętam, iż nasza przewodniczka , młoda i urocza Sycylijka, Anna Spadola, mówiła o rządach Mussoliniego z sympatią. “Ograniczył wpływy mafii, wprowadził powszechne nauczanie, podzielił między biednych rozległe latyfundia. I tym zdobył sobie popularność wśród sycylijczyków”.
Wspomiała też o tym iż Mussolini wypędził Zydów z Sycylii.
Opowiedziała o tym więcej podczas zwiedzania Castelmolo.
Po wojnie mafia wróciła znowu do sił i dopiero pod koniec 1998 roku na skutek zdecydowanych działań rzadu osłabiono jej wpływy.
* * *
Z Sorrento do Villa San Giovanni , jechaliśmy autobusem . Raz po raz wjeżdżaliśmy do tunelu ; jak odnotował mój mąż , na naszej 440 kilometrowej trasie wiodącej do ciesniny Messyńskiej , w tunelach przejechaliśmy 83 kilometry. Poza tunelami pędząc po dobrze utrzymanej autostradzie, mijaliśmy góry gęsto porośnięte krzewami o bujnych żółtych kwiatach, małe miasteczka z domami przycupniętymi u podnóży góry lub zawieszonych na jej zboczach jak ptasie gniazda. Przejeżdżaliśmy obok miasta Polli doszczętnie zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 1980 roku. Zachował się tam tylko kościól, ale na krótko. Czas jakiś potem zawalił się . Stało się to w niedzielę podczas niedzielnego nabożeństwa. Pod gruzami zginęlo 100 osób.
Na naszej trasie pojawiło się Sibari, znane w starożytności jako miasto dobrobytu a więc i uciech wszelkich. Otoczone urodzajnymi glebami, nazwane ziemia “miodem i mlekiem płynąca” dało początek nazwie “sybaryta” . Po paru godzinach podróży dotarliśmy do przystani. Podróż promem trwała zaledwie 20 minut (odnotował mój mąż).
Nad nami był nieskazitelny błekit nieba , pod nami i wokół nas szafirowe wody zatoki Messyńskiej a przed nami zarys wyspy. To Sycylia, nasza od dawna wymarzona wyspa.
* * *
Taormina-Mazzaro była pierwszym miejscem naszego postoju. Zamieszkaliśmy w małym hotelu tuż nad morzem . Nasza łazienka miała blizny na ścianach . Pęknięcia od sufitu do podłogi były śladami po trzęsieniu ziemi.
Ale chyba nikt do tego nie przywiązuje tu zbyt wielkiej wagi. Skoro trzęsienie ziemi potrafi znieść z powierzchni duże miasta , jak Messynę co stało się w 1908 , któż będzie troszczyć się o pęknięcia na ścianie?
Natomiast widok z okna był oszałamiająco piękny ; lazur nieba, kobalt morza, dwie małe skalne czarne wysepki . Najpiękniej bywało o wschodzie słońca bo malowniczy obraz uzupełniał śpiew ptaków.
Taormina tonęła w powodzi kwiatow. Kwitły wokół hotelu i w ogrodach sąsiednich domów .
Była piękna czerwcowa niedziela . Z kościołow słychać było nawoływania dzwonów. Zamiast wspinać się po blisko 500 stopniach stromo wznoszących się w górę, pojechaliśmy linową kolejką do centrum Taorminy. Piechotą poszliśmy do Swiętego Nicolo z Bari . W 1980 roku papież Jan Paweł II nadal jej rangę Bazyliki mniejszej. Podczas nabożeństwa dzieci czytały fragmenty Pisma Sw. Znamienne bylo to, iż wśród nich był tylko jeden chłopiec. Po mszy poszliśmy zwiedzać miasto. Wąskie uliczki Taorminy z ukwieconymi balkonami zdawały się rozbrzmiewać echem odległej historii. Doszliśmy do ruin teatru greckiego pochodzącego z III wieku przed Chrystusem . Przebudowany został przez Rzymian .
Z miejsca , w którym się znaleźliśmy rozlega się widok na wybrzeże i na Etnę pokrytą u szczytu biała warstwą śniegu i bardzo delikatnym, niemal przeźroczystym welonem mgły.
Wracając do hotelu, weszliśmy do Giordano Publico , parku miejskiego słynnego z egzotycznej roślinności i położenia. Z ogrodu rozlega się widok na morze Sycylijskie.
Potem spacerujemy głowną ulicą Taorminy; Corso Umberto. Przechodzimy kolejno trzema bramami, zatrzymujemy się przed barokowa fontanną stojącą nieopodal katedry z gotyckim frontonem.
Popołudniu wyjeżdżamy wysoko w góry do Castelmolo.
U naszych stop leży Taormina. W miasteczku kościół St. Nicolo di Bari ( patrona okolicy) . Gwiazdy Dawida wskazują iż kiedyś mieściła się tu synagoga.
Nieopodal winiarnia , w której serwują migdałowe wino. Ale znana jest głownie z tego, że rzeźbione postaci z wielkimi fallusami stanowią głowną dekoracje wnętrza. Podobno zgodnie z wiarą starożytnych Greków fallus przynosi obfitość dóbr i powodzenie w życiu.
Kolejnym etapem naszej podróży jest Etna. Choć niezmiernie malownicza , urzekająca swą urodą na odległość, stanowi ciągłe, realne zagrożenie. Wspinąjąc się w górę mijamy ślady poprzednich erupcji wylkanu. Czarna lawa pokrywa rozległe obszary. Pomiędzy nimi bujnie kwitnące krzewy. Zółto tu i różowo. Widzimy na pół zalany lawą dom. Druga połowa ocalała.
