czwartek, października 29, 2009

Efez . Turcja-dzien 5

Efez (grecki Ἔφεσος)polozony jest na zachodnim wybrzezu Anatolii.
Miasto bylo znane z powodu slynnej swiatyni Artemis, ukonczonej w 550 roku p.n.e., Swiatynia uznana byla za jeden z osmiu cudow antycznego swiata.
Niestety zaburzona zostala w 401 roku przez zbuntowany tlum pod wodza sw.Jana Chryzostoma.Cesarz Konstantyn odbudowal miasto, ktore potem w wyniku trzesienia ziemi znow zostalo czesciowo zniszczone.
Efez jest wymieniony w Nowym Testamencie, a nawet przypuszcza sie, ze Ewangelia Sw. Jana pisana byla w Efezie. Wg licznych przekazow Swiety Jan wraz z Maria, Matka Boska schronili sie w okolicy Efezu.


Kusadasi miasto nad morzem Egejskim jest miejscem, do ktorego przyplywaja ogromne statki przywozace tysiace turystow. Na dzien opuszczaja swoje luksusowe kabiny i jada zobaczyc Efez. Inni przyjezdzaja autobusami. Efez jest jak magnes, ktory przyciaga turystow. Kiedys byl stolica 500 miast obecnej Anatolii. Tu zbudowano teatr na 35 tysiecy widzow.
Imponujaca biblioteka, niegdys rownie slynna jak aleksandryjska do dzis swiadczy o bogactwie Efezu i o zainteresowaniach jego mieszkancow.

środa, października 28, 2009

Canakkale. Troja.Turcja -dzien czwarty




Troja. Homer poruszyl wyobraznie ludzka tak dalece, ze po dzis dzien czyta sie jego dwa eposy.Do dzis mowimy o Homerze. I po dzis dzien nie wiemy czy istnial naprade. Siedem miast spiera sie o to gdzie sie urodzil (m.in. Smyrna, obecny Izmir). Ow rapsod , zyjacy(?) w osmym wieku przed nasza era odniosl chyba najwiekszy sukces literacki w historii. Opisal ostatnie miesiace dziesiecioletniej wojny Troi (Ilium) z innym panstwami greckimi. Troja, od drugiej polowy XIX w. niemieckiemu badaczowi Heinrichowi Schliemanowi , zawdziecza "powrot do zycia'. Na skutek dziejowych wyrokow dawne Ilium znajduje sie w rejonie Canakkale w Turcji. Tlumy turystow przyjezdzaja by zobaczyc miejsce, ktore uwiecznil niepismienny poeta. Homer spiewal o Troi, a owa dramatyczna historie podobno spisal juz ktos inny, Ogladamy Troje z VI w.p.n.e. Dowiadujemy sie, ze w tym samym miejscu bylo osiem innych miast. Jedne burzono podczas wojen, o potem inne budowano na nowo. Dzis stajemy na gruzach owych dziewieciu miast. "Co po nas zostanie" zapytalam wspoluczesnika wycieczki. "Luki Mc Donalda" odpowiedzial. Ale czy Mc Donald bedzie mial swego Homera?
Stojac na gruzach Troi nie moge oprzec sie mysli, ze teraz w tym momencie w swiecie dzieja sie rzeczy rownie okrutne jak opowiedziane przez Homera. Miasta obraca sie w perzyne. Kto to opisze? A moze trzeba dac ogloszenie "HOMER potrzebny od zaraz"?

poniedziałek, października 26, 2009

Gallipoli. Piekne Pole? Turcja -dzien trzeci .

Jest 5 pazdziernik 2009 pogodny i cieply. Morze Marmara lsni w sloncu. Jakze pieknie i spokojnie jest tu pod blekitnym niebem. Zatrzymujemy sie na cmentarzu "Anzec" w Gallipoli. Jeszcze jeden z wielkich cmentarzy swiata upamietniajacy ofiary I Wojny Swiatowej. W Europie znana jest ta bitwa jako bitwa o Dardanelle. W Turcji jako "Canakkale Savaszlari". Jak twierdza historycy dopiero udzial w tej bitwie dal poczucie "narodowe" Australijczykom i Nowo=Zelandczykom.Umierali pod wlasnym flagami? Bitwa na polach Gallipoli byla bezwzgledna walka o Dardanelle. Trzeba bylo znalezc przejscie do waznego sojusznika koalicji antyniemieckiej.Wg niektorych zrodel ofiarami tej walki bylo pol miliona zolnierzy. Umierali z ran, niszczyla ich dezynteria, smiertelne ukaszenia komarow. Na wzgorzach nad Dardanellami w bitwach padlo sto tysiecy. Trudno wyobrazic sobie co sie tu dzialo przez wiele miesiecy od 25 kwietnia roku 1915 do 9 stycznia 1916. 25 kwietnia jest swietem narodowych w Australii i Nowej Zelandii. 25kwietnia 1915,kilkanascie statkow wojennych przybilo do wybrzeza wraz z zolnierzami przybylymi z odleglego kontynentu.Byli to "ochotnicy".Walczyli pod dowodztwem (wowczas )Admirala Winstona Churchila.Po przeszlo osmiu miesiacach brytyjczycy wycofali sie. Ataturk ( dowodzil) oglosil zwyciestwo. To bylo krwawe zwyciestwo. Osiemdziesiat tysiecy Turkow zginelo na tych polach.




Ten cmentarz zbudowano dopiero niedawno.Do dzis w Australii zyje jeden z uczestnikow bitwy. Ma 102 lata. Inny zmarl kilka lat temu. Mial 107 lat i raczej rzadko te bitwe wspominal. Czy jest w tym cos dziwnego? Kto chce opwiadac o piekle, ktore przezyl, kiedy tysiacom innych sie nie udalo?


