poniedziałek, czerwca 08, 2009
8 czerwca rano
Wczoraj w Polsce (i w Europie) odbyly sie wybory do Parlamentu Europejskiego. Srednio wybieralo 43% uprawnionych. Ale w Polsce do urn wyborczych poszlo 27 % i troche uprawnionych do glosowania.Jeszcze jeden dowod wysokiej swiadomosci obywatelskiej. Pozostwiam to bez dalszego komentarza , biore rower i jade na poranny spacer. Jakie to szczescie, ze slonce swieci, kwiaty kwitna a na niebie pojawia sie czasami tecza!




niedziela, czerwca 07, 2009
O poetyckich zapisach z podrozy
Jaka jest rola poezji? Co mozna o niej powiedziec?
Ze życie bez poezji byloby ubozsze? Albo , że świat bez niej byłby smutniejszy?
A może stwierdzic , że “ nie wyobrażam sobie życia bez poezji”? Ze jest potrzebna jak powietrze... a może przyznac, ze jest jak “kwiatek do kożucha” w naszej rzeczywistości bardzo prozaicznej?
Przecież dla każdego z nas poezja oznacza co innego.
Czy lubimy poezję?
Kupujemy tomiki poezji, stawiamy na półce biblioteczki i sięgamy po nie czasami.
Co powoduje, że na wieczorach autorskich zbierają się ludzie ? Przychodzą ci, którzy może są ciekawi jak wygląda żywy poeta i Ci którzy lubią poezję . Także ci, którzy sami piszą wiersze , którzy uprawiają “poetycki ogródek” jak i ci, którzy chcieli by zacząc, ale nie mają odwagi ?
Poeci też czasami się nad tym zastanawiają czy lubimy poezję.
Wisława Szymborska rozważała kiedyś ten problem i doszła do wniosków (w miarę optymistycznych) iż
“Niektórzy lubią poezję”
Niektórzy-
czyli nie wszyscy.
nawet nie większość wszystkich ale mniejszość (…)
Lubią - ( pisze Szymborska po chwili refleksji)
ale lubi się także rosół z makaronem,
lubi się komplementy i kolor niebieski
lubi sie (…)
Poezję-
Tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
Na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
Jak zbawiennej poręczy.”
A ja? Zaczęłam uprawiać poezję dopiero po przyjeździe do Stanów. Pisałam po angielsku. Dlaczego? Może było to wyzwanie, może potrzeba “sprawdzenia się”,a może zwyczajnie - strach . Dla mnie, znającej całkiem nieźle polską poezję, pisanie po polsku byłoby czymś w rodzaju” świętokradztwa”? Czy ja wiem?
Piszę niemal wyłacznie pod wpływem jakichś emocji, fascynacji, wrażeń .
W swoich pierwszych kilkunastu wierszach probowałam opisać “Nowy Swiat”.
Pierwsza podróż na “Dziki Zachód” zaowocowała cyklem “ Fascynacje” Był to -poetycki dziennik podróży”.
Dwa z nich , przetłumaczone przeze mnie na język polski , przypominają tamtą odległa już podróż.
* * *
Nasza “ amerykańska przygoda” zaczęła sie od tego, że kiedyś mój mąż Karol, wracając do Polski , z podróży do Stanów powiedział. “Widziałem Wielki Kanion (Grand Canyon). Niebywale piękny, nie do wyobrażenia. Musimy tam kiedyś pojechać. Musisz to zobaczyć.”
Wtedy wydawało się ( i było) to całkowicie nieralne.
Ale po dziesięciu latach razem “siedzieliśmy nad brzegiem Kanionu” czekając na wschód słońca…
"Nad kanionem rzeki Colorado".
Pamiętasz?
Było ciemno.
Przebudzeni drżeliśmy od chłodu.
Tipi, indiański namiot
znak, przesłanie z innego czasu,
innej przestrzeni,
innego świata
bielał pośród nocy wymierzony w niebo.
Pamiętasz?
Siedzieliśmy na brzegu Kanionu
czekając
jak grzesznicy na odpuszczenie winy,
silni wiarą w cud wschodzącego słońca.
Kanion spoczywał nieruchomy,
Kamiennie spokojny .
Nagle niebo stało się perłowe.
Purpurowe.
Złote.
Kanion zawtórował niebu.
Stał się perłowy.
purpurowy.
złoty.
Kanion ożył.
Słońce przywróciło Kanion znów do życia.
Czy pamiętasz?
Tak. Nasza wiara została nagrodzona.
Podczas pierwszej podróży na Zachód przemierzyliśmy tysiące kilometrów.
Bywało, że podróżując autostradą , przez cały dzień nie napotkaliśmy ani jednego osiedla, a rzadko jakiś samochod . Ogromne przestrzenie. Bezmiar.
Na drodze od czasu do czasu pojawiały się tablice z napisem “Prison Area
DO NOT PICK UP HITCHKIKERS “
( “W okolicy znajduje się wiezienie. Nie zabieraj autostopowiczów”.)
Taki napis był też w pobliżu miejsca, gdzie odkryto ślady tajemniczego plemienia Indian, którzy przed wiekami pojawili się a potem znikneli z powierzchni ziemi.