Nasza przewodniczka zna dobrze daty kolejnych wybuchów, zna liczbę ofiar. Jedne z ostatnich większych wybuchów wulkanu miały miejsce w latach 1991 do 1993. Z powierzchni ziemi zniknęła cała wieś.
Docieramy do stacji kolejki linowej ( funivia) . Pojedziemy nią w pobliże jednego z czterech ciągle aktywnych kraterów wulkanicznych. Pod nami zielone wzgórza pełne regularnych stożków. To dawno wymarłe wulkany. Dojeżdżając w pobliże wierzchołka Etny widzimy już tylko brunatno –czarne kawałki zastygłej lawy. W powietrzu czuje się wyraźny odor siarki. Wspinaliśmy się na Wezuwiusz podczas pobytu we Włoszech, ale Etna robi na mnie jeszcze wieksze wrażenie. Pewnie dlatego, że nie ma tu tłoku . Jesteśmy sami w obliczu Natury.
* * *
Droga do Syrakuz wiodła krętą , wąską drogą. Raz po raz , gdzieś daleko poniżej pojawiało się morze.
Syrakuzy w przewodniku oznaczono trzema gwiazdkami . Nic dziwnego . To jedno z najbardziej znaczących miast Sycylii. I zawsze tak było. Skolonizowane przez Greków z Koryntu w VIII wieku przed Chrystusem uznane zostało za miasto godnie mogące rywalizować z Atenami.
Syrakuzy były pełne splendoru i bogactwa . Na przełomie V i IV w. p.n.e. liczyły 30000 mieszkańców. Potem , w wyniku wojen punickich miasto przeszło we władanie Rzymu, by kolejno doświadczać okupacji Bizancjum, Arabow, Normanów.
W Syrakuzach tworzyli Pindar ( poeta) i Ajschylos - znakomity dramatopisarz. Tu w 287 roku przed Chrystusem urodził się słynny później twórca geometrii Archimedes. To tutaj powstało prawo Archimedesa mówiące o tym , że “ciało zanurzone w wodzie…” itd.
Do dziś przewodnicy zatrzymują się ze swymi grupami przed domem, w którym jak głosi tabliczka , mieszkał Archimedes . Opowiadają o jego roztargnieniu i o tym , jak dokonawszy swego odkrycia wyskoczył z wanny nagi i biegł po ulicach Syrakuz wołajac “Eureka”. Ile w tym prawdy historia milczy, ale opowieść wywołuje prawdziwą radość, szczególnie tych, którzy w szkole z trudem przyswajali sobie definicje z zakresu nauk ścisłych. Mówi się też o roli jaką odegrał Archimedes w obronie Syrakuz. Otóż używając soczewki i lustra, skupił strumien promieni słonecznych i skierował go na stojące w zatoce okręty rzymskie, powodując pożar flotylli wroga.
Ale mimo to nie udało się pokonać Rzymian. Podstępnie zajęli miasto. Archimedes zginął zamordowany przez rzymskiego żołdaka. Zatopiony w swych naukowych rozważaniach uczony nie zauważył iż wróg nadchodzi;
O świetności Syrakuz w czasach greckich przypomina ogromny teatr pochodzący z V w p.n.e. “Persowie “ Ajschylosa to pierwsza sztuka jaką tu wystawiono “ opowiada przewodnik . Prowadzi nas potem do kamieniołomów, w których pracowali niewolnicy. Dzisiaj w tym dawnym miejscu udreki, dojrzewają pomarańcze i cytryny.
Gałęzie uginają się od ciężaru owoców. “zapamiętam ten kraj gdzie cytryna i pomarańcz dojrzewa” myślę, dopuszczając się małego plagiatu . Dokonałam bowiem przeróbki wiersza Slowackiego.
W Syrakuzach odwiedzimy jeszcze teatr rzymski młodszy o dwa stulecia od greckiego, wysłuchamy kolejnych opowieści naszego “cicerone” , podziwiać będziemy wielobarwne krzewy oleandrów i pinie, sosny o kształcie koron przypominających parosole. Będziemy przysłuchiwać się melodiom sycylijskich piosenek dobiegających z otwartych okien i mowie mijających nas mieszkańców Syrakuz. Zastanawiałam się czy ci starsi spośród nich pamiętają desant morski pod kryptonimem “Haski”.
Amerykanie wylądowali w Syrakuzach rozpoczynając swą włoską ofensywę .
Przed odjazdem z miasta zobaczymy jeszcze “źródło Aretuzy”. To tu jest kolebka miasta, jak głosi legenda.
“Fonte Aretusa” czyli fontanna Aretuzy przypomina historię nimfy , którą chce zdobyć bóg rzeki Alfeus. Ale bogini Artemis, strzegąca cnoty swych nimf, zamienia Aretuzę w źródło.
* * *
Rozstajemy się z Syrakuzami ale nie z Sycylią. Przed nami jeszcze zwiedzanie willi rzymskiego patrycjusza ( Villa Romana del Casale) ,nieopodal Piazza Armerina i słynnego Agrigento ( czyt. Agridżento) gdzie czeka na nas Dolina Swiątyń, i gdzie rosną liście akantu.
Czeka nas przyjemny spacer po plaży w cichym , spokojnym , sennym Selinunte , a także pobyt w jednym z najbardziej hałaśliwych miast świata, w Palermo.
W Palermo oszołomi nas kunszt sztuki arabskiej, wzruszy opowieść o świętej Rozalii pustelniczce, która mieszkała w jaskini na górze Pellegrino i która uratowała kiedyś miasto przed zarazą. Będziemy świadkami ślubu w katedrze w Monreale. Odwiedzimy jeszcze wiele kościołow, placyków, targów, gdzie sprzedawcy prześcigają się w zachwalaniu swoich towarów.
A kiedy po kilkunastu dniach spędzonych na Sycylii przyjdzie się z nią zegnać będę wiedziała, ze kiedyś za nią zatęsknię .