Gallipoli. Po turecku znaczy piekne pole.

sobota, października 24, 2009

Palac Dolmabahcze.Istanbul-dzien drugi


Zwiedzenia palac Dalmabahce zalecil nam znajomy dr.Nurhan , byly profesor uniwersytetu w Michigan a obecnie prof.na uniwersytecie w Istanbule.Z hotelu zeszlismy w dol nad Bosfor,dotarlismy do palacu i stanelismy w dlugiej kolejce po bilety. Widzielismy wczesniej zmiene warty przed palacem-muzeum. Palac imponujacy! Budowano go w latach 1843-1856 . Architekt Garabet Balyan (Ormianin) zrobil projekt palacu na zamowienie 31 sultana Imperium Otomanskiego Abdulmecida . Ewidentny jest wplyw sztuki europejskiej.Style wymieszane dosc swobodnie(neoklasyczny, barok, rokoko i styl otomanski).
Zanim weszlismy do srodka czekalismy czas jakis .Wreszcie sie nami zajela mloda , dobrze wladajaca angielskim przewodniczka. Wnetrze zrobilo duze wrazenie. Ogrom! Bogactwo.Wschodni przepych. Powierzchnia palacu 45 tys. metrow kwadratowych.Koszt 5 milionow ott.zlotych funtow (=35 ton zlota!14 ton na dekoracje (zlote listki na suficie).Przed ukonczeniem palacu sultan z rodzina mieszkal w Topkapi. W nowym palacu mieszkalo kolejno szesciu sultanow do 1924 czyli do obalenia kalifatu. Zmarl tu Ataturk w 1938.
W hollu olbrzymi kandelabr z bohenskiego krysztalu,750 zarowek klatka schodowa krysztalowa.Dywany bogate, obrazy rozne (lepsze, gorsze), bogate meble a nawet skora olbrzymiego niedzwiedzia, podarunek rosyjskiego cara.Przemierzamy pokoje urzednikow, sypialnie sultana. Harem. Lazienki. Pokoj, w ktorym zmarl Ataturk. Zegar w jego pokoju , malym i skromnym nastawiony jest na godzione 9:05. Zmarl o tej godzinie 8 listopada 1938 roku.
Niestety nie mozna bylo w palacu fotografowac. Ale ogrody, tak.


Po poludniu poszlismy na obiad zaproszeni przez N.
Jedzenie bylo pyszne i ladnie prezentowane.


Podczas rozmowy okazalo sie, ze Nurhan byl kolega szkolnym kolega Orhama Pamuka,tureckiego laureata Literackiej Nagrody Nobla w 2006 roku. Siedzieli w jednej lawce.
Na dodadek tego wszystkiego bylo pieknie. Okna restauracji wychodzily na wode.Siedzielismy nad srebrzyscie polyskujacym Bosforem, po ktorym plywaly labedzie i biale lodzie. A nieopadal (prawie!) jak "na wyciagniecie reki byl drugi kontynent.Azja.



Wieczorem (z innym znajomym, Halukiem)pojechalismy do jednej z eksluzywnych dzielnic miasta.Tam miesci sie kosciol katolicki. Tego wieczoru odbywala sie tam niezwykla uroczystosc. Msze celebrowal biskup Istambulu.Jak nam powiedziano do tego kosciola chodza tez muzulmanie, by posluchac koscielnej muzyki i uczestniczyc w podnioslym misterium.Nie spodziewalam sie, ze bedac w muzulmanskim kraju zostane zaprowadzona do katolickiego kosciola. Raz jeszcze przekonalam sie jak malo wiem/wiemy o swiecie.

środa, października 21, 2009

Pierwszy wieczor w Istanbule


Ladujemy na lotnisku imienia Ataturka (przylatujemy czeskim samolotem z Pragi). Oczekuje na nas Haluk. Poznalismy go przed paru laty w Hancock, Michigan. Jedziemy przez miasto . Droga w pewnym momencie prowadzi wzdluz Bosforu. Mijamy targ rybny.

Mijamy duza grupe mezczyzn. Kazdy z wedka. Jak potem powiedzial nam znajomy ilosc lowiacych ryby okresla stan gospodarki. Im wieksze bezrobocie tym wiecej wedkarzy. Logiczne, nieprawda?

Meldujemy sie w hotelu Taslik .


Mamy piekny widok na Bosfor z balkonu naszego pokoju.Wieczorem jedziemy zobaczyc Istanbul "by night". Duzo swiatel, duzo ludzi, duzo restauracji. Haluk zna miasto . Tu sie urodzil i mieszka z przerwami na wyjazdy do USA. Zaprasza nas na kolacje. Jest tez jego przyjaciel,ktory przyjechal z wizyta "do domu" . Od kilkudziesieciu lat mieszka w USA.

Jemy kolacje w restauracji znajdujacej sie poblizu meczetu , cerkwi i synagogii.

Turcja . Pomiedzy Europa a Azja. Cz.1



Pomiedzy 5 a 14 pazdziernika przemierzylismy 2570 kilometrow tureckich drog. Nie potrafie ocenic ile kilometrow przedeptalismy zwiedzajac m innymi antyczne miasta : Troje , Efez ,Aphrodisias w poblizu wioski Geyre i w okolicach Denizli. Jezeli do tego dorzucimy kilometry drog i sciezek wiodacych przez gory Kapadocji, podziemne tynele , ukryte groty skalne, czy spacery po Istambule , bazar w Bursie, ogromne mauzoleum Ataturka w Ankarze to w przyblizeniu doszlibysmy do imponujacej liczby 2640 kilometrow.

czwartek, października 01, 2009

Lappeenranta 3




Karol konczy zajecia 2 pazdziernika, piatek.