Swe doswiadczenia zapisałam potem w wierszu
“Na drodze do Mesa Verde”
Na drodze do Mesa Verde
Nowy Swiat przemierzając w złotym Chevrolecie
mknęliśmy ku zagadkom Minionego Swiata.
I oto daleko przed nami...
Drzewo?Koń? Skała?
Człowiek!
Człowiek na tej drodze?
Przecież niemozliwe!
A jednak...
Szedł zagubiony w rozległej przestrzeni.
Kim był? Któż mógł tak wędrować
pod prażącym słońcem, w pyle przydrożnym,
Któż mógł tak wędrować
samotnie pomiędzy niebem a ziemią
poprzez wymarly ląd bogaty tylko w krzewy dzikiej szałwi?
Kim był ten, kto miał siły piąć się po horyzont
W żarze palącego słońca?
Syn tajemniczych Anasazi*i,
Którzy przyszli nie wiedzieć skąd
By odejść niewiadomo dokąd?
Potomek skazanych na wieczną wędrowkę?
Kim on był?
Nie wiem. Minęłam Człowieka podporządkowana znakowi na drodze:
PRISON AREA.
DO NOT PICK UP
HITCHIKERS.
*Anasazi to dawni mieszkańcy Mesa Verde, którzy w tajemniczy sposób zniknęli.
Wiersz w wersji oryginalnej był napisany po angielsku I opublikowany w antologii poezji amerykańskiej „Images” (1990).
Jest jednym z wierszy z cyklu stanowiący poetycki pamiętnik podróży na Zachód Stanów Zjednoczonych.
Czy mój poetycki pamiętnik jest poezją?
“Co to takiego poezja?”
“Ja nie wiem i trzymam się tego” .Powtórzę znów za Szymborską.
Obrazki z wyspy
Dany mi jest czas
By żyć i by życie toczące się obok opisać.
Dany mi jest czas
by źdźbłu trawy się przyjrzeć,
pochylić nad malutkim,niepozornym kwiatkiem
schowanym w trawie i szepnać
“jakże jesteś piękny a nie pysznisz się swoją uroda „
Dany mi jest czas
bym zrozumiała jak wielki dar posiadłam;
wrażliwość i zdolność widzenia.
Tylko jedna mysl mąci ową radość.
Jedno pytanie…Retoryczne pytanie;
Ile tego czasu mi jeszcze zostało?
Spacery. Marco Island
Jedni maja kury, inni kaczki a u nas na trawniku pasa sie ibisy.Przylatuja, odlatuja...
Zawsze w grupie. Bardzo gadatliwe i krzykliwe skimersy sa niewatpliwie ptakami o niebanalnym wygladzie i zachowaniu.
Zachody slonca sa spektakularne. Nawet ogladajac je codziennie nieodmiennie odczuwa sie magie tego momentu.
piątek, czerwca 05, 2009
wtorek, czerwca 02, 2009
Poranne spacery. Marco Island.
Raniutko rowerkiem wyjezdzam z domu i kazdego dnia widze nowy obrazek. U sasiadow drzewo poincjany kolewskiej zakwitlo, u nas przed domem kaktus otworzyl kielichy kwiatowe. Zywot jego kwiatow jest krotki, ale jakze piekny! Z przystani odplynelo kilka jachtow. Jakas lodz zaglowa zarzucila kotwice na srodku malutkiej zatoki.
poniedziałek, czerwca 01, 2009
Tydzień we Francji.Paryż.
O Paryżu można mówić nieskończenie. Miasto malownicze, tętniące życiem. Miasto Swiateł, szerokich bulwarów, gotyckich kościołów...Z czym kojarzy się Paryż? Każdemu, kto je zna zapewne inaczej. Mnie nieodłacznie kojarzy się z Sekwaną , bukinistami, Dzielnica Lacińska , kloszardami , tłumami cudzoziemców.
Paryż to miasto fantann, parków, ulicznych kawiarni.
Paryż to miasto, gdzie Adam Mickiewicz napisał polską epopeję zaczynającą się od słów „Litwo, Ojczyzno moja...” W tym miescie tworzył jeden z największych polskich kompozytorów Fryderyk Chopin. Tu w kościele St Jaques, wisi obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, do której modlili się polscy emigrancji. Paryż...
Tak, Paryż trzeba koniecznie wpisać na listę „ Trzeba zobaczyć..”
Tydzień we Francji. Giverny, Kwiecień 2009
Nasz syn Dariusz, mieszkający w Valmondois 22 kwietnia zawiózl nas do Giverny.
Darek jest dobrym przewodnikiem. O tym już nieraz mogłam się przekonać.
Tym razem zawiózł nas do Giverny, do domu Claude Moneta.
Obraz Moneta jest jednym z najwazniejszych w historii malarstwa II polowy XIX. Od niego caly kierunek sztuki wzial swoja nazwe. "IMPRESJONIZM"
Już od dawna chieliśmy zobaczyć to miejsca, ale nie było czasu. Paryż był zbyt blisko wiec wabil nas nieustannie.
Swiat jest wielki, róznorodny, pasjonujący.
„ Kiedyś”, obiecuję sobie, „zrobię listę miejsc które TRZEBA ZOBACZYC , zanim odejdzie sie stąd do wiecznosci.”
Myślę, że Giverny we Francji też powinno się pojawic na liscie "100 miejsc , ktore nalezy zobaczyc",
Subskrybuj:
Posty (Atom)