 

środa, maja 04, 2022

Znasz li ten kraj, gdzie cytryna dojrzewa?

 


 

Motto: A journey to Italy should always be seen as a journey of discovery that will reveal not one, but many Italies.”

--Umberto Eco

 

O Włoszech pisali najwięksi poeci wszechczasów. Opiewal je Mickiewicz i Słowacki. Fascynowały Goethego.

Henryk Sienkiewicz, miłośnik historii i  włoskiej kultury twierdził,  iż człowiek ma dwie ojczyzny; tę, w której się urodził i Włochy.

Miliony turystów, którzy odwiedzają Włochy każdego roku  utwierdzają nas w tym,  iż w sienkiewiczowskim stwierdzeniu „coś musi być”.

Wielu z odwiedzających powraca . Nam też się to udało.

Podróż włoska , którą  odbyliśmy na przełomie września i pażdziernika 2008 była piątą, „jubileuszową”.

Trasa wiodła z Rzymu poprzez Florencję, Pizę, Mediolan,  wzdłuż przepięknej drogi  nad jeziorem Maggiore do Baweno . Odwiedziliśmy  Lugano w Szwajcarii. Wjechaliśmy kolejką linowa na górę Tamaro skąd rozlegał się widok na winnice i malownicze wgórza.  W Sirmione, urzekającym miasteczku włoskim malowniczo połozonym nad jeziorem  Garda,  wysłuchaliśmy historii tego słynnego uzdrowiska, znanego już w czasach rzymskich a rozbudowanego z początkiem XX wieku. Przyjeżdżali tu znani pisarze jak Ezra Pound i James Joyce. Maria Callas słynna diva operowa, miała tu swoją willę. W Sirmione zapewne poświęcała czas na troskę o swój cenny głos. Tu bowiem leczy się oprócz reumatyzmu i bronchitow wszelkie  przypadłosci laryngologiczne. 

Zatrzymaliśmy się w Weronie, gdzie na jednym z głównych placów stoi pomnik Dantego, nie budzący zresztą większego zainteresowania turystow. Oni wypełniają dziedziniec domu Julietty, słynnej młodziutkiej heroiny  dramatu Szekspira. Legenda o wielkiej , tragicznej miłości  Romea i Julii nie tylko ciągle jest żywa, ale wydaje się , że rozkwita pełniej z niebywałą  siłą.

Potem znaleźliśmy się w Wenecji. Wizyta w Bazylice Sw Marka , spacer do Ponte Rialto, przejażdżka vaporettem po Canale Grande i zwiedzanie po raz pierwszy odrestaurowanego po wielu latach słynnego pałacu Ca d’Oro pozostaną w naszej żywej pamięci. Na placu Swiętego Marka przed Bazyliką były tlumy. Bez ryzyka mogę stwierdzić iż kryzys ekonomiczny, który zagląda w oczy nie tylko nam w Stanach i innych krajach Ameryki Północnej i Południowej, Azji  i Europie nie jest widoczny w Wenecji. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Potem mieliśmy krótki postój w Rawennie słynącej z najpiękniejszych zabytkow sztuki bizantyjskiej we Włoszech . W programie podroży było także dwugodzinne zwiedzanie bazyliki Swiętego Franciszka w  Asyżu. Pamiętne  trzęsienia  ziemi w dniach 26 września i 3 października  1997 roku poczyniły ogromne zniszczenia. Warto przypomnieć iż kilka miesięcy po trzęsieniu ziemi , w styczniu 1998 Jan Paweł II przyjechał do Asyżu, by wyrazic współczucie mieszkańcom Umbrii i wezwać by nie upadali na duchu. „Niech nie słabnie w Was moc ducha” wzywał , dodając :

”. Przybyłem do Asyżu, aby modlić się na grobie Biedaczyny. Z tego miejsca świętego dla tradycji franciszkańskiej, które tak boleśnie odczuło skutki trzęsienia ziemi, z tej bazyliki podziwianej przez ludzi na całym świecie, zanoszę do Boga żarliwą modlitwę za ofiary kataklizmu...”

 (...)Dobrze wiem, drodzy bracia i siostry, jak wielkie szkody wyrządziło trzęsienie ziemi cennemu dziedzictwu humanistycznemu i artystycznemu waszej ziemi. Ale wiem też, jak silne jest wasze postanowienie, by nie ulec zniechęceniu(...)

Zniszczenia  w bazylice zostały niemal całkowicie usunięte . Niestety,  nie wszystkie freski zostały ocalone. Ale większość fresków Giottta przedstawiających sceny z życia Swiętego Franciszka wydawały mi się jeszcze piękniejsze niz kiedyś.

Z Asyżu dotarliśmy do Perugi, stamtąd do Pompeii, by wreszcie znaleźć się w legendarnym  Sorrento .

A stamtąd już tylko „rzut kamieniem” do jednej z najsłynniejszych wysp Europy – Capri.

Wycieczka dobiegała końca. Z Sorrento wracaliśmy do  Rzymu.

W „rekordowym” czasie ale z głębokim wzruszeniem odwiedziliśmy miejsca poznane podczas pierwszej podróży do Italii . I z równą radością i zachwytem „odkrywaliśmy” nowe dla nas miejsca.

* * *

Spędziliśmy dwa niezwykle interesujące tygodnie, podróżując autokarem wraz z grupą ludzi z kilku kontynentów. Najliczniej byli reprezentowani mieszkańcy Australii. Byli Amerykanie, Anglicy, Kanadyjczycy. Mili kulturalni i ...zdyscyplinowni. Podczas owych dwu tygodni ani razu nie czekalismy na nikogo. Podczas wycieczek zbiorowych jest to niezmiernie ważne.

 To była bardzo udana podróż , choc nie ukrywam, że wyczerpująca, wymagająca koncentracji i „harcerskiej” dyscypliny. Przebyliśmy setki kilometrów. Ale każdy postoj, każda wizyta była nagrodą za pewne niewygody. Program byl napięty, wstawaliśmy często około piątej, szóstej rano a wracalismy do hotelu około dziesiątej, jedenastej wieczorem.

Dzisiaj w Michigan za oknem jest szaro, ponuro i zaczyna padać drobny śnieg. Wspominam więc z radoscią te kilkanaście dni we Włoszech pełnych slońca, zieleni, kolorów. W każdym z nas istnieje potrzeba dobra i piękna. We Włoszech znajdujemy z pewnością to drugie.

Wymienię tu choćby pałace weneckie, mozaiki w BazyliceSw. Marka i w Rawennie, artystyczne wyroby Murano, rzeźby Michała Anioła, katedry w Mediolanie i Florencji, place i wąskie uliczki Asyżu i Wenecji, obrazy Bronzino, freski Giotta, pieśni neapolitańskie , Baveno, Sorrento i Capri.

Ach, Capri...  Znane od dawna ze swej niezwykłej urody. Cesarze rzymscy mieli tu swe siedziby i do dziś turysta ze zgrozą wysłuchuje opowieści o okrucieństwach Tyberiusza. Pisał  o tym także Ryszard Kapuściński. Zachwycali się wyspą malarze i opiewali ją poeci. Na Piazzettcie  przed Ratuszem z pewnością nie brakło też i polskich.

Roman Bransteatter pisał w „Powitaniu Capri”.

(...)
Już widzę domy, skaczące
Z tarasu na taras
Jak białe koty.
 
Już widzę Marina Grande
Leżącą na brzegu
Jak gwiaździsta meduza.
 
Jak dobrze, że ta chwila
Nie jest nieskończonym wszechświatem,
Ale maleńką wyspą,
Którą mogę utrwalić
W jednym wspomnieniu.
 (...)

Capri odwiedzili też Maria Konopnicka i Kazimierz Przerwa Tetmajer, który znakomicie oddaje nastrój i pejzaż Capri.