Lappeenranta 2


Pogodnie ale chlodno,prawie czuc snieg w poblizu.Tradycyjny ( bo juz drugi :-)?) spacer do sklepu. Lacznie trwa godzine. Po drodze rosna maslaki, ale nie zbieram. Bede je pamietac jako cos egzotycznego. Wczoraj wstapilam do kawiarni na kawe. Bylam tam poprzednio, rok temu. Obie dziewczyny z obslugi znaja angielski. Dzisiaj bedac w barze na lodach tez to samo zauwazylam. Dziewczyna sprzatajaca bar rozumie i odpowiada po angielsku. Maly narod, wiec wie, ze to oni musza sie uczyc, by egzystowac w globalnej wsi. O ile milej zwiedzac kraj, w ktorym mozna sie porozumiec. Ale samemu tez warto probowac sie troche pouczyc. Nieduzo, ale dac znac ,ze sie coc zrobilo , wyszlo na przeciw! To sa doswiadczenia z naszych licznych podrozy.Wczoraj z prof Marku T. na kolacji. Dobre jedzenie, pstrag z jeziora Saima ( swiezo zlowiony?)Zupa z fenela ( nie znam polskiej nazwy!)Doskonale biale wino. Hm...wreszcie i ja zaczynam pisac o restauracjach i jedzeniu. Kto wie, gdybym sie zajela pisaniem reportazy z restauracji moze mialabym wiecej czytelnikow?
W sklepie kupilam finskie zupy grzybowe. Sa tak doskonale, ze warto je powozic po Europie!Dziwaczeje? Oczywiscie! Ale calkiem mi ztym dobrze!
Wiadomosci TV ponure. Ogromna liczba ofiar trzesienia ziemi, Sumatra odczula skutki trzesienia ziemi. Ponad 1200 ofiar smiertelnych, Tsunami chlonie dalsze ofiary...W Niemczech wygrala koalicja centroprawicowa.Angie zwyciezyla.
A pod wieczor pogoda sie zepsula.

wtorek, września 29, 2009

Lappeenranta


Dwugodzinna wygodna podroz zakonczona.Dodam, ze jest to dla mnie jedna z wielu atrakcji w Europie. Dotarlismy na miejsce . Na dworcu czekal na nas taksowkarz zamowiony przez sekretariat uniwersytetu. Na kampusie przywitala nas p.Wirpi, wysoka, przystojna, mloda blondynka ( wszystko tak jak mowia teorie o rasach skandynawskich). Zaprowadzila do pokoju goscinnego. Tego samego , w ktorym mieszkalismy rok temu. Reprodukcja Vincenta van Gogha natychmiast przypomniala mi nasza podroz do Arles. Okazuje sie ze zadna podroz nie konczy sie nawet wtedy...kiedy mamy wiele innych za soba i odbywamy juz nastepna.
Za oknem swieci slonce, stoja wysokie sosny. Ladny jesienny dzien. Mieszkamy nad jeziorem Saima, najwiekszym w Finlandii. Kolorowe liscie, trzcina ciagle zielona, lodzie przycumowane na brzegu. Wszystko takie jak pamietam i "zapisalam " aparatem fotograficznym. Miajamy wielkie omszale glazy.


Nadjezdza samochod.Wychodzi z niego para w srednim wieku. Ona w szlafroku, on tylko w slipach. Wchodza do wody. Brrr... zanusrzaja sie, plyna przez chwile . Wychodza. Nie ma watpliwosci ze Finowie, ktorzy wyszli dopiero co z goracej sauny...Moja logika podpowiada, ze moze lepiej wziac po prostu prysznic, zimny, naturalnie...ale ja nic nie wiem o uroku zanurzania sie w lodowatej wodzie...
Po drodze znajdujemy grzyby. To bedzie moje codzienne zajecie. Nie zbieram ich wiele, bo co z nimi zrobie? Tu nawet przy dosc ruchliwej drodze rosna obficie.


Dzisiaj ugotowalam je na obiad...pycha.
Po zakupy chodze do Super Marketu. Doskonaly spacer; pol godziny w jedna, pol godziny z powrotem. Doskonale, zalecane przez lekarzy . W domu tego nie robie; bo wszedzie mam "pod gorke".Karol preprowadzil juz osiem godzin wykladow, zostalo mu jeszcze dwanascie. Studenci z wielu krajow zapisali sie na kurs. Sa Niemcy, Wloch, Chinczycy, Japonki, Rosjanie,Hiszpanie,Pakistanczyk, Napalczycy, Litwinka,Finowie.Wiekszosc studentow dojezdza na uniwersytet rowerami.Madrze; nie zanieczyszczaja srodowiska, nie wydaja majatku na benzyne, nie tyja.


Karol konczy zajecia w piatek rano. Po poludniu odjedziemy do Helsinek.

Helsinki

Kolejna europejska podroz rozpoczelismy 24 wrzesnia .Po siedemnastej odlecielismy z Hancock. Potem dwie godziny czekalismy na polaczenie na lotnisku w Minneapolis. Spokojny lot do Amsterdamu. Tam kolejne zdejmowanie butow, dokladne przeglady bagazu ( parasolki!). Ale za to lecielismy do Helsinek pierwsza klasa. Nie bylo wielkiej roznicy w komforcie, ale byly szklanki a nie plastykowe kubki. Jedzenie srednio dobre, Podroz od domu do hotelu trwala 17 godzin . Plus blisko godzina na dojazd z lotniska do hotelu . Zatrzymalismy sie w Sokos "Vaakuna" w Centrum miasta.

