niedziela, czerwca 07, 2009

Spacery. Marco Island


Jedni maja kury, inni kaczki a u nas na trawniku pasa sie ibisy.Przylatuja, odlatuja...

Zawsze w grupie. Bardzo gadatliwe i krzykliwe skimersy sa niewatpliwie ptakami o niebanalnym wygladzie i zachowaniu.



Zachody slonca sa spektakularne. Nawet ogladajac je codziennie nieodmiennie odczuwa sie magie tego momentu.

wtorek, czerwca 02, 2009

Poranne spacery. Marco Island.




Raniutko rowerkiem wyjezdzam z domu i kazdego dnia widze nowy obrazek. U sasiadow drzewo poincjany kolewskiej zakwitlo, u nas przed domem kaktus otworzyl kielichy kwiatowe. Zywot jego kwiatow jest krotki, ale jakze piekny! Z przystani odplynelo kilka jachtow. Jakas lodz zaglowa zarzucila kotwice na srodku malutkiej zatoki.



poniedziałek, czerwca 01, 2009

Tydzien we Francji. Valmondois, Parmain, Auvers sur l'Oise








Tydzień we Francji.Paryż.








O Paryżu można mówić nieskończenie. Miasto malownicze, tętniące życiem. Miasto Swiateł, szerokich bulwarów, gotyckich kościołów...Z czym kojarzy się Paryż? Każdemu, kto je zna zapewne inaczej. Mnie nieodłacznie kojarzy się z Sekwaną , bukinistami, Dzielnica Lacińska , kloszardami , tłumami cudzoziemców.
Paryż to miasto fantann, parków, ulicznych kawiarni.
Paryż to miasto, gdzie Adam Mickiewicz napisał polską epopeję zaczynającą się od słów „Litwo, Ojczyzno moja...” W tym miescie tworzył jeden z największych polskich kompozytorów Fryderyk Chopin. Tu w kościele St Jaques, wisi obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, do której modlili się polscy emigrancji. Paryż...
Tak, Paryż trzeba koniecznie wpisać na listę „ Trzeba zobaczyć..”

Tydzień we Francji. Giverny, Kwiecień 2009



Nasz syn Dariusz, mieszkający w Valmondois 22 kwietnia zawiózl nas do Giverny.



Darek jest dobrym przewodnikiem. O tym już nieraz mogłam się przekonać.

Tym razem zawiózł nas do Giverny, do domu Claude Moneta.





Obraz Moneta jest jednym z najwazniejszych w historii malarstwa II polowy XIX. Od niego caly kierunek sztuki wzial swoja nazwe. "IMPRESJONIZM"




Już od dawna chieliśmy zobaczyć to miejsca, ale nie było czasu. Paryż był zbyt blisko wiec wabil nas nieustannie.
Swiat jest wielki, róznorodny, pasjonujący.
„ Kiedyś”, obiecuję sobie, „zrobię listę miejsc które TRZEBA ZOBACZYC , zanim odejdzie sie stąd do wiecznosci.”
Myślę, że Giverny we Francji też powinno się pojawic na liscie "100 miejsc , ktore nalezy zobaczyc",

wtorek, lutego 17, 2009

Walentynki u Panstwa L.









Ptakom wędrownym podobni,
Państwo L. z Toronto na Florydę przybyli,
przed mroźną zimą szukajac ucieczki.

Zatrzymali sie w Naples, miejscu,
gdzie jest tak pieknie jak w raju
(ja taki raj widzialam na obrazku swietym).

Na straży domów stoją zielone, kokosowe palmy.
Są i palmy krolewskie . Te strzelaja wysoko ,
jakby probowały dotrzeć do białych obłoków
na niebosklonie rozsianych niedbale.
Wielobarwne krzewy azalii i bugenwilli ,
dumne z ilości kwiecia niesłychanej,
rozsiadły sie na zielonych trawnikach, strzyżonych starannie.

Inni, dość liczni Polacy także w tej okolicy znaleźli swe miejsce.
Więc kiedy dzień Walentynki nastał
zgodnie z amerykańskim (a dziś i polskim zwyczajem)
Państwo L. gościnni i mili ,
znajomych Rodaków w dom swój zaprosili..

Wszyscy interesujący , grzeczni i ukladni
fascynująco opowiadali o swym zyciu i swoich karierach
( lekarki tam były, kilku inzynierow i dwu profesorów)
Wspominano przeszłość, wojne i niewolę na stepach za Uralem
I uchodźców dolę.
Nie brakło opowieści o dzieciach już dorosłych, rozsianych po świecie,
O podróżach do Włoch i Francji,
o wyprawach do Kraju wczesnego dziecinstwa...
Były opowieści o trwałych przyjaźniach z lat szkolnych,
już nieco odległych,lecz jakże wciaż w pamięci żywych...

Popijali z kielichów wino czerwone i białe
Gaworzyli długo o tym i o owym ...

Aż w pewnym momencie poproszono do stołu.

Szpinak serwowano pysznosci niezwyklej
a do tego mięso indycze i pieczone prosię
( tu Drogi Czytelniku wybacz, że przesadzam,
prosie niecałe było, a tylko poledwica, najlepsza czesc jego)
Na koniec owoce i sery podano –
(Sery nie tylko francuskie, rzecz jasna...)

Choć rozmów z Rodakami nie dość mi było,
a północ jeszcze nie wybiła,
nieubłaganie czas powrotu do domu nastąpił.

Bo pamiętać należy, jak mawiała Mama,
że żelazną zasadą jest żegnać gospodarzy zanim
ze zmęczenia zapadną w sen ( dobrze zasluzony).

A jaki był ciąg dalszy pięknego wieczoru?
Na naszą wyspę przyjechalam,
usiadlam przy biurku i ten wiersz napisalam.

Pomyślisz Drogi Czytelniku , że wiersz dość nieskładny?
Ale czy forma ważna czy raczej przesłanie?
Ja tym wierszem Panstwu L.
ślę podziękowanie .


Marco Island , 14- luty 2009