 
Słońce! słońce! słońce! słońce!
Wszystko lśni się, świeci, pała,
złote iskry skaczą z morza,
złotem błyska mewa biała.
Złote smugi drżą po wodzie,
aż po Capri, po Sorrento -
na słoneczny wiatr okrętów
białe żagle rozwinięto.
Na roztoczach morskich głębi,
na szmaragdach i błękitach,
fijoletu ciemne plamy
w rozzłoconych lśnią prześwitach.
Wzgórz majaczą gięte łuki
przez przezroczą mgłę błękitną -
na ich stokach białe miasta,
jak kamelii ogród kwitną.
(...)
Jaki spokój tam i cisza - -
zda się z głębi, od Sorrenta,
wyjdzie cicho z morza Wenus
naga, piękna, uśmiechnięta.
(...)
świat się pławi w złotym blasku -
słońce! słońce! słońce! słońce!

Capri pozostało takie samo. Kiedy wyciągiem krzesełkowym  jechaliśmy na górę Solaro na Anacapri , u stop w dole , były sady oliwkowe, nieduże winnice, rozłożyste sosny. W pewnym momencie zobaczyłam starego człowieka  podlewającego kwiaty w ogrodzie. Pomachałam ręką na powitanie. Odpowiedział. Wydawało mi się, że to ten sam, ktorego widziałam w tym miejscu, przed blisko dziesięciu laty. Oczywiście było to mało prawdopodobne. Ale skoro wszystko tam „było tak jak dawniej” ...więc , kto wie?

Z cała pewnością na Anacapri powitał nas podniesioną w górę reką ten sam cesarz Augustus, a z morza wystawały te same dwie słynne skały  „Faraglioni”, tak charakterystyczne dla krajobrazu Capri. 

Wracając do tych samych miejsc, w jakich już byliśmy przed laty, przeżywaliśmy na nowo tamte pierwsze spotknie z Włochami .

Wtedy podrózowaliśmy z naszym czternastoletnim synem Dariuszem. To wspomnienie ożyło szczegolnie silnie, kiedy byliśmy we Florencji. W drodze na kolację do jednej z restauracji „z widokiem” i słynnym lokalnym winem Frascati,   autokar zatrzymał się na wysokim wzniesieniu, na placu Michała Anioła . Stąd widać rozległą panoramę miasta. To tu, z tego samego miejsca , trzydziesci cztery lata wcześniej , oglądaliśmy Florencję po raz pierwszy. Trochę poniżej znajdował się kamping, na ktorym rozbiliśmy nasz namiot. Ten kamping jest i teraz. Drzewa tam urosły wysokie . A my...? My  tak samo radośnie zachwyceni jak wtedy przed laty, kiedy słuchalismy  dzwonów bijących na Anioł Pański. Potem przez lata całe nawet w najśmielszych, szaleńczych  marzeniach nie wyobrażaliśmy sobie, że kiedyś znowu je usłyszymy stojąc na tym samym  florenckim wzgórzu.

c.d.n.

 

piątek, grudnia 31, 2021

Wspomnienia sprzed dwudziestu lat : Sylwester w Arles

. Ostatni dzień roku 2001 spędzamy w Arles. Na Sylwestra bawimy się w “Atrium”. Jakoś nie zwabił nas “Juliusz Cezar” bo i za drogi i zbyt oficjalny. “Atrium” wypełnia rozbawiony tłum. Srednia wieku raczej wysoka. Dekoracja swiąteczna. A na ścianach fotografie białych koni i …głowa byka. Jesteśmy przecież na Poludniu a tu corrida jest rόwnie popularna jak w Hiszpanii. Wspaniałe rasowe czarne byki są tak samo przedmiotem zachwytόw i piękne, białe konie z Camargue . “A co robi ta bycza głowa na ścianie”, pytam sąsiadki przy stole. “ To tragiczna ofiara wypadku! We Francji nie zabija się bykόw , tak jak dzieje się to na corridach w Hiszpanii; ale bywają przypadki . Jego śmierć nie była zamierzona…” tłumaczy. Na innej ścianie, niemal przy wejsciu ogromny napis “Witamy członkόw stowarzyszenia “bulistόw”. “Bule” należą do najpopularniejszej gry francuskiej “prowincji”, ( a “ prowincją” wg Paryżan jest wszystko co leży poza obrębem Paryża, gdzie też zresztą grają z zapałem w bule) … Gra w “bule” jest nieodłacznym elementem życia towarzyskiego, sportem, elementem krajobrazu francuskiego. Nawet w te mroźne dni , kiedy szaleje Mistral widzieliśmy starszych panόw ( a także panie- !) “turlających”po placyku wysypanym żόłtym piaskiem metalowe kule… Przy naszym stole siedzi kilkanaście osόb , nie znamy się nawzajem, większosć chyba jest spoza Arles; ale poza nami, nie ma cudzoziemcόw . Przy stole pozostały tylko dwa wolne miejsca. Ale rychło zostaną zajete przez starszych państwa. Ona jest szczupła i ruchliwa, nieustannie skoncentrowana na partnerze. On siwiusieńki, nieduży, lekko przygarbiony. I kiedy podnosi głowę spotykam jego wzrok. Ma bardzo wyraziste oczy . I już po chwili nabieram przekonania, ze gdzieś widziałam taka twarz. Ale potem moja uwaga skupia się na czym innym . Idziemy tańczyć. Orkiestra gra francuskie walczyki, szczupła wysoka piosenkarka śpiewa francuskie przeboje znane nam z filmόw i polskich sal dancingowych z lat 60-tych. Podoba nam sie tam rudawa “szansonistka”, ma w sobie coś niezmiernie intrygującego. W głosie, w wyglądzie. Szczegolnie w wyglądzie. Mała głowa, podłużna twarz, długa szyja , spadziste ramiona; Ma na sobie rόżową bluzkę… I nagle olśnienie. Alez ta piosenkarka jest calkowicie podobna do modelki Modiglianiego, pozującacej do obrazu “Rόzowa Bluzka”. Ten portret widzieliśmy w muzeum w Avinionie , kilka dni wcześniej. “Niesamowite podbieństwo, aż nieprawdopodobne”. * * * Około dziewiątej zaczyna się kolacja; wnoszą niezliczone ilości butelek wina a potem wielorakie dania; nie sposόb ich ani zliczyć ani nazwać. Gatunki wina, rzecz jasna, zmieniano w zależności od serwowanej potrawy . Ilośc wypitego wina podnosi temperaturę sali, zaczynają się zbiorowe śpiewy i rośnie taneczny zapał w przerwach pomiędzy daniami. Nawet nasi “vis a vis” sąsiedzi tańczą wytrwale , a ja coraz bardziej się upewniam, iz tego siwego pana musiałam gdzieś już widzieć…te oczy, szczupłość twarzy, zarys brody, ostry nos… I już wiem, ale nie mam odwagi wyznać tego…nawet przed sobą. “Jakieś maniactwo, czy co?” myślę. Ale wiem na pewno, że ten człowiek jest całkiem, ale to całkiem podobny do Vincenta van Gogh; widziałam przecież wiele jego autoportretow a studium do autoportretu z 1887 malowanego w Paryżu przedstawia bardzo podobną twarz. Tyle tylko, że mόj “vis a vis” nie nosi zarostu Kiedy zbliża się pόłnoc obsługa na wόzku przywozi wielką makietę prowansalskiego domku. Cały skrzy się światłami . A wraz z wybiciem 12-tej wybuchają fajerwerki ulokowane na tejze makiecie. Wszyscy klaszczą i śpiewają . A po chwili wszyscy wszystkich całują składając sobie noworoczne życzenia. Szampan znόw ku mojemu zaskoczeniu podano już dobrze po pόłnocy. W Arles zabawa trwała do pόźna tzn wczesnego ranka. My wyszliśmy po trzeciej nad ranem i byliśmy jednymi z pierwszych . Opuściłam salę nie dowiedziawszy się czy mόj sąsiad z balu mial jakieś zwiazki krwi z Van Goghiem czy nie.Może jeszcze kiedyś jakiś badacz życia Vincenta to odkryje, ktόż to wie…