Poszlismy pod zabytkowa cerkiew pamietajaca czasy rosyjskiego okupanta. Cerkiew postawili rosyjscy carowie by upamietnic swoje panowanie. Dzisiaj cerkiew jest w remoncie.Swiadectwo przeszlosci Finlandi. Pod pomnikiem cara Aleksandra II fotografuja sie turysci z calego swiata.Finowie objawiaja swa wdziecznosc. Nie burza pomnikow cara, bo ten dal im autonomie , nie gnebil i pozwolil na pewna swobode wypowiedzi. Aleksander II byl reformatorem na miare Piotra I. Uwolnil chlopow od poddanstwa. W Polsce tez zniosl panszczyzne i ndal chlopom ziemie. To byl powod , jak nas uczono w szkolach,upadku Powstania Styczniowego. Polski chlop byl wdzieczny carowi a nienawidzil polskiego szlachcica. Finowie specjalnie sie do powstan narodowych nie palili .Od 1240 roku byli pod panowanie Szwedow, potem Rosji, potem weszli Niemcy zwani dzis Nazistami a Finowie w tym czasie odparli Armie Czerwona. Dzisiaj nie maja problemow ani z Niemcami, ani z Rosja, ani ze Szwecja.

Nazwy ulic upamietniaja takze rosyjskiego cara . Tak wiec podczas naszego pobytu odwiedzamy te same miejsca.

Tradycyjnie tez dwa dni potem zostawilam jakies nasze rzeczy w szufladach-w hotelu. "Nie odnaleziono niczego" powiedzieli do sekretarki, ktora dzwonila z Lappeenranty. Rok wczesniej zaprzepascilam w tymze hotelu nowiutki kostium kapielowy.Zostawilam go "na chwile" w saunie. Jak to z ta solidnoscia skandynawska? A moze nadmiar "cudzoziemcow" - zarowno turystow jak i obslugi? Oczywiscie niczego nie sugeruje. Niemniej glupio. ze taka ze mnie zapominalska ...
Generalnie bylo fajnie. Obejrzalam wystawe Pablo Diego José Francisco de Paula Juan Nepomuceno María de los Remedios Cipriano de la Santísima Trinidad Ruiz y Picasso (25 pazdziernik 1881 – 8 kwiecien 1973) OGROMNA! Wstep 14 euro, juz ze znizka!Rozsadna cena. Byly tlumy. Dziela pochodzily ze zbiorow Muzeum Picassa w Paryzu. Dobry malarz ale wyglada mi na to ze stroil z "tata wariata". Owe kobiety na plazy z epoki ostrego surrealizmu czy "sniadanie na trawie wg. Moneta" z tego samego okresu- taz to czytsa kpina z widza nie mowiac o krytyku, ktory sie zachwycal tymi dzielam. Picasso byl pracowity niesamowicie.Dlugo zyl to prawda...Odwiedzilismy tez nadmorski targ . Ogromnie duzo grzybow kurek i jakis kurkopodobnych, nieznanych mi. O dziwo nie bylo ani kozakow ani maslakow.


Wstapilismy na kawe do kawiarni znanej nam z poprzednich pobytow posluchalismy ulicznych grajkow. To byli chyba cyganie. Pieknie grali...Obiad zjedlismy w "naszej" restauracji "Mount Everest" dobre jedzenie nepalsko-hinduskie.Wieczorem wstapilismy do sklepu, wybralismy sie na maly spacer. Bilety kolejowe do Lappeenranty kupilismy w poludnie. Kasjerka nie tylko poslugiwala sie blyskawicznie komputerem, nie tylko znala biegle angielski ale byla uprzejma a my nie stalismy w kolejce tylko siedzielismy wygodnie z numerkiem w reku czekajac na nasza kolej. Obsluga moze nie tak przyjazna jak najczescuiej bywa w Stanach ,ale przygotowanie zawodowe bylo tez doskonale. Pisze o tym pod wrazeniem lektury prasy polskiej o doswiadczeniach "kolejowych" pary Brytyjczykow w Polsce.
"No trudno, jak przyjezdzaja do Polski to niech sie ucza polskiego", jak powiedziala mi kiedys moja znajoma...Jakie to szczescie, ze jednak Finowie ucza sie angielskiego. Nie wiem czy moglabym opanowac ich jezyk. Wydaje mi sie szalenie trudny. Ale czy duzo trudniejszy od polskiego? !

I jeszcze na dodatek na stacji calkiem czysto, a pociagi odchodza i przychodza punktualnie.

środa, września 23, 2009

Ach co to byl za slub...