sobota, grudnia 25, 2021

 Boze Narodzenie  minelo. Niedlugo pogasna swiatla zdobiace palmowe drzewa, domy znow stana sie zaledwie widoczne w swietle ksiezyca...U mnie w domu choinka trwala az do 2 lutego, do Matki Boskiej Gromnicznej, bo tak bylo w czasach mojego dziecinstwa i dziecinstwa

naszego syna. 

 Dzien wigilijny na Marco.... 

.
 Wieczorem zaplonely swiatelka na choince i wiencach,zaiskrzyly  zlote i srebrne girlandy...

 Dzien Bozego Narodzenia z blekitnym niebem nad glowami. Katolicki kosciol Swietego Marka  pelen wiernych.

Tradycyjna szopka .
26 grudnia, tu w USA nie jest dniem wolnym od pracy . My jednak swietowalismy zgodnie z europejska tradycja. 

Czas mija. Wiec i swieta minely... Kolejne "subtropikalne Boze Narodzenie". Kiedy spedzalismy nasze pierwsze Boze Narodzenia na Marco wszystko wydawalo sie "dziwne". Palmy, kwiaty, cieple noce kiedy szlo sie na Pasterke.



Wednesday, November 20, 2019

Rocznica smierci Bruno Schultza


“Darowizna”? “Kradzież”?

czyli jak to z freskami Schulza bylo …



19 listopada minela kolejna rocznica tragicznej smierci  Bruno  Schulza-.
Bruno Schulz , przeszedł do historii literatury polskiej jako autor  zbiorόw opowiadań  “Sklepόw cynamonowych “i “Sanatorium pod Klepsydrą” , paru utworόw rozproszonych , a także zbioru  listόw do znanych pisarzy . Jego opowiadania weszły do kanonu literatury szkolnej (tzw. uzupełniającej). Bruno Schulz , był zasymilowanym Zydem i długo trwał spόr czy znał jidisz ( podobno znał ).
Mniej znanym był jednak fakt iż Schulz był też rysownikiem.
Swa  trzyletnią  artystyczną edukacje  podjał  na Politechnice Lwowskiej na wydziale architektury, potem na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych , ktόrą opuścił po kilku miesiącach też nie ukończywszy studiόw.
  ***
Schulz, obywatel miasta  Drohobycz , Zyd z urodzenia ,  został zastrzelony
Bruno Schulz , przeszedł do historii literatury polskiej jako autor dwu zbiorόw opowiadań  “Sklepόw cynamonowych “i “Sanatorium pod Klepsydrą” , paru utworόw rozproszonych , a także zbioru  listόw do znanych pisarzy . Jego opowiadania weszły do kanonu literatury szkolnej (tzw. uzupełniającej). Bruno Schulz , był zasymilowanym Zydem i długo trwał spόr czy znał jidisz ( podobno znał ).

Mniej znanym był jednak fakt iż Schulz był też rysownikiem.

Swa  trzyletnią  artystyczną edukacje  podjał  na Politechnice Lwowskiej na wydziale architektury, potem na wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych , ktόrą opuścił po kilku miesiącach też nie ukończywszy studiόw.
19 listopada w 1942 roku. podczas “czarnego czwartku”. Artysta , zostawił po sobie swoje prace  , ktόre powstały podczas okupacji niemieckiej.
 Na scianach w domu przy ulicy Tarnowskiego 14,  w ktόrej mieszkał  wόwczas wysoki oficer  drohobyckiego Gestapo ,  Schulz namalował  freski przedstawiające sceny bajkowe;  krόla, krόlową, księżniczkę, woźnicę. Jest też głowa konia. Przypuszcza się iż to ilustracje do bajki “Spiąca krόlewna”.Te freski , ktόre , zgodnie z tym co  twierdzi prasa , odnaleziono kilka lat temu  w lutym, pod koniec maja  zniknęły ze ścian  drohobyckiego domu.

                                                *        *        *


Od 1924 podjął pracę jako nauczyciel rysunku , następnie robόt ręcznych i okresowo matematyki w państwowym gimnazjum im Krόla Władysława Jagiełły. Pracował też w kilku innych szkołach w Drohobyczu.  Kiedy  we wrzesniu 1939 roku Armia Czerwona zajęła Kresy, Schulz dalej uczy , a do pensji  “ dorabia malując portrety przywόdcόw państwowych, winietki , afisze” ( cyt. J. Jarzebskim) . Proponują mu też wspόłpracę z pismem literackim ale odrzucają jego opowiadania, ktόre nie przystają do zasad “socrealizmu”.

W czerwcu 1941 roku wkraczają Niemcy i wkrόtce potem tworzą getto.

Sytuacja Schulza była może nieco lepsza od innych. Pracował dla Feliksa Landaua jako malarz ( malawal tez freski) oraz porzadkujac księgozbiory zagarnięte przez Niemcόw.

Ale nie uniknął losu milionόw innych polskich  obywateli i losόw milionόw Zydόw europejskich. Został zamordowany. Miał  wtedy 50 lat.

“Gdzie te freski z Drohobycza”.

Rzeczpospolita z dn. 26 maja 2001  zamieściła artykuł pod tytułem “Freski Schulza” Dowaiadujemy się że freski malowane przez Schulza zostały usunięte . Autor, Tomasz Tomaszewski powołuje się na oświadczenia byłego ucznia  Schulza , Alfreda Schreyera, a także wypowiedż wiceburmistrza Drohobycza , ktόry to twierdził ,  iż zjawiło sie trzy osoby  i cała trόjka posługiwała się wizytόwką Yad Vashem.  Policja została powiadomiona o kradziezy. Schreyer, ktόry uważał  iż sprawcy nie mogli działać z ramienia tej organizacji obawiał się,  że freski zaginęły na zawsze.

Zaczęły się poszukiwania, protesty, szukanie winnych kradzieży.

Zaczął się miedzynarodowy skandal. Kradzież freskόw i wywiezienie ich za granicę naruszylo wszelkie ustanowione prawa międzynarodowe.Polska i niemiecka prasa pękaja od domysłow. Wre .

I oto  dopiero 30 maja Jossi Melman (Rzeczpospolita) donosi iż freski sa w Jerozolimie.,

Tak pozno  Iris Rosenberg rzeczniczka prasowa Yad Vashem (29 maja 2001) składa oświadczenie ,  z tόrego wynika , iż  zabranie fresków Schulza “było wynikiem kilkumiesięcznych pertraktacji z władzami miasta.” To oświadczenie zamieszcza Gazeta Wyborca dopiero 24 lipca :W oświadczeniu czytamy:

W lutym tego roku polskie i niemieckie media opublikowały wiadomość, że malowidła żydowskiego artysty    Brunona Schulza zostały znalezione w domu oficera SS Feliksa Landaua w Drohobyczu. Podczas    Holocaustu Landau wykorzystywał talent Schulza … Schulz został zabity przez oficera SS Güntera …    Po publikacji tej historii Yad Vashem skontaktował się z władzami Drohobycza z prośbą o przekazanie    fresków. Mówiący po ukraińsku reprezentant Yad Vashem Mark Schrayberman w marcu 2001 przyjechał do    Drohobycza, gdzie spotkał się z merem Aleksjejem Radziejewskim i kierownikiem oddziału kulturalnego        “W maju 2001, Schrayberman i dwóch profesjonalnych konserwatorów przyjechali do Drohobycza w imieniu    Yad Vashem.

    Należy podkreślić, ze Yad Vashem działał otwarcie i w pełnej współpracy z lokalną władzą. Po zakończeniu    działań mer Aleksjej Radziejewski przekazał Yad Vashem list, w którym napisał, że ceni sobie współpracę    między Yad Vashem a Drohobyczem. Współpracę, która miała na celu uwiecznienie pamięci o Brunonie

    Schulzu, żydowskim artyście zabitym przez oficera SS wyłącznie dlatego, że był Żydem, i malowideł, które    wykonał podczas Holocaustu. Najlepszym miejscem do przechowywania ich jest Yad Vashem, Instytut    Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu w Jerozolimie.”

W oswiadczeniu stwierdza się iż freski były darem właściecieli domu dla Yad Vashem, na co maja potwierdzenie. Wiec “wiele halasu o nic”?

                             *        *        *

Jednakze  to nie koniec tej historii. Temat powraca. Ewa Berberyusz czuła  jak zwykle na zdarzenia rozgrywające sie w “Skażonej sferze” (Przegląd Polski z 5 lipca 2001) zaczyna swe rozważania od uwag na temat , jak to określa elegancko , “zaboru” freskόw  z domu w Drohobyczu. Zostańmy więc przy tym określeniu. “Zaboru” freskow autorstwa Bronona Schulza dokonali pracownicy Yad Vashem ( wg autorki pani Berberyusz “metodą Mosadu”, ktόry chwali za skuteczne akcje).

  Rzeczywiście działano błyskawicznie; w lutym nastąpiło “odkrycie” , w maju freski zmieniły właścicieli . Freski Schulza przetrwały na ścianach  domu w Drohobyczu  okupację niemiecka i sowiecką . Zachowały się tam  blisko sześdziesiat lat , a kiedy nadszedł czas “wolnej i niezawisłej Ukrainy” w maju zmieniły miejsce swego pobytu . Z Drohobycza na Jerozolimę. Sprawa nabrała  charakteru  międzynarodowego , więc nie może być już pominięta calkowitym milczeniem.

 Już i przedstawiciele USAzamieszani są w  tą sprawę.

W Nowym Jorku , stolicy politycznej  i kulturalnej swiata, zwołano posiedzenie  w tej sprawie.Uczestniczą “strony”z Ukrainy ( choć prawnik izraelski Uri Huppert, stwierdził iż to nie ich sprawa!), Polski, Izraela, USA.

“Jewish Telegraphic Agency”z dnia 17 lipca pisząc o tym  wydarzeniui przypomina w zarysie sprawę “ rewindykacji” ostatniego (najpewniej) dzieła Schulza.

Agencja nazywa akcję Yad Vashem  “sekretnym i kontrowersyjnym przejęciem fresku z ery Holocaustu”  Na konferencji przedstawiciel Yad Vashem  tłumaczy “porwanie “ fresku “koniecznością jego ratowania ”.  Konstanty Gebert ( znany tez jako Dawid Warszawski ) redaktor miesięcznika o tematyce zydowskiej “Midrasz” wychodzącego w Polsce,  uczestniczący w spotkaniu  nazwal to  samo wydarzenie  smutnym  , a “ moze nawet niemoralnym błedem”. Uznał też,  iż ten czyn jest wymierzony przeciw spolecznościom żydowskim w Polsce i na Ukrainie” “Czujemy się jakby część naszego dziedzictwa została nam zrabowana” powiedział  . I trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Inaczej uwazają przedstawiciele organizacji zydowskich z USA i Izraela.