Dwudziestego czwartego wrzesnia mija piecdziesiat lat od czasu kiedy odbywalam pedagogiczna praktyke w XII Liceum Ogolnoksztalcacym. Tego dnia okolo poludnia poprosilam o zwolnienie. Wyjasnilam powod. "Naturalnie. Gratuluje!Jest Pani wolna". Wsiadlam w tramwaj . To byla 12-ka. Dojechalam do budynku Poczty Glownej . Bylam troche spozniona. Tam czekal Karol, obie Mamy i swiadkowie. Danusia moja przyjaciolka ze studiow i Jan , przyjaciel Karola. Pani wydawala sie nam brzydka, stara i bez gustu, w sukience w wielkie kolorowe kwiaty na ktorej wisial symbol Urzedu; wielki zloty lancuch z orlem. Wyglosila mowe i dala do podpisu dokument. Jednakze miala jak widac dobra reke. Po piecdziesieciu latach oboje ja wspominamy. Potem byl obiad w "Monopolu" . Po obiedzie rozstalismy sie na rogu Swidnickiej i Podwala. Karol pojechal do pracy a ja do biblioteki Ossolineum. Spotkalismy sie poznym wieczorem. Mama Karola gotowala na kolacje knedle ze sliwkami. Po kolacji K.odwiozl mnie do Akademika na Tramwajowej. No coz, nie bylo hucznie, ale jak sie okazuje TRWALE. To byl slub na dlugie lata , "na dobre i na zle".
Potem byl jeszcze slub w kosciele w Kluczborku...ale o tym potem...Dzisiaj powinnam skonczyc pakowanie bo jutrzejsze Zlote Gody bedziemy obchodzic w samolocie. Jak widac wazne wydarzenia w naszym zyciu zwiazane sa ze srodkami transportu. Wtedy tramwaj do Pocztu Glownej a teraz samolot do Europy .

sobota, września 19, 2009

Parada Narodow 2009

W Michigan Technological University w Houghton, Michigan studiuja ludzie z 70 krajow swiata. Tak wiec jesienna "Parada Narodow" nie jest li tylko metafora.

Piekny dzien, wymarzony niemal na taka okazje. A mimo to doroczna Parada Narodow (International Parade 2009) byla skromniejsza niz wszystkie poprzednie, ktore pamietam. Szczesliwie nie brakowalo slicznych dziewczyn! Najliczniej stawila sie jak zwykle grupa studentow chinskich.

Zawiedli Hindusi, ktorzy zwykle stanowili liczna grupe, a kobiety w pieknych, bajecznie kolorowych sari dodawaly paradzie splendoru. Po raz pierwszy pojawili sie u nas studenci z Kazachstanu.
Trojka miala na sobie narodowe stroje . Bogato i kunsztownie haftowane. Duze wrazenie zrobili studenci z Boliwii;wydawali sie bardzo egzotyczni, odmienni.

Pod polskim bialo czerwonym sztandarem szly trzy sympatyczne dziewczyny.
Niestety nie bylo czasu na rozmowe. Parada trwala.
Maszerowali obywatele Burkina Faso...
Byc moze wszyscy czytelnicy mojego blogu wiedza duzo o tym kraju, ja jednak pokusze sie o podanie kilku szczegolow.
Jest to dawna kolonia francuska. Niepodleglosc uzyskala w 1960 roku. Mlody afrykanski kraj, mlode spoleczenstwo. Jak podaje Wikipedia sredni wiek mieszkanca to nieco ponad 16 lat. Ludnosc liczy ponad 13 milionow . Jak widac niekiedy nie trzeba ruszac w swiat by go poznawac. Na ulicach Hancock spotyka sie ludzi z kraju, o ktorym jeszcze kilka godzin temu nie wiedzialam, ze istnieje pod taka nazwa. Kiedys nazywano ten kraj Gorna Wolta...Afryka to kontynent nieustajacych zmian. Nierzadko dramatycznych.

wtorek, września 15, 2009

Audrey czyta Szymborska


Audrey , z ktora jestem zaprzyjazniona od 24 lat, jest skrzypaczka. Scislej mowiac "skrzypaczka na emeryturze". Czyta duzo,interesuje sie Natura, filozofia, religia i poezja. Nalezymy do tych samych stowarzyszen (klubow). Kiedys mowilam w jednym z nich na temat polskich lauretow Nobla; Milosza i Szymborskiej. Audrey , zywo zainteresowala sie poezja Szymborskiej i od tamtego czasu propaguje jej poezje.Pisze o tym dlatego, ze dzisiaj dostalam od niej poezje Szymborskiej w tlumaczeniu (na angielski) Stanislawa Baranczaka i Clere Cavanagh. Tlumaczenie swietne. Siedzielismy w czworke w malej restauracji na jeziorem i Audrey czytala nam "Urodziny".Ja po powrocie do domu odnalazlam oryginalna wersje w internecie.
Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza i zorze
i ogień i ogon i orzeł i orzech -
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?
Te chaszcze i paszcze i leszcze i deszcze,
bodziszki, modliszki - gdzie ja to pomieszczę?

Motyle, goryle, beryle i trele -
dziękuje, to chyba o wiele za wiele.
Do dzbanka jakiego ten łopian i łopot
i łubin i popłoch i przepych i kłopot?
Gdzie zabrać kolibra, gdzie ukryć to srebro,
co zrobić na serio z tym żubrem i zebrą?
Już taki dwutlenek rzecz ważna i droga,
a tu ośmiornica i jeszcze stonoga!
Domyślam się ceny, choć cena z gwiazd zdarta -
dziękuję, doprawdy nie czuję się warta.

Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?
Jak ma się w to bawić osoba żyjąca?
Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę:
co dalsze przeoczę, a resztę pomylę.
Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.
Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.
Już choćby najmniejszy - szalony wydatek:
fatyga łodygi i listek i płatek
raz jeden w przestrzeni, od nigdy, na oślep,
wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle

Wisława Szymborska
-
Ten wiersz znalazlam na stronie POLONISTKI Z KRAKOWA http://evacska.republika.pl/index.html.

Wizyta

W poniedzialek mielismy gosci . Przy obiedzie rozmowy o polityce i religii czyli jak by sie wydawalo "zakazane" w amerykanskim dobrym towarzystwie.Ale tu byl wyjatek. Nasza znajoma, aktywistka z partii republikanskiej, to zapalona zwolenniczka posiadania broni, polowan oraz Sarahy Palin z Alaski.Podziwia jej odwage i "guts". Uwaza sie za gleboko wierzaca chrzescijanke . Jest jedna z tych ktorzy wierza, ze Jezus wroci na ziemie w ludzkiej postaci i wszystkich jej wspolwierzacych zabierze do nieba. Tak jak stoja. Nie bedzie sadu ostatecznego, wystarczy, ze ktos Mu ufa . Ale stanie sie to dopiero jak "narod wybrany" wroci na
"swoje" terytoria sprzed 4ooo lat. F.do dzisiaj wierzy ze Irak (czyli Hussein) mial WMD (bron masowej zaglady)bo "przeciez kiedys wymordowal wlasnych ludzi" ( Kurdow). Jej nienawisc do muzulmanow, i milosc do bylego prezydenta GWB jest silna i niepodwazalna . Nie dopuszcza mysli, ze deficyt jest wynikiem wieloletniech wojen i nie zostal spowodowanych przez administracje Obamy. Do dzis nie moge wyjsc ze zdumienia. Nie wyobrazalam sobie , ze ludzie o takich pogladach sa tez wsrod moich znajomych. Sadzilam ze owi ideolodzy na chrzescijanskich kanalach TV i ich setki zwolennikow sluchajacy ich kazan istnieja ale sa daleko poza kregiem ludzi, z ktorymi w jakis sposob jestem powiazana. A pani, o ktorej wspomina byla asystentka naszego zaprzyjaznionego kongresmena z Kongresu Stanowego. Nie, nie moge sobie wyobrazic jak S. (wyjatkowo inteligenty, blyskotliwy, o szerokich horyzontach umslowych) mogl cos takiego "strawic". A moze nie znal jej prawdziwych pogladow? Moze przed nim nigdy sie odslonila? Juz Go nie zapytam. Nie zyje .

Szanowne Zdrowie

Trzeba sprawdzac jak sie mamy. Odwiedzam wiec lekarzy. Przeprowadzaja na mnie testy. Potem ogladam sie od srodka. Ostatnio przesympatyczny nekrolog, lat 33 pokazywal i objasnial mi zdjecie mojego mozgu. "What a beautiful brain" i dodal. "Chcialbym miec taki". Nie dokonczyl, ze wtedy, kiedy bedzie w moim wieku...To oczywiscie moj domysl! Tak wiec moje bole glowy i moja bezsennosc nie sa "legalne", bo jestem w porzadku.Zobaczymy co dalej. Dochodzenia trwaja...

poniedziałek, września 07, 2009

"Labor Day " czyli Dzien Pracy

W 1882 amerykanskie zwiazki zawodowe zdecydowaly ze dzien 5 wrzesnia winien byc dniem wolnym od pracy. Potem specjalna uchwala "Labor Day" zatwierdzil amerykanski Kongres .Od tej pory poniedzialek po pierwszej niedzieli wrzesnia jest swietem.Nie ma w Stanach wielu "dlugich weeekendow". Urlopy sa tu krotkie. Nie kazdy szanujacy sie Europejczyk, przywykly do dlugich przerw w pracy i takiz urlopow, by to zaakceptowal. Labor Day jest wiec okazja do rodzinnych i przyjacielskich spotkan.

Spotkalismy sie w polskim gronie. Pani domu Marta pracuje na tutejszym uniwersytecie na wydziale chemii. Doktorat zrobila w Polsce. Jej maz , Mariusz vel "Mario" jest fachowcem od komputerow. Wazna pozycja. Co dzis moze zrobic bez sprawnego komputera albo bez wlasciwego programu???
Nine juz prezentowalam w moim blogu. Studiowala na filologii ukrainskiej w Warszawie. Maxim pracuje na wydziale fizyki.

Karol z okazji swieta ( i wizyty) zalozyl swoje "bolo"kupione kiedys od Indian Nawacho (ang. Navajo) w Arizonie i kapelusz kowbojski,ktory kupilismy w San Antonio, Teksas. Tradycja "grilowania", pochodzi przeciez z "dzikiego Zachodu".
Przy zeberkach pysznosci wielkiej(polskie wyrazenie "palce lizac" jest tu bardzo stosowne!), w sielskim otoczeniu z widokiem na lake, duzy dab i latajace kolibry, spedzilismy trzy godziny.Czas plynal szybko na opowiadaniu gospodarzy o ich podrozy do Afryki. Wspomnienia byl tak zywe i entuzjastyczne, ze natychmiast zapalalam zadza zobaczenie wedrujacych sloni i biegnacych gazeli i antylop.Nie mowiac o zachodach slonca nad Sarangetii.
Pogoda dopisala znakomicie. Jednakze Labor Day przypomina o konczacym sie lecie i szybko zmierzajcej ku nam jesieni. Ale co tam! "Carpe diem" jak mawiali starozytni. "Labor Day"2009 spedzilismy na uroczym nicnierobieniu...
Cieszac sie wolnym czasem warto choc czasem pamietac,ze ten dzien ustanowiono, wtedy, kiedy praca trwala dwanascie godzin na dobe , siedem dni w tygodniu. A pracowali prawie wszyscy, nie wylaczajac dzieci.

sobota, września 05, 2009

Spotkania z Hemingway’em.



Ilekroć jadę na Florydę znajomi pytają co zamierzam tam robić.
“Właściwie, nic” odpowiadam z pewnym wahaniem. Bo trochę to śmiesznie odpowiedzieć, że będę się zajmowac głównie obserwacją lotu pelikanów, intensywnym wypatrywaniem delfinów czy oglądaniem zachodów słońca.



Oczywiscie nie jest tez "robota" słychanie szumu fal i trzasku muszli pod stopami na rozleglej plaży. Moj maz, Karol, który znosi cierpliwie kilkutygodiową separacje zostajac pod szarym niebem pónocy, na to pytanie, "co zona bedzie tam robić", odpowiada niezmiennie “Będzie pisać. Tam są idealne ku temu warunki”.
W amerykańskim-protestanckim środowisku “nicnierobienie” jest grzechem!
Ja rzeczywiście czasem i tam coś piszę. Z pewnością “zbieram materiały” do jakiegos reportażu,” portretu” , opowiadania badź “obrazka”. Sporo czytam.
Podczas ostatniej swej wizyty w tutejszej bibliotece , dowiedziałam się iż Hilary Hemingway, bratanica Ernesta Hemingway'a, spotka się z czytelnikami swych książek “Polowanie z Hemingway`em”i “Hemingway na Kubie”. Nota bene Hilary jest też autorką filmu “Hemingway a Kubie”.

* * *
Pisarzem mojej młodości był Ernest Hemingway. Za nim szłam “ Za rzeke w cień drzew”, przyglądałam się dramatycznym zmaganiom Starego Człowieka, towarzyszyłam bohaterom hiszpańskiej okrutnej wojny domowej , nie pytając “Komu bije dzwon”.
Hemingway był dla mego pokolenia pisarzem, ktory “otwierał okna na swiat” zachodniej, amerykańskiej literatury.
Był postacią osnutą legendą, a jego śmierć, najpewniej samobόjcza, tę legendę wzmocnila.
Wtedy nie myślałam , iż kiedyś uda mi się wejść na drogi , ktόrymi chadzał Ernest Hemingway.
* * *
Przed kilkunastu laty w drodze z południa Florydy do swego domu na pόłnocy nad jeziorem Superior odwiedziłam dom należący do rodziny Hemingway`όw.
W Dolnym Michigan, w pięknych, gęsto zalesionych okolicach , nad jeziorem Walloon państwo Hemingway`owie mieli swą letnią rezydencję. Tam mały Ernest wraz z rodzicami i rodzeństwem spędzał letnie wakacje. Swą malowniczość ta okolica swą zawdzięcza pięknym mieszanym lasom i rzece o nazwie Two Hearts River , rozsławionej potem przez pisarza ( "Rzeka Dwu Serc").
W Michigan Ernest doznawał przeżyć, które potem opisał w swych opowiadaniach. Stały się one doświadczeniami ich bohatera, Nicka Adamsa . Tam po raz pierwszy Ernest uczył się tego, co zostało jego pasją do końca życia; wędkarstwa i myśliwstwa.
Do miasta Petoski nigdy nie wrόciliśmy, ale w kilka lat potem, złożyliśmy wizytę w dawnym domu Ernesta i jego zony Pauliny na Key West.
Jest to jedno z najbardziej popularnych i znanych miejsc, w ktόrych pisarz lubił przebywać . Na Key West każdego roku hucznie obchodzi się do dziś urodziny "Papy" Hemingwaya. Wyspiarskie miasteczko ma szczegόlne powody do celebracji, bowiem najlepsze swe dzieła Hemingway napisal na Key West .
Ale Key West nie jest jedynym miejscem na Florydzie, które związane jest z pisarzem.
O Hemingway’u pamiętają też na innych wyspach nad Zatoką Meksykańska. * * *

Malownicza wyspa Sanibel , położona niedaleko Fort Myers , w południowo- zachodniej części Florydy , byla już w latach dwudziestych wymarzonym miejscem dla wypoczynku.
Na uroczą, tropikalna wyspę Sanibel przyjechala na wakacje Grace Hemingway z dziećmi.
O tym, że Hemingway'owie byli na wyspie nikt nie wątpi. Najlepszym , niezaprzeczalnym dowodem na to, jest zdjęcie matki, Grace Hemingway z córeczką Carol i wlascicielką pensjonatu.
By upamiętnić związki Hemingwayów z Sanibel, Towarzystwo Historyczne i potomkowie Grace i Clarence'a (Eda) Hemingway'ów, organizują miedzynarodowe sympozja poświęcone Hemingwayowi.
W jednym z nich miałam przyjemnośc uczestniczyć.
Program , był różnorodny i bogaty. Na wystawach w muzeum historycznym prezentowano pamiatki rodzinne, fotografie, kopie rękopisów Hemingwaya. Byla ekspozycja prac fotograficznych i plastycznych , będących wynikiem ogloszonego wczesniej konkursu.
W miejskim Ośrodku ( Comunity Center) odbyła się dwudniowa konferencja literacka.
Na aukcji, na której można bylo kupić kopie listów i dokumentów z kolekcji Hemingwaya a także jego pośmiertnie wydaną powieść "True at First Light" panowało spore ożywienie. Książka o elementach biograficznych zostala opracowana edytorsko przez syna Hemingway'a, Patricka .
Program hemingwayowskiego festiwalu byl bogaty . Największą zaletą tych spotkań było to, iż miały one kameralny charakter. Nieczęsto się zdarza by można bylo rozmawiać z czlonkami najbliższej rodziny czlowieka, który już za życia stał się legendą.
Na tej egzotycnej tropikalnej wyspie miałam zaszczyt i przyjemność poznania osobiscie najbliższych czlonków rodziny wielkiego pisarza.
Ich choć każdy z nich ma własne osiagnięcia, to niewątpliwie blask sławy Hemingway’a i ich w jakiś sposόb opromienia.
* * *

Z dalekiej Montany przylecial Patrick Hemingway z żoną Carol.
Bratanica Ernesta , Hilary Hemingway i jej mąż Jeffry P. Lindsay , Anne Hemingway Feuer, córka najmlodszego brata Ernesta, Leicestera byli “sprawcami” tego wydarzenia .
Przyjechał też drugi syn pisarza, Jake Hemingway i jego syn Hugh. 19-letnia Sara Feuer, corka Anny Hemingway , uzdolniona malarka namalowała wspaniały portret dziadka Ernesta.
Moja “hemingway`owska przygoda” na wyspie Sanibel była fascynująca.
Zostały mi w pamięci historie opowiadane przez Johna E. Stanforda, siostrzeńca Hemingway'a o inwestycjach dziadka, dr Clarence Hemingway'a w Saint Petersburgu na Florydzie. Ogólnoświatowy krach gospodarczy , który nastąpił, doprowadził rodzinę do ruiny. Clarence popełnił samobójstwo. Słuchałam opowiesci o listach Ernesta do najstarszej siostry Marceliny, i o tym, jak konflikt pomiędzy kochającym się kiedyś rodzeństwem zakończyło się dwudziestopiecioletnią seperacją i całkowitym milczeniem ze strony Ernesta. Zachowałam w pamięci anegdoty autora książki "Hemingway in Love and War" Jamesa Nagel’a . Jego książka była sfilmowana, ale musiał staczać walkę ze scenarzystami z Hollywood , którzy próbowali "ulepszyć" historię mlodego Hemingway'a . Gdyby temu nie przeszkodzil, Hemingway okazalby się jeszcze większym bohaterem niz James Bond .
Ze wzruszeniem wspominam wnuczkę Ernesta, młodą sympatyczną kobietę Minę Hemingway będącą wowczas w ciąży.
Wychowana w Tanzanii , gdzie pracowal jej ojciec Patrick , po studiach w Texasie, przeniosła się z rodziną na Sanibel.
Jej ojciec, drugi syn Ernesta, okazał się urzekająco bezpośredni w kontaktach i rozmowach. Patryk, syn Pauliny ( druga żona) i Ernesta , kocha Afrykę. Odbywał tam liczne podrόże w towarzystwie Ojca. Chwycił “bakcyla fascynacji Afryką” i przez wiele lat był przewodnikiem wycieczek na safari.
* * *
Od wielu lat szukam ścieżek, ktorymi chadzał Ernest Hemingway. Stąpałam po jego śladach w Paryżu,Prowansji i Madrycie . Oglądałam corridę, która go tak bardzo fascynowała.
Wiem , iż jest znacznie więcej miejsc związanych z pisarzem, jeszcze mi nieznanych, które czekają na “moje odkrycia”. Do wielu z nich nigdy nie dotrę . Pozostaną dla mnie niedostępne.
Ale na południu Stanów, na Florydzie i na pόłnocy w Michigan , miejsca związane z Hemingway`em już “należą “ i do mnie.

czwartek, września 03, 2009

Jak poznalam Kathy i co z tego wynika.

Wczoraj zadzwonila Kathy . Wpadla na trzy dni na Polnoc, do Gornego Michigan gdzie mieszkala przez wiele lat. Teraz osiadla w stanie Nowy Meksyk, . Ostatnio przeniosla sie na rancho nad rzeka z gorami w tle. Kathy poznalam blisko 23 lata temu. Znajoma Polka pani Irena przyniosla zaproszenie (od nieznanej mi osoby ) na "Polish wigilia". Pojechalismy. Dom byl maly ale piekny, zbudowany z jasnych drewnianych beli. W stajni stal kon. Wnetrze domu zdobil miedzy innymi jakis lowicki pasiak. Powitala nas pani domu.To byla Kathy. Bylo juz sporo gosci. Nikt nie mowil po polsku, ale okazalo sie wkrotce, ze niektorzy mieli "polskie korzenie". Moj maz wdal sie w rozmowe z jednym z gosci, jak sie okazalo ciesla a zarazem milosnikiem poezji. Po chwili zaczela sie rozmowa o..sniegu. W tym rejonie snieg jest waznym tematem rozmow! W pewnym momencie rozmowca Karola wyciagnal z kieszeni portfel, wyjal z niego wycinek z gazety.Podal ze slowami. "To najlepszy wiersz, jaki chyba napisano o sniegu.". Maz spojrzal i powiedzial "Znam ten wiersz". Ba, byl pierwszym czytelnikiem. To byl moj wiersz "Miracle". Pisalam o pieknie snieznego krajobrazu. W jakis czas po owej "Wigilii" a scisle po spotkaniu towarzyskim z okazji nadchodzacych Swiat Bozego Narodzenie zaczelismy sie z Kathy spotykac. Okazalo sie wkrotce, ze Kathy i Karol urodzili sie 29 lipca.



Jednakze dzielily ich lata. Karol znacznie wczesniej pojawil sie na tym padole niz ona. Kilkakrotnie obchodzilismy wspolnie urodziny. Z Kathy pojechalysmy kiedys razem do Rzymu. W Domu Polskim sluzylam Jej za tlumacza.
Wspolnie przezylysmy tez emocjonalna wizyte w Watykanie.
Uczestniczylysmy w prywatnej mszy w kaplicy Jana Pawla II.

Potem wraz z nieliczna grupa (glownie Polakami m.inn.z Francji i Polski)bylysmy przyjete na prywatnej audiencji w bibliotece papieskiej.


Jak widac nie jest wazne gdzie sie mieszka. Wazne jest kogo sie poznaje. Ale czy mozna kogos poznac bez znalezienia sie w odpowiednim miejscu i czasie?

Te dwa zdjecia ze spotkania w kaplicy i w bibliotece papieskiej sa zrobione przez Arturo Mori z L'Osservatore Romano.