Jeden z dyrektorόw Muzeum Holocaustu z Waszyngtonu  oświadczyl iż dzisiaj “ zapotrzebowanie na  eksponaty z epoki Holocaustu szaleńczo  rośnie “ więc , domyslać sie należy , nie ma mowy o rezygnowaniu z nich na rzecz krajόw skąd owe eksponaty pochodzą. Inny zaś uczestnik spotkania dodał  iż nie ma  cienia wątpliwosci “ iż Bruno Schulz byłby tym  aktem zachwycony tym zdarzeniem “. Melvin Jules Bukiet podparl te argumenty stwierdzeniem  iż Schulz “żył jako Zyd, umarl jako Zyd więc jego prace winny być w Yad Vashem”.Yad Vashem  oraz  organizacje zydowskie szcegόlnie w USA uważają  się za spadkobiercόw  wszystkich Zydόw , a więc są też spadkobiercami  Schultza .Wobec tego,   ich zdaniem,  mają prawo do tego fresku bez względu na to, co mόwi prawo międzynarodowe czy  też ukraińskie. Nie ma więc dla nich znaczenia iż wg tych praw fresk sprzed 1945 roku  podlegal  ochronie zabytkόw .   “Jerusalem Post”( 18 lipca) zamieścił artykuł Mellisy Radler o tej samej  tematyce. Pisze ona miedzy innymi o tym, ,  że  zmagano się   z tematem jaki winien być los dzieł  należacych do żydowskiej kultury . Sama autorka  artykułu określa działania  Yad Vashem  dość  jednoznacznie ( “stealthy” ). Ten bezceremonialny akt “zaboru” wzbudził żywa dyskusję nie nad tym, czy  była to gra fair , ale  nad tym gdzie maja sie znajdowac dzieła z “ery Holocaustu”, czyli do kogo one należą.Zdobyczny fresk Schulza , zdaniem  części uczestnikόw panelu,winien  być uznany jako restytucja dόbr kultury żydowskiej.

”. Uczestnicy spotkania reprezentujący Yad Vashem uznali  też iż pozostawianie dzieł sztuki żydowskiej po to by ksztalcic “mordercόw i prześladowcόw”  w  krajach Europy wschodniej jest pozbawione sensu. Sprawa Jedwabnego wzmocniła te argumenty  i nikt z uczestnikόw nie rezygnował z przypominania tego.

Ważnym argumentem na rzecz “słusznosci akcji” było to,  iż uznano  iż protesty przeciwko zaborowi  freskόw  są  niczym więcej niż  przejawem nastrojόw antysemickich. Wszelkie rozważania nad tym czy όw “zabόr” był  bezprawny czy nie , moralny czy amoralny, podsumował Gabe Goldstein, kurator muzeum “Yeshiva University” w  Nowym Jorku. “Obecna sytuacja w swiecie jest taka, iż krytykowanie moralności Izraela  budzi niepokόj ( strach)” . Wydaje się że stanowiska zostały jasno określone.

Chciałabym być złym prorokiem,  ale  ośmielam się przypuszczać, iż żądania  dziennikarki  pisującej do polskojęzycznego tygodnika w Nowym Jorku, że freski maja wrόcic “I koniec” jednak nie zostaną uwzgłednione. Nie bardzo bedzie się też słuchać Zydόw w odradzajacych się gminach  w Europie Wschodniej .

 Ale z pewnością jedno pozostaje,;  można obejrzeć sobie kolorowe reprodukcje ( za co p. Berberyusz juz podziękowała Yad Vashem) lub też wybrać się z wycieczką do Jerozolimy  a być może niedalekiej  w przyszłości do Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie.  Ostatecznie ilu ludzi pojechałoby do Drohobycza , nieprawdaż?

Post Scriptum;

Nie podejmowałabym tego tematu,  ale Drohobycz ma szczegόlne miejsce w mojej pamięci.  Jest mi  bliski. Moj ojciec urodził się w Drohobyczu i chodził  do szkoły,  w ktόrej w latach od 1924 do 1941 uczył rysunku  Bruno Schulz.

Zanim “Sklepy Cynamonowe” były moją szkolną lekturą,słyszałam o Schulzu i  o okolicznościach jego dramatycznej śmierci . Zabito go  podobno w przeddzień   ucieczki zaplanowanej przez  jego polskich ( czyt. katolickich przyjaciόł). Miała w tej ucieczce pomagać Zofia Nałkowska. O tym szczegole dowiedziałam się już znacznie pόźniej. No ale to już inna historia.






Thursday, October 31, 2019

Polski cmentarz...


Motto:

Niech śmierć i stokroć tu zwłoki Twe grzebie!Ty żyjesz, żyjesz! Pod zimnym kamieniem nie jesteś prochem, ni snem , ni milczeniem (…) Zygmunt Krasiński  w elegii poświeconej przyjacielowi.

Stary cmentarz…

Zmarłych nie ma na cmentarzu! Są w domu Ojca lub czekają na nasza modlitwę – powiedział przed paru laty   abp Kazimierz Nycz w homilii podczas Mszy św. odprawionej w uroczystość Wszystkich Świętych w kościele pw. św. Marii Magdaleny na warszawskim Wawrzyszewie..

A jednak polski obyczaj nakazuje udawać się na groby bliskich, mimo iż Oni są “w domu Ojca”. I niech tak zostanie. To piekny obyczaj, rzadko spotykany w innych krajach.

Niepowtarzalne sa polskie cmentarze . O jednym z nich chcę opowiedzieć.

***

W Zakopanem, na Pęksowym Brzysku jest  cmentarz. Prowadzi do niego ulica Kościeliska.  W jednym z grobów  pogrzebano Jana Pęksa. Być może dzisiaj nikt nie znałby jego imienia a zakopiański cmentarz miałby inną nazwę, gdyby nie jego szczodrość. Jan Pęks podarowal swojej wsi   “brzysk”, co w gwarze lokalnej, góralskiej  oznacza “urwisko nad potokiem”.  Na tym cmentarzu spoczywa też ksiądz Józef Stolarczyk,  założyciel cmentarza, który  to miejsce poświęcił w 1850,  sto sześdziesiąt lat temu.

Zapewne ani Jan Pęsk ani ksiądz Stolarczyk nie przewidywali, że  cmentarz  stanie się sławny i że znajdą na nim miejsce ostatniego spoczynku ludzie, których znaczenie dla polskiej kultury jest ogromne.  Spoczęli tu ludzie, którzy tworzyli historię tej, wówczas małej, górskiej osady i ci, którzy kiedyś tu przyjechali i osiedli bo znaleźli w Tatrach natchnienie do pracy twórczej, poeci, malarze, rzeźbiarze, kompozytorzy.

Zakopiański cmentarz zwany “starym” stanowi niewątpliwie dużą atrakcję turystyczną. Na grobach, podobno niezależnie od pory roku,  widać świeże kwiaty, zapalone znicze. Na cmentarz wchodzi się przez bramę zaprojektowaną przez Stanisława Witkiewicza długoletniego mieszkańca Zakopanego, architekta, twórcy tzw. zakopiańskiego stylu. Budownictwo to przypomina domy w Szwajcarii, nie przez przypadek.  Witkiewicz czerpał stamtąd wzory. Po wejściu na cmentarz stajemy zadziwieni urodą i odmiennością rzeźb nagrobnych. Większość z nich wykonana jest w drzewie  Artystyczne rzeźby stworzyli okoliczni artysci i uczniowie szkoły plastycznej w Zakopanem. Blisko wejścia znajduje się grób Marii Witkiewiczowej żony wspomnianego już architekta. Była matką Stanisława Ignacego (Witkacego), malarza, dramaturga, autora kilku powieści m.inn. “Nienasycenie”. Witkacy ( syn Marii i Stanisława Witkiewiczów) ma tu tylko symboliczny grób. Próby przewiezienia prochów do Zakopanego z Jezioran na Polesiu, gdzie popełnił samobójstwo, okazały się fiaskiem. Zamiast Witkacego, pochowano na Brzyzku kogoś innego. Czytałam kiedyś wywiad z profesorem uniwersytetu wrocławskiego Januszem Deglerem, wybitnym znawcą życia i twórczości Stanisława Ignacego (Witkacego). Opowiadał szczegółowo o przebiegu ekshumacji , o jej rezultatach i o tym co z tego wynikło. W Polsce ta sprawa była głośna  swego czasu.   “Witkacy nawet po śmierci zakpił sobie. “ pisała prasa.

Na Pęksowym Brzysku spoczywają Kazimierz Przerwa Tetmajer, poeta, zwany jakże słusznie piewcą Tatr , Władysław Orkan pisarz , Jan Krzeptowski Sabała, słynny góralski bajarz zwany “zakopiańskim Homerem”.

Był przyjacielem doktora Tytusa Chałubińskiego, który też tu spoczął. Przy okazji warto wspomnieć, że  głównie  dzięki niemu,  lekarzowi z Warszawy , Zakopane stało się tym czym jest dzisiaj, ”zimową stolicą Tatr” a za jego życia , na przełomie XIX iXX wieku kurortem, w którym spotykali się wszyscy “znani i nieznani”. Ba, przyjeżdżała tu aż ze Stanów Helena Modrzejewska.

Na Pęksowym cmentarzu spoczywają ludzie zasłużeni dla Polski . Tych grobów jest 250, jak podaje przewodnik. Każdy z nich zasługuje na uwagę. Ale jeden   jest szczególnie często odwiedzany. Jest to grób Kornela Makuszyńskiego, autora “Przygód Koziołka Matołka”. Na Jego grobie  pozostawiają uczniowe szkolne tarcze (ale nie ma ich tylu jak dawniej).  Odwiedzają go wycieczki z całej Polski. Pamiętam , dawno, bardzo dawno temu   i moja klasa tam była. Na tym grobie ktoś kładzie zawsze ( jak mi mówiono)  świeże kwiaty .  Makuszyński jest autorem licznych powieści dla młodzieży m.inn. takich jak “Awantura o Basię”, “Szatan z siódmej klasy”, “Panna z mokrą głową”, “O dwu takich co ukradli księżyc”. Ta ostatnia to wielce pouczająca historia chłopców, którzy zapragnęli sięgnać bardzo wysoko. W imię zasady “cel uświęca środki” postanowili wspiąć się ...aż do księżyca. Powieść Makuszyńskiego (jak wiele innych) kończy się optymistycznie. Jak kończyłby swoje barwne, optymistyczne powieści, gdyby pisał je dzisiaj? Czy jego bohaterowie , przemieniliby się ze złych, egoistycznych, samolubnych na dobrych i szlachetnych?

Na “starym cmentarzu” znaleźli też ostatnie miejsce spoczynku przewodnicy tatrzańscy, bohaterowie z czasów wojny, wybitni sportowcy jak Bronisław Czech, artysta, słynny narciarz, żołnierz Armii Krajowej, który zginął w obozie koncentracyjnym Auschwitz. Jest tu grób Heleny Marusarz, znakomitej narciarki. W czasie wojny była kurierem, przeprowadzała uciekinierów na Węgry. Złapana podczas przeprawy przez granicę, została uwięziona a potem rozstrzelana. W 1958 roku została uroczyście pochowana na Peksowym Brzyzku.Tamże pochowany jest Stanisław Marusarz, wybitny polski narciarz, który wojnę przeżył niemal cudem. Po wojnie był znanym trenerem.

Cmentarz na Pęksowym Brzysku stał się miejscem spoczynku także  współczesnych nam . Są tu groby wybitnych artystów–rzeźbiarzy zakopiańskich Władysława  Hasiora, Antoniego Rząsy, Aleksandra Kenara . Niektóre z nagrobków na cmentarzu są ich dziełami.

***

Słońce zniżało się ku zachodowi , kiedy opuścilimy cmentarz. Wstąpiliśmy jeszcze do kościoła obok. Jest to najstarszy w Zakopanem modrzewiowy kościoł pochodzący z połowy XIX wieku. Nie było nikogo.

W ołtarzu znajduje  kopia obrazu  Matki Boskiej Częstochowskiej. Wokół zaś “rozkwitają” kwiaty malowane przez ludowych artystów Zakopanego. Jest w tym kościele jakaś jasność, swieżość. Może dlatego, że kościół w przeciwieństwie do wielu innych, jest  skromny, niemal że “ubogi”. Kościół, w którym nic nie rozprasza naszej uwagi i w skupieniu możemy pomyśleć o tych, których odwiedziliśmy . Oni zaś ciszy niczym już niezmąconej pozostali tam , na brzyzku,  na urwisku nad potokiem Cicha Woda.

Dzisiaj w przeddzień Wszystkich Swiętych, kiedy myślimy o tym, że kiedyś i nam przyjdzie odejśc , wspomnijmy  Jana Pawła II , który powiedział  :

”Wczoraj do Ciebie nie należy. Jutro niepewne.Tylko dziś jest Twoje”.





Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
***
